środa, 18 września 2013

18. I ready


Wiec dzisiejszy rozdziła dedykuje Goracej Madzi i Seksownej Karolci ^_^
Dzięki, że to czytacie napaleńce xd
A i ogromne podziękowania należą się mojej kochanej przyjaciółce Karolinie Sz ;*
To właśnie dzieki niej wstawiłam ten rozdział xd
Dziewczyna udostępniła mi swój komputer i zawodowy Internet ;p
Więc proszę oklaski dla niej <333

*Ty*
Poszłaś do domu, a tam opowiedziałaś wszystko chłopcom. Była 13.00, a ty nadal nie wiedziałaś gdzie Hazza. Wysłałaś mu chyba z milion sms, a on nawet nie raczył odpisać. Ze złości i żeby o tym nie myśleć postanowiłaś posprzątać dom. Nie mogłaś patrzeć już na ten chlew.
(T.I): No chłopcy ruszcie się czas to ogarnąć.- mówiłaś ściągając ich z kanapy.
Li: My mamy to sprzątać, a tamci wrócą i za 10 minut będzie to samo.
(T.I): Nie będzie uwierz mi.- rzekłaś i przydzieliłaś każdemu zadania. Ty zajęłaś się kuchnią i korytarzami, Niall łazienka, a Liam salonem. Po około 3 godzinach uporaliście się ze wszystkim. Nawet biały dywan w korytarzu był czyściutki. Rozsiedliście się na kanapie i podziwialiście swoje dzieło, gdy do domu warował Lou i El. Chłopak przemaszerował w butach po twoim bialutkim dywanie. Myślałaś, że go udusisz.
(T.I): Louis! Ja cię zabiję!- krzyczałaś idąc w jego stronę.
Ls: Ale co ja znów zrobiłem?
(T.I): Gówno! My posprzątaliśmy cały dom, a ty przelazłeś w butach przez ten oto czysty jak do tej pory dywan!
Ls: To co?- rzucił i już zaczął się oddalać, jednak ty zdążyłaś złapać go za uchu i zaciągnęłaś do przedpokoju.
(T.I): Masz to posprzątać! Liam daj biedakowi wodę z płynem.
Ls: Chyba sobie kpisz.. Eleaonor powiedz jej coś!
E: Ona ma racje. Sprzątaj, a my wypijemy kawę.- BooBear dał sobie spokój, bo wiedział, że z wami obiema nie wygra. Wy tym czasem poszłyście do kuchni i El zrobiła sobie kawę, a ty wzięłaś colę. Pogadałyście trochę, potem sprawdzałaś Louisa i poszłaś się wykapać. 
Była 18.30, gdy wyszłaś spod prysznica. Spojrzałaś na telefon i nadal żadnej wieści od Harolda. Ubrałaś się i poszłaś do Lou.
(T.I): Louis, co z Hazzą? Gdzie on jest?
Ls: Yyyy… Nie wiem w sumie.
(T.I): Louis ja wiem, że wiesz i ty też, a wiec mów co jest grane.
Ls: I tu się mylisz kotku.. Nie tym razem.- zrezygnowana opuściłaś pokój chłopaka i udałaś się do swojego. Słuchałaś Three Day Grace "I Hate Everything About You", kiedy do twojego pokoju wbiegła Elena I Eleanor.
(T.I): Co wam?
El: O nic nie pytaj, tylko rób co mówię.- odparła grzebiąc w twojej garderobie. Po chwili wyciągnęła to i dodał- Ubierz to, ale szybko.
(T.I): No chyba cię pogięło. Co wy kombinujecie?
El&E: Zaufaj nam.- chwilę się zastanowiłaś i zrobiłaś co kazały. Ubrawszy cudeńko, dziewczyny posadziły cie na krześle i zrobiły makijaż, a potem fryzurę- kucyka z natapirowaną grzywką.
E: Wyglądasz cudnie. 
(T.I): Szkoda tylko, że nie wiem po co się tak stroję..
El: Jak to po co? Misiek, dziś twoje urodziny.- powiedziała wyciągając zza pleców czarną torebkę z ćwiekami.
(T.I): Jak śliczna. Dziękuje- rzekłaś przytulając przyjaciółkę. Nagle El odezwała się nieśmiało.
E: Ja też coś dla ciebie mam.- powiedziała i pokazał wisiorek.
(T.I): Naprawdę nie musiałyście.
El: Ej.. To twoja 18-nastka, wiec musisz mieć pamiątkę.- odpowiedziała i zrobiłyście zbiorowe przytulanko.
Ls: No moje panie, co to za zromadzenie?
E: Nic, nic kochanie. (T.I) zdaje mi się, że twój transport już jest.
El: Tylko bądź grzeczna.
Ls: Nie! Co ty chrzanisz?!- zwrócił sie do Eleny, a po chwili powiedział do ciebie- Pamiętaj bądź silna i nie daj się mu tak od razu. To ma być niezapomniane..
(T.I): Louis, co ty.. skąd wiesz, że nie..?- chłopak uśmiechnął się głupkowato.- Harry..- westchnęłaś i teraz już wiedziałaś, że wszyscy wiedzą, że ty jeszcze nigdy tego nie robiłaś.
Ls: Idź już księżniczko.- zrobiłaś co powiedział, wyszłaś na dwór i pod domem zobaczyłaś limuzynę, a obok niej Harolda.
H: Cześć kochanie.- odpowiedział i uśmiechnął sie uwodzicielsko.
(T.I): Musiałeś mu powiedzieć?
H: Co, komu?
(T.I): Louisowi..
H: Emm..Wybacz.
(T.I): Jasne.. A poza tym mógłbyś, chociaż głupiego sms napi..- mówiłaś z wyrzutem, ale on ci przerwał. Przyciągnął cie do siebie i pocałował. Na początku opierałaś się, ale w końcu ulęgłaś.
H: A teraz chodź.- wskazał ci limuzynę. W drodze rozmawialiście o tym jak wam miną dzień. Nagle samochód zatrzymał się. Nie wiedziałaś, gdzie jesteś, bo samochód miał przyciemniane szyby.
(T.I): Gdzie jesteśmy?
H: Zobaczysz, a teraz załóż to.- podał ci opaskę na oczy. Posłusznie włożyłaś ją i wyszliście. Znalazłszy sie na dworze usłyszałaś auta. Potem poczułaś chłód na swoich gołych placach, chwilę potem uświadomiłaś sobie, że jesteście nad rzeką. Hazza wziął cię na ręce i gdzieś szliście. Najpierw po równym gruncie, a potem po schodach. W końcu dotarliście na miejsce, chłopak opuścił cię na ziemię i odsłonił oczy. Nie wierzyłaś w to co ujrzałaś. Byliście na szczycie Tower Bridge. 

Dalej była panorama Londynu, a do tego zachód słońca. Nie byłaś w stanie nic powiedzieć, po prostu patrzyłaś i podziwiałaś widoki. Staliście w ciszy dobre 5 minut, gdy odezwał się zielonooki.
H: Czyli podoba się?
(T.I): Nikt nigdy nie zrobił dla mnie czegoś tak pięknego. Naprawdę dziękuję.- powiedziałaś i złożyłaś delikatny pocałunek na ustach chłopaka. 
H: Jeszcze ci nie powiedziałem.
(T.I): Czego?- uważnie ci się przyglądał i stwierdził.
H: Wyglądasz zjawiskowo.- uśmiechnęłaś się, a brunet pociągną cię w głąb balkonu. Tam stał stoli dla dwóch osób. Lokowany odsunął ci krzesło i zaczęliście jeść. Kolacja była naprawdę wyborna. Jeszcze nikt się tak dla ciebie nie starła. Zjadłszy posiłek chłopak wyciągnął coś z marynarki.
H: A to dla osoby, która sprawiła, że moje życie stało się lepszym.- rzekł podając ci pudełko. Przejęłaś je i otworzyłaś. Zobaczyłaś srebrną bransoletkę z zawieszkami. Na jednej z nich była data 02.07.2013, której przeglądałaś się uważnie.
H: Wtedy pierwszy raz cie pocałowałem i zakochałem się w tobie.- uśmiechnęłaś. Nie mogłaś oderwać oczu od prezentu, był przepiękny. Kilka sekund później założyłaś go i uścisnęłaś bruneta.
(T.I): Dziękuję, jest naprawdę cudowna.- powiedziałaś. Nagle zza filaru wyłonili się trzej mężczyźni. Jeden z pianinem elektrycznym, drugi ze skrzypcami, a trzeci z gitarą. Po chwili usłyszałaś pierwsze dźwięki melodii. Harry wstał od stołu, następnie pomógł tobie zrobić to samo. Jedną ręką chłopka objął cię w tali i przysunął się do ciebie, drugą zaś chwycił twoją dłoń i zaczęliście tańczyć. Najpierw trzymaliście pewien dystans od siebie lecz z czasem oparłaś głowę na ramieniu lokowanego, a on przycisnął cię do siebie. Stawialiście drobne kroczki w rytm muzyki, cały czas wolno się obracając. Czułaś się magicznie. Nie chciałaś, by ten taniec kiedykolwiek się kończył. Po policzku spłynęła ci pojedyncza łza. Łza szczęścia, od tak dawna wyczekiwana. Z każdą sekundą ta chwila zapadała ci bardziej w pamięci. Wiedziałaś, że od tej pory wszystko musi być dobrze. Jeszcze mocniej wtuliłaś się w chłopak, a on zrobił to sam. Czułaś jego ciepło i serce. Serce, które biło dla ciebie. Potem wyszeptałaś mu do ucha „kocham cie", na co on uśmiechnął się i odpowiedział ci to samo. Pomimo tego, że muzyka już milkła wy nadal delikatnie wirowaliście. Minęło chyba 10 minut i dopiero wtedy oderwaliście się od siebie. Na koniec Harold pocałował się w dłoń, podziękował za taniec i powiedział, że musi ci coś pokazać. Wziął cię za rękę i poszliście na dół. Tam wsiedliście do łódki i rozpoczęliście podróż. Po około 30 minutach spędzonych na śmiechu i rozmowach dopłynęliście do jakiegoś domku na obrzeżach miasta. Hazza wziął cię na ręce i weszliście do środka. Rozejrzałaś się po pomieszczeniu, było tu bardzo przytulnie. Chłopak przyniósł wino i mały tort, po czym rzekł.
H: Za ciebie. Za osobę, która sprawia, że jestem szczęśliwy. Za mój raj na ziemi. Kocham cię i chcę już zawsze być z tobą.- mówił wznosząc toast. Pokroiliście ciasto i zaczęliście jej jeść. Oczywiście on nie mógł się powstrzymać i musiał ubrudzić cię bitą śmietaną na twarzy. Wykorzystując sytuacje przyssał się do ciebie. Całowaliście się zupełnie inaczej niż zwykle. Było to namiętne i zachłanne, a za razem czułe i pełen ciepła. Nigdy jeszcze z nikim się tak nie całowałaś. Brunet błądził rękoma po twoich nagich plecach, ty natomiast wplotłaś palce w jego włosy. W tym momencie jak nigdy zapragnęłaś jego bliskości. Byłaś gotowa. Chciałaś go tu i teraz. Kilka sekund później zaczęłaś rozwiązywać muszkę chłopaka, a potem rozpinałaś  koszulę. On oderwał się od ciebie oparł swoje czoło o twoje, popatrzył ci w oczy i spytał.
H: Chcesz, żebym był twoim pierwszym?
(T.I): I ostatnim.-rzekłaś, a on się zaśmiał.- Mówię poważnie. – zielonooki uśmiechnął się ukazując dołeczki i ponownie złączył wasze wargi. Brunet przeniósł swoje pocałunki na twoje gołe już ramię. Jego usta sprawiały, że drżałaś. Wstaliście z kanapy i kierowaliście się do sypialni. Tam Hazza położył cię na łóżku i wrócił do całowania cie po reku. Zamknęłaś oczy i cieszyłaś się jego pieszczotami. Drżącymi rękoma zaczęłaś majstrować przy jego pasku. Twój oddech przyspieszył. Już jakiś czas siłowałaś się z zawziętą klamra, wtem Harry wziął twoje dłonie w swoje, podniósł je sobie do ust i nie odrywając wzroku z twojej twarzy ucałował je szepcząc.
H: Spokojnie. Po prostu zamknij oczy i oddychaj.- wykonałaś jego polecenie. Twój oddech zaczął się miarkować i poczułaś swego rodzaju ukojenie. Następnie rozpięłaś w końcu pasek i zdjęłaś mu koszulę. Nie musiałaś długo czekać, a on ścignął z ciebie sukienkę. I teraz to się zaczęłaś bać… a może bardziej krępować. Byłaś przecież tylko w majtkach. Na dodatek denerwowałaś się na myśl, że Harry ma dużo większe doświadczenie niż ty, i że wyjdziesz przy nim na idiotkę. Chłopak najwyraźniej to zauważył i przerwał swoje pieszczoty. Popatrzy na ciebie pytająco. Nie mogłaś teraz stchórzyć, obiecałaś to sobie. I choć nie było to dla ciebie łatwe, przełamałaś się. Wzięłaś jego dłoń i położyłaś tuż nad swoją piersią. Chłopak delikatnie przesunął rękę w dół. Zesztywniałaś, kiedy chwycił twoją pierś i lekko ją ścisnął. Potem jego usta zostawiały wilgotne pocałunki na całych twoich piersiach. Sekundy później jego wargi otuliły twój sutek i zaczęł lekko go ssać. Na początku wzdrygnęłaś się lecz później zaczęłaś oswajać się z jego dotykiem, który powodował dreszcze na całym twoim ciele. W pewnej chwil chłopak przerwał i rzekł.
H: Nareszcie zobaczyłem tatuaż.- zaśmiałaś się. Tak miałaś tatuaż z napisem „Forever together”. Następnie Hazza jedna ręką ujął cię w tali, a druga splótł z twoją dłonią. Potem złączył wasze wargi w pocałunku. Postanowiłaś przejąć inicjatywę. Znalazłaś się nad nim i zaczęłaś całować go po brzuchu, schodząc coraz niżej. Kreśliłaś przy tym językiem precyzyjne linie według, których układały się jego mięśnie. Nagle poczułaś, że jego kolega coraz bardziej sie unosi lecz nie przerwałaś.

 Dotarłszy do jego bokserek zdjęłaś je. Wtem Hazza znalazł się na górze i czule cię pocałował w usta. Popatrzył ci w oczy, a ty uśmiechnęłaś się. Od razu zrozumiał o co ci chodzi. Rękę delikatnie przesuwał po twoim brzuchu. Zjeżdżał coraz niżej, a gdy znalazł się przy twoich majtkach odruchowo złapałaś go za nadgarstek lecz po chwili pusciłaś go i dodałaś zmieszana.
(T.I): Przepraszam. J..ja nie wiem. Nie ważne. Przepraszam..-  patrzyłaś na bruneta, a on po prostu uśmiechną sie promiennie. W ciagu sekundy jego twarz zmieniała sie. Zobaczyłaś na niej niepwność. Po chwili Hazz rzekł.
H: Jeśli nie chcesz..
(T.I): Chcę!
H: W takim razie spokojnie. Kochanie obiecuję, że będę delikatny. Możesz sie rozluźnić.- mówił cichym i uspokajającym głosem, a ty pokiwałaś głową. Chwilę później twoje majtki leżały gdzieś na podłodze. Całowaliście się namiętnie. Pocałunki Hazzy przesuwały sie w dół, przez zagłębienie między twoimi piersiami, aż do podbrzusza zostawiając przy tym mokre ślady. Kilka sekund później ciche westchnienie uciekło z twoich ust, gdyż brunet  przygryzał skórę na twoich udach. Za chwilę poczułaś na sobie jego gorący oddech. Uniósł głowę i dostrzegł twoje nerwowe spojrzenie. Bez zastanowienia cmoknął cię w czubek nosa, na co sie zaśmiałaś. Sekundy później poczułaś jak jego ciepły język liże twoje centrum. Nie byłaś w stanie kontrolować miękkich jęków wydostających się z twoich ust. Harry wydawał się usatysfakcjonowany, słyszałaś jego niskie mruknięcie. Mały pisk uciekł z twoich ust, kiedy jego język wsunął się do twojego wejścia. Harry był wyraźnie zadowolony z twojej reakcji, bo momentalnie powtórzył sprawiający mi przyjemność ruch. Fala przyjemności rozlała się po całym twoim ciele, a plecy odruchowo wygięły się w łuk. Jego język i usta pracowały wspólnie, gdy twoja klatka unosiła się opadała w szybkim tempie. Oplótł pełnymi ustami twój najczulszy punkt i zaczął lekko ssać. Twoje ciało przeszedł potężny dreszcz, gdy poczułaś nowe doznanie. Oddychałaś ciężko, a powietrze ledwo wpadało przez twoje rozedrgane usta. Wiłaś się w rozlewającej się po twoim ciele przyjemności. Zacisnęłaś powieki, kiedy poczułaś gorąco rosnące w dole twojego brzucha. Wiedziałaś, że zaczynasz dochodzisz tak samo jak Harry. Zdziwiłaś sie kiedy nagle poczułaś brak kontaktu z nim. Otworzyłaś oczy i popatrzyłaś na chłopaka pytająco.
H: Jeszcze nie teraz.- odparł po czym oblizał zachecajaco usta. Chwilę potem wasze języki splotły się w namiętniej wojnie o dominację. Błądziłaś  palcami po jego, idealnym ciele, a on robił to samo. Harry popatrzył na ciebie i powiedził.
H: Gotowa?- nie byłaś w stanie nic powiedzieć. Jednynie ledwiezauważalnie kiwnęłaś głową na znak, że się zgadzasz. Chwilę potem Harold potarł swoją końcówką kilka razy o twoje wejście. Dawał ci tym samym czas na przyzwyczajenie się do tego rodzaju dotyku. Następnie delikatnie wsunął się w ciebie. Czułaś każdy milimetr, o który przesuwał się jego członek. Naglę wzdrygnęłaś się, poczułaś lekki ból. Chłopak zatrzymał się w bezruchu i wasze spojrzenia spotkały sie w tym samym momencie. Chłopak dostrzegł grymas malujący sie na twojwj twarzy. Głowa Harrego pochyliła się do twojego dekoltu. Zostawiał mokre pocałunki na kościach obojczyka. Czułaś jak delikatnie zasysa skórę, by po chwili się odsunąć. Robił to tak jakby chciał, żebys zapomniała o nieprzyjemnym uczuciu. Chwile później twoje brązowe oczy spotkały jego zielone rozbłyskające pełnia tego koloru. Właściwie nie mogłaś wyczytać emocji z jego twarzy. Niepewna tego co zrobi dalej przejęłaś inicjatywę. Chwyciłaś go za kark i lekko przyciągnęłaś, by następnie pocałowałaś go. Później Harry delikatnie przesunął sie wgłąb ciebie, by za kilka sekund spowrotem cofnąć swoje biodra. Z każdym jego ruchem uczucie odrętwienia powoli ustepywało. Nasilało sie on tylko wtedy, gdy Hazz wepchnął sie w ciebie całą swoja długościa. Kilka minut później poruszaliście się już w jednym rytmie, wolno i delikatnie. Swoje ręce przeniosłaś w jego loki, lekko pociągając za nie. Na co Harold zareagował gardłowym dźwiękiem. Jego biodra wciąż poruszały się w dość delikatny sposób, ale nieco przyspieszył. Teraz jego ruchy wahały się od małych, krótkich pchnięć, aż do tych przeciągle długich i powolnych. Z twoich rozchylonych ust uciekały postrzępione oddechy, kiedy znowu przyspieszył. Uczucie to było tak intensywne, że aż przytłaczające. Poczułaś jak po twoim ciele rozlewa się przyjemne ciepło. Było to coś niewyobrażalnego. Przyjemność przepływająca przez twoje ciało była zdumiewająca. Co jakiś czas wydawaliście ciche pojękiwania. Wasze oddechy przyspieszyły i stały się nieregularne. Z trudem łapałaś powietrze. Nigdy w życiu nie było ci tak dobrze. Każdy ruch Hazzy sprawiał, ci coraz większą przyjemność. Czułaś, że tracisz kontrolę nad sobą. Jednyne czego byłaś świadoma to tylko ta nieskończona rozkosz jaką sprawiała ci Harry i to, że chciałaś więcej. Oddech uwiązł ci w gardle, gdy poczułaś jak Harry zadrżał we tobie, uwalniając swoje ciepło do prezerwatywy. Wasze ciała ciasno do siebie przylegały, a serca zdawały się odbywać między sobą wyścig. Delikatnie całowałaś jego szyję, na której pojawiła się pulsująca żyłka, kiedy Harry kończył swój orgazm. Twoje ciało było kompletnie wyczerpane, kiedy spoczęłaś pośród miękkiej kołdry. Harry słodko ucałował cie w usta, zanim położył się na tobie całym swoim ciałem. Potem znów cię pocałował. Nie do końca  jednak mogłaś sie na tym skupić, gdyż poczułaś jak Harry powoli wycofuję się swoimi biodrami, wysuwając ze ciebie stopniowo mięknącą męskość.  Krótki, przerywany oddechy uciekł z jego ust, gdy wasze ciała całkiem się rozłączyły. Leżałaś rozłożona na łóżku, kiedy Harry ułożył się obok i zwinnie zrolował prezerwatywę, by po chwili wrzucić ją do kosza. Nim sie obejrzałaś spowrotem znalazł sie obok ciebe. Oddychaliście szybko. Potem wtuliłaś się w nagi tors chłopaka, a on pocałował cię w czoło. Leżeliście w ciszy lecz w pewnym momencie Hazz odezwał się.
H: Przepraszam.
(T.I): Co? O czym ty mówisz?
H: Przepraszam, że sprawiłem ci ból.
(T.I): To się nie liczy, bo przeżyłam coś niesamowitego. Nie żałuje ani jednej sekundy. A teraz mnie pocałuj.- powiedziałaś, a na jego twarzy ukazał się zniewalający uśmiech oprawiony w dwa słodkie dołeczki. Chwilę po tym delikatnie musną twoje usta. 
H: Gdzie robiłaś tatuaż?- zapytał, a ty osunęłaś się do niego i popatrzyłaś zdziwiona.
H: Bo wiesz.. Nie wyglada jakby był robiony w salonie.- dodał zmieszany.
(T.I): Bo nie jest.
H: Jak to?- zapytał pospiesznie i podparł jedną ręką głowę. Cały czas lustrujac twoja twarz, domaga sie odpowiedzi.
(T.I): Nie miałam możliwości zrobienia tatuażu w salonie, bo nie byłam pełnoletnia. Dwa lata temu poszłam na imprezę z Kylem i on zrobił mi tatuaż.
H: Tak po prostu? Jak? Czym?
(T.I): Atramentem i igłą, a czym innym?- zapytałaś z kpinął.
H: A nie pomyślałaś, że możesz sie czymś zarazić?
(T.I): Dramatyzujesz. Poza tym igła i tusz były nowe.
H: Myhhymm..- zauważyłaś, zmarszczeke pomiędzy brwiami chłopaka, co wskazywało, że nad czymś sie zastanawiał.
(T.I): Jeśli o to ci chodzi: to nie jestem niczym zarazona. 
H: Skąd mozesz wiedziec?- zapytała wyrażnie poddenerwowany. W prawdzie bawiło cie to, ale starałaś sie jaknajbardzie poważnie mu odpowiedzieeć.
(T.I): Na koniec czerwca robiłam badania krwi i wykazały, że nie jestem na nic chora. Za to ty strszanie panikujesz.- rzekłaś i zaśmiałaś się. Chwile potem złaczyłaś wasze usta w pocałunku. Następnie położyłas sie na boku, a Hazz objał cie ramieniem i złączył wasze nogi. 
H: Dobranoc skarbie.
(T.I): Dobranoc.- odparłaś i chwilę potem zasnełaś.

Scenka +18 xd
Włożyłam w napisanie jej naprawdę wiele wysiłku i czasu ;)
Poważnie jeszcze żadnego posta nie strałam się tak dopracować :>
Chciałam, żeby ten rozdział był absolutnie wyjatkowy i idealny^^
Czy mi sie udało dowiem sie od was ;3
Osobiście uważam, że sama scenka nie jest najgorsza ;p
Choc w sumie ocena należy do was xd
Ciekawi mnie co myślicie o randce i scence? ;D
Już nie mogę doczekać sie waszych komentarzy *_*
A wg to ogarnijcie jaki długi ten rozdział ;p
Od razu mówie nie wiem kiedy wstawie następny rozdział :(
Dziękuję za komentarze pod poprzednim postem ;***
Zachęcam do dodawania się do obsewatorów i do odwiedzenia zakładki "Zapytaj postać"
Pozdrawiam i do nexta <333

P.S. Obczajcie jak tę piosenkę pasuje do powyższej sytuacji ;D hahaha

poniedziałek, 16 września 2013

PROBLEMY

A wiec tak.
Przepraszam was najmocniej jak mogę, ale akurat teraz musiał skończyć mi się limit Internetu :(
Niestety nie będę przez najbliższe dni mogła wstawić nic na bloga.
Właściwie ledwie udało wstawić mi się ta notatkę.
Być może od czasu do czasu skomentuję cos, ale od razu mówię to z dupawaego Internetu przez który w życiu nie udało mi się nic wstawić..
Jeszcze raz najmocniej was przepraszam i do następnego ;*

Mell

sobota, 14 września 2013

17.The end of old life


 
Rozdział ten dedykuję Lucyy^^
Za to, że jest ze mną od początku i mam nadzieję, że zostanie do końca ;*

*Harry*
Spałem spokojnie, gdy nagle obudziły mnie czyjeś śmiechy. Spojrzałem na telefon 02.09. Pomyślałem co za idioci i próbowałem usnąć. Gdy już mi się to udało usłyszałem coś w styli „O Lou!”, nadal nie zwracałem uwagi i się zaśmiałem. Ale tym odgłosom nie było końca. Leżałem tak chyba 15 minut i postanowiłem ukróci
ć im te zabawy. Starałem się wstać tak, żeby nie obudzić (T.I). Właśnie się podnosiłem, gdy usłyszałem.
(T.I): Gdzie ty się wybierasz w środku nocy?
H: To posłuchaj tylko.- zamilkliśmy i nie musieliśmy długo czekać, żeby usłyszeć
„O Louis! Szybciej!”. Dziewczyna zachichota
ła i dodała.



(T.I): Jeśli chciałeś iść im przeszkodzić to wybij sobie to z głowy.
H: Ale ja nie chcę tego słuchać..
(T.I): To nie słuchaj. Pomyśl jaki byłeś wkurzony jak Liam wczoraj nam przeszkodził. My przecież tylko się całowaliśmy, a nie to co oni. Louis by cię chyba zabił, a Eleonor wolę nie m
ówi
ć..
H: Ale..
(T.I): Nie ma żadnego ale. Wracaj do ł
ó
żka.- wziąłem MP4 i wykonałem polecenia ukochanej. Ona miała rację. Jestem kretynem i dobrze, że mam kogoś takiego jak ona. Przynajmniej trochę mnie kontroluje pomyślałem. Chwile potem zasnąłem.


*Ty*
Wstałaś o 10.00, Harry spał. Wyszłaś z ł
óżka i poszłaś do łazienki. Tam ogarnęłaś się i ubrałaś
to. Wyszłaś z pokoju i zeszłaś na dół. W kuchni zastałaś Lou i El, którzy się całowali.
(T.I): Hej..-rzekłaś niepewnie i usiadłaś przy stoliku, na kt
órym sta
ły naleśnikami. Parka rozłączyła się i radoście odpowiedzieli.
Ls&E: Cześć.
Ls: Jak się spało?- zaśmiałaś się na wspomnienia wczorajszej nocy i odparłaś.
(T.I): Całkiem dobrze, a co?
Ls: Bo myślałem, że będziecie sł..- nie dokończył, bo Eleonor szturchnęła go w bok i zarumieniła się. Ty uśmiechem dodałaś brunetce otuchy, a BooBear po prostu się zaśmiał. Chwilę potem dołączyła do was reszta, nawet Elena i Daniell. Śmialiście się i jedliście.
El: Dziś idziemy kupić ci coś na wesele.
(T.I): Ale..
El: Skończ. To już postanowione. A wy idziecie z nami?- zwr
óci
ła się do Dan i El.
D&E: Jasne.- wstałyście i już miałyście wychodzić, gdy zatrzymał was Harry.
H: Nie pożegnacie się?
(T.I): Nie wiem jak wy dziewczyny, ale ja nie..- one przytaknęły.
Z: No ładnie..
Li: Tak bardzo nas kochają..- niestety wszystkie opr
ócz ciebie podeszły do nich i dały im „dowód miłości”. Ty stałaś nieugięta lecz Hazza przejął inicjatywę i wymusił całusa. Wyszedłszy z domu udałyście się do samochodu Eleny i ruszyłyście do galerii. Na zakupach spędziłyście 3 godziny, potem poszłyście na lody i do salonu piękności. Bardzo zbliżyłaś się z Eleonor. Lubiła to co ty i zachowywała się podobnie. Daniell bardziej wpadła w gust pannie Edwards, ale ty też ją polubiłaś. Wróciwszy do domu, pierwsze co zrobiłaś to zasinienie zakupów na górę. Potem obeszłyście cały dom, chłopaków nigdzie nie było. W końcu znalazłyście ich w ogrodzie siedzieli przy ognisku. Dołączywszy do nich podali wam pianki i upiekłyście je. Przy jedzeni nie brakowało śmiechów. Było koło 21.00, gdy Louisowi odbiła palma i wpadł mu do głowy głupi pomysł. Chwilę potem chłopcy przerzucili was przez ramię i co zrobili potem? No jakże by inaczej.. Wrzucili was do basenu. Wypłynąwszy na wierzch wyglądałyście podobnie. Choć najgorzej wyglądała Elena, bo nie dość, że popłynął jej makijaż (jak każdej z was) to jeszcze pokręciły jej się włosy. Pochlapaliście się trochę i już miałaś wychodzić, gdy uniemożliwił ci to Harry. Przyparł cię do ściany basenu, kazał nabrać powietrza i wciągną pod wodę. Tam dorwał twoje usta i zaczął cię namiętnie całować.


Nie było to wcale takie trudne jak myślałaś. To było wręcz przyjemne. Niestety skończyło wam się powietrz i musieliście wypłynąć. Wyszedłszy z basenu pobiegłaś do domu, bo
„telepało” cię z zimna. Poszłaś do waszej sypialni, wskoczyłaś pod prysznic i przebrałaś się w piżamę. Później poszłaś na dó
ł, gdzie 1D zajęte było oglądaniem czegoś. Podeszłaś do nich po cichu i krzyknęłaś
(T.I): Co tam macie?!- chłopcy podskoczyli i odparli.
N: Kobieto chcesz, żebym zawału dostał?!- m
ówi
ł blondyn, gdy tamci chowali chyba gazetę.
(T.I): Gdzie dziewczyny?
Li: Elena pojechała do siebie, Dan też, a Eleonor chyba jest u Louisa.
(T.I): Dobra to idę do niej.- zrobiłaś co powiedziałaś. Ostrożnie zapukałaś do pokoju Lou. Dziewczyna otworzyła i zaprosiła cię do środka. Rozsiadłyście się na ł
óżku i zaczęłyście rozmawiać. Około jedenastej poszłaś do siebie i położyłaś się spać.


Kilka następnych dni mijało ci podobnie. Dziś był 31 lipca. Twoje urodzinki. Wstałaś o 10.00 Harrego nie było. Ogarnęłaś się i ubrałaś w to . Poszłaś na dół tam też nic. Wyszłaś do ogrodu, był tam tylko Liam i Niall.
(T.I): Hej. Nie widzieliście Hazzy?
Li&N: Nie.
(T.I): A reszta gdzie?
Li: El i Lou u niej, a Zayn u Eleny. Chcesz śniadanie?
(T.I): Nie, ale dzięki.- uśmiechnęłaś i chciałaś odejść, gdy Nialler podbiegł do ciebie i zaciągną cię do kuchni, przy okazji strzelając wykład jak to śniadanie jest ważne. Ty nie chciałaś się z nim kł
ócić, wiec grzecznie usiadłaś i czekałaś na jajecznicę, która miał ci zrobić. W końcu podał ci talerz z posiłkiem i zaczęłaś go jeść. Chłopak patrzył na ciebie w dziwny sposób. (T.I): Niall, a może chcesz spróbowa
ć?
N:Tak! Znaczy nie. Nie powinienem.
(T.I): Nie gadaj głupot tylko weź.- rzekłaś i podsunęłaś mu talerz. Blondyna nie
 trzeba by
ło długo prosić. Siedzieliście teraz w kuchni i gadaliście o głupotach, gdy zawołał cię Liam.
Li: (T.I) ktoś do ciebie.- uradowana zerwałaś się z krzesła i czym prędzej wybiegłaś na ulicę, Byłaś pewna, ze to Hazza. Niestety myliłaś się. Zobaczyłaś rodzic
ów i mina ci zrzed
ła.
M&T: Hej kochanie.- chcieli cię uścisnąć, ale odsunęłaś się i rzuciłaś oschle.
(T.I): Skąd wiecie, że tu mieszkam?
M: Od Debbie.
(T.I): Czego chcecie?
T: Może grzeczniej..?
(T.I):
 Bo co? Znów mnie uderzysz?- ojciec zmiesza
ł się, a ty kontynuowałaś- To po co przyjechaliście?
M: Słuchaj kochanie. To, że ty nas odtrącasz to
 nie znaczy, że my ciebie też.- zagotowało się w tobie. "Ja ich odtrącam?!" pomyślałaś, ale słuchałaś dalej- Nie zapomnieliśmy o twoich urodzinach i kupiliśmy ci samochód... T: Nie chcę również, żebyś była utrzymanką tego... tego…- matka trąciła go w bok- tego chłopak, wiec założyliśmy ci konto. Tu masz wszystkie dokumenty. Miesięcznie będzie na nim 1500£
.
(T.I): Ale ja nie chc
ę..
M: Przynajmniej tak możemy ci pom
óc.- w
ąchałaś się. Wiedziałaś, że chcieli chodź trochę uspokoić swoje sumienie, ale nie wiedziałaś czy mają do tego prawo. W sumie kochałaś ich, ale nie chciałaś być od nich zależna.
(T.I): Dziękuje.- rzekłaś i wzięłaś kluczyki do auta i dokumenty.
M&T: Miłej zabawy na weselu.- chcieli cie przytulić, ale ty obdarzyłaś ich tylko wymuszonym uśmiechem.


*Mama*
Chciałam choć ją objąć. Przerosić. Nawiązać kontakt. Nie chciałam i nadal nie chcę jej stracić. Patrzyłam jak znika za drzwiami. Do oczu napłynęły mi łzy, nie mogłam się ruszyć, a może nie chciałam. Gdy tak stałam przez myśl przeszło mi, że już nigdy mogę jej nie zobaczyć. Kocham ją i nic tego nie zmieni, ale teraz jest już za późno. Ona nam nie zaufa. Nie po tym co się wtedy stało. Miała rację byłam… jestem złą matką. Powinnam być przy niej, a ja ją zostawiłam. Samą moją mała córeczkę. I znalazła sobie kogoś. Kogoś kto może da jej to czego my nie potrafiliśmy jej dać. Choć gdy pomyślę, że on móg
łby ją choć w najmniejszym stopniu skrzywdzić, mam ochotę go zabić. Dla rodzica najgorsze jest pogodzić się z tym, że dziecko odchodzi. Możemy mieć tylko nadzieję, że sobie poradzi. Musimy w to wierzyć. Może to co dziś jej daliśmy niczego nie zmieni, ale choć trochę uspokoi moje sumienie. Z zamyślenie, wyrwał mnie głos mojego męża.
Mi: Kochane, ona sobie poradzi. Pytanie czy my damy radę..- rzekł łagodnie. Potem ostatni raz rzuciłam okiem na jej nowy dom, wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu. Tak pustego bez niej.


Babum tsss!
Nowy rozdział jest xdd
Przyznam, ze nie wiedziałam, ze tak szybko go wstawie ;p

Wczoraj pozytywnie mnie zaskoczyłyście ;D
Bardzo, ale to bardzo dziękuję wam za komentarze pod poprzednim postem ;*
Jesteście wielkie <333
A co do samego rozdziału to nawet go lubię ;3
Ciekawi mnie co myślicie o zachowaniu rodziców (T.I) ? ;>
Nexta możecie spodziewać się około czwartku xd

Zapraszam na "Zapytaj postać" i do dodawania się jako obserwatorów ;)
A wg to strasznie kręci mnie ten gif z Harrym ^_^

piątek, 13 września 2013

16.The beginning of a new life

Obudziłaś się o 10.00 Harrego nie było już w łóżku. Zeszłaś na dół i weszłaś do kuchni, tam zastałaś całe 1D.
1D: Hej
(T.I): Mmhyy..- odparłaś zaspana. Usiadłaś przy stoliku i ledwo patrzyłaś na oczy.
N: Kawy?
(T.I): Nie piję kawy..
Ls: Jakby cię tu obudzić… a już mam pomysł- rzekł i uśmiechnął się chytrze . Nie zwr
óciłaś na to uwagi, tylko wróci
łaś do swojego wcześniejszego zajęcie, czyli ziewania. Położyłaś głowę na stole i przymknęłaś oczy. Nagle poczułaś na sobie lodowatą wodę.
(T.I): Pogięło was?!- krzyknęłaś i zostałaś uniesiona.
(T.I): Zayn, puść mnie natychmiast!- wrzeszczałaś, ale to i tak nic nie dało, bo po chwili zostałaś zrzucona na trawnik. Poczułaś na sobie litry wody. Harry, Louis, Liam i Niall oblewali cię z węży ogrodowych. Pr
óbowałaś uciekać, ale cię otoczyli. Kilka sekund pó
źniej byłaś cała mokra. Wkurzona wbiegłaś do domu. Wzięłaś miskę wody i wylałaś ją przed każdym wejściem do domu. Następnie wzięłaś drugą miskę z wodą i oblałaś nią swoją pierwszą ofiarę- Zayna.
(T.I): I co kochanie? Nie wyglądasz już tak bosko?
Z: Kobieto ja cię zabije! Moje włosy to świętość!- zaczął cię gonić, ale byłaś szybsza i zamknęłaś się w czyimś pokoju. Zorientowałaś się, że to pok
ój Niallera. Zobaczywszy ciastka,
żelki, chipsy i inne słodkości, wpadłaś na złowieszczy pomysł. Wyszłaś na balkon przy tej sypiali i zawołałaś Horan. On zjawił się w mgnieniu oka, a ty rzekłaś.
(T.I): Tyle tu pyszności. Szkoda by było gdyby, ktoś to zniszczył, no nie?
N: Nie odważysz się!
(T.I): Zakład?- odpowiedziałaś i wyrzuciłaś wszystko na trawę.
N: Moje maleństwa! Nie!
(T.I): Zemsta jest słodka!- zaśmiałaś się i ostrożnie wyszłaś z pokoju. Skierowałaś się do drzwi tarasowych i otworzyłaś je. Nie musiałaś długo czekać, gdy kolejni napastnicy padli. Louis i Liam szybko wbiegli do domu i oczywiście poślizgnęli się na wodzi.
Ls: Moja dupa!
Li: Gdyby mnie wszystko nie bolał, już dawno bym cię dorwał!- zaśmiałaś się i pokazałaś im język. Został ci tylko Harry. Zastanawiałaś się jak się na nim zemści. Po kilku minutach postanowiłaś, że uderzysz w jego czuły punkt- loczki. Poszłaś do kuchni wzięłaś mąkę, jajka i jogurt zmieszałaś je ze sobą. Następnie czekałaś na swoją ofiarę. Usłyszałaś Hazzę w salonie. Poszłaś tam. Siedział na jednej z kanap, tyłem do wejścia. Zakradłaś się od tyłu i miks wylądował na głowie bruneta.
H: Nie! Tylko nie moje włosy! Jak mogłaś!- ty się tylko śmiałaś.
Z: Widzę, że trafiliśmy na godnego przeciwnika..
H: Nie daruje ci tego!- żalił się lokowany, ty nie wzruszyłaś się zbytnio i poszłaś do pokoju Hazzy.. Znaczy waszego pokoju. Nie zdążyłaś zamknąć drzwi, a w pokoju zjawił się Harold.
(T.I): Jedziesz ze mną po moje rzeczy?
H: Oczywiście, że tak.
(T.I): Idę się umyć i zaraz możemy jechać, ok.?- zielonooki pokiwał głową, a ty weszłaś do łazienki. Wykąpałaś się i założyłaś ubrania, kt
óre miałaś. Zeszłaś na dół, lokowany już czekał. Wyszliście i pojechaliście do domu twoich rodziców. Zatrzymawszy si
ę na miejscu, przełknęłaś ślinę. Wysiadłaś i zobaczyłaś znaną ci postać.
(T.I): Kyle, co ty tu robisz?- rzekłaś i przytuliłaś chłopaka
Ky: Myślałem, że może wyskoczymy na ciasto czy coś. Przecież obiecałem.- zielonooki odchrząknął.
(T.I): Kyle poznaj Harrego. Harry to m
ój przy.. Kyle- zawaha
łaś się. Właściwie nie wiedziałaś czy się nadal przyjaźnicie. Mężczyźni uścisnęli sobie dłonie.
(T.I): A co do tego wypadu to chętnie. Tylko innym razem. Dziś.. Dziś jestem zajęta.
Ky: Zgoda. To może daj mi sw
ój numer.- przytakn
ęłaś i podałaś numer. Potem pożegnaliście się i weszłaś do domu, a za tobą Hazza.
(T.I): Czemu nic nie m
ówisz? H: A co mam mówi
ć, że jestem o ciebie cholernie zazdrosny?
(T.I): Przestań to tylko.. znajomy.
H: Czyli każdego znajomego witasz tak entuzjastycznie.
(T.I): Tak. I przestań. Wiesz, że jestem tylko twoja.
H: Tak?- zaśmiał się i stanowczym ruchem przyciągną cie do siebie. Chwilę potem zatopił się w twoich ustach.
(T.I): Chodź na g
órę..- chłopak zaśmiał się i ruszył za tobą. Doszedłszy do twojego pokoju zatrzasną drzwi i znów si
ę do ciebie przyssał.
(T.I): Harry, co ty robisz?
H: Myślałem, że my..
(T.I): Naprawdę brakuje ci seksu.. Ale to nie teraz.- rzekłaś i rzuciłaś w jego stronę walizkę.
(T.I): Nie musisz składać. Po prostu wrzuć ubrania i chodźmy stąd jak najszybciej.- wykonał twoją prośbę, a ty zabrałaś się za pakowanie pamiątek. Nagle usłyszałaś śmiech swojego boyfriend’a.
(T.I): Co cię tak cieszy?
H: Nic tylko.. Fajną masz bieliznę.- puścił ci oczko i pokazał czarne koronkowe stringi i pasujący stanik. Zarumieniłaś się, zabrałaś je chłopakowi i wrzuciłaś do walizki.

Pakowanie cię zajęło wam jakąś godzinę. Wyszłaś z domu i zamykając go zobaczyłaś samochód mamy. „Super” pomyślałaś i czym prędzej chciałaś wsiąść do auta. Niestety matka zatrzymała cię.
M: (T.I) st
ój! Porozmawiajmy! (
T.I): A mamy o czym?
M: Tak. (T.I): Masz dziesi
ęć minut.- twoja rodzicielka uśmiechnęła się i zawołała cię na stronę.
(T.I): M
ów przy nim albo wcale.-brunetka waha
ła się chwilę po czym zaczęła. Harry natomiast oparł się o samochód i słuchał.
M: Zostań w domu proszę.
(T.I): Nie ma takiej opcji.- chciałaś już iść, ale kobieta zatrzymała cię.
M: To przynajmniej weź pieniądze na prezent dla Kasi.- wyciągnęła got
ówk
ę- I chociaż zadzwoń czasami. Nie chcę cie stracić.
(T.I): Trochę na to za p
ó
źno.. Więc daruj sobie.
M: Nigdy nie jest za p
ó
źno.
(T.I): Tak? To powiedz co wiesz o mnie? Jaką miałam średnią na koniec roku, jakie studia wybrałam, co robiłam na wakacjach?- zadawałaś masę pytań, a matka spuściła głowę.- Właśnie. Nic o mnie nie wiesz, więc proszę daj mi spok
ój.- brunetka podnios
ła wzrok. Widziałaś, że ciężko jej się przyznać do tego, że zaniedbała własne dziecko. Ale teraz liczyłaś się ty, a nie ona. Z resztą tobie też nie było łatwo.
M: Weź chociaż te pieniądze.- bez słowa wzięłaś je i weszłaś do samochodu. Harry szybko okrążył samochód i ruszył. Gdy odjechaliście wystarczająco daleko wybuchłaś płaczem. Czułaś się podle, ale nie mogłaś wybaczyć jej obojętności, tego, że cię olała.
(T.I): Jestem okropna.. Zerwałam kontakt z własną matką.. Ja już nie mam siły.. - zielonooki zjechał na pobocze i powiedział.
H: Kochanie, może to co powiem wyda ci się głupie, ale zrobiłaś dobrze. Czasem lepiej jest odłączyć się od ludzi, przez kt
órych czujesz się źle, by odejść do tych, przy których b
ędziesz szczęśliwa. Rozumiem, że to twoi rodzice, ale może tak będzie lepiej?
(T.I): Ale mi ich brakuj. Tak bardzo za nimi tęsknie..- m
ówi
łaś przez łzy.
H: Początki są trudne, bo porzucisz przyzwyczajenie, ale potem zobaczysz, że ta zmiana wyszła ci na dobre.- dodał i przytulił cie. W jego ramionach czułaś się bezpiecznie. Czułaś jak wszystkie zmartwienia znikają. Harry był twoją podporą i teraz byłaś pewna co do ciebie czuje i że możesz mu w pełni zaufać. Siedzieliście tak jeszcze chwilę, po czym ruszyliście do domu. Po drodze zajechaliście o jakiegoś supermarketu po zakupy. Dotarłszy do willi, wzięliście bagaże i zanieśliście je do waszej sypialni. Tam Harry zrobił miejsce na twoje rzeczy i rozpakowałaś się. Była 17.40 i postanowiłaś, że przygotujesz kolację dla chłopc
ów w ramach podzi
ękowania za to, że cię przygarnęli. Poszłaś do kuchni i wyciągnęłaś wszystkie potrzebne składnik. Po około godzinie danie było gotowe. Nakryłaś do stołu i zawołałaś 1D. Wpadli do kuchni z prędkością światła i zajęli swoje miejsca.
Li: Wow. Jak ładnie pachnie.
Z: Co to jest?
(T.I): Kurczak w Carry.
N: Nie ważne co to jest, ważne, żeby było tego dużo.
(T.I): Spokojnie już nakładam.- rzekłaś i zaczęłaś nakładać im jedzenie. Najpierw jedliście w ciszy lecz przerwał ją Nialler.
N: To jest genialne! Będziesz robić to codziennie!
(T.I): Cieszę się, że ci smakuje, ale nie licz, że co dzień będę wam gotować..-teraz tematy same wam się nawijały. Była 20.00, gdy skończyliście. Włożyliście naczynia do zmywarki i postanowiliście obejrzeć jakiś film. Oczywiście chłopcy wybrali jakiś horror. Szczerze m
ówiąc bardziej chciało ci się wymiotować niż bać, ale có
ż. Było po dziesiatej, gdy usłyszeliście dzwonek. Nikomu nie chciało się ruszyć. W końcu Liam uległ i pomaszerował do drzwi. Chwile potem w przedpokoju ujrzałaś rosłego mężczyznę. Chłopcy przywitali go dość entuzjastycznie, więc stwierdzałaś, że jest kimś znajomym. Paul, bo tak miał na imię, szybko zbliżył się do was i usiadł naprzeciwko. Zaczął grzebać w swojej torbie, po czym rzucił każdemu z was gazetę i rzekł.
P: Co to ma być?!- twoim oczom ukazało się ogromne zdjęcie. Wszyscy przeczytali artykuł, w kt
órym stwierdzono, że Hazza znęca się nad Toba, a ty boisz się do tego przyznać i dlatego zrobiłaś taka awanturę, gdy spadły ci okulary. Podniosłaś wzrok i patrzyłaś na ich menagera. Po chwili odezwał się on do Harrego.


P: Szefostwo nie wyciągnęło konsekwencji z twojego wcześniejszego wybryku, czyli z zerwania z Swift i cofnięcia tego z wywiadu w LA, a teraz co odpieprzasz?! Nie dość, że ludzie mają cię za kłamcę to teraz za damskiego boksera!
H: Ale ja jej nic nie zrobiłem!
P: A kogo to obchodzi! Jak dla mnie to możesz z nią zrobić co chcesz tylko to nie ma prawa przedostać się do medi
ów! Odkąd ta laleczka się pojawiła mamy same problemy!
Z: Paul może byś się zamknął. Ona tu siedzi i wszystko słyszy!
P: I dobrze! Może zrozumie, że rujnuje reputację Harrego! Albo wy coś z tym zrobicie, albo my się ty zajmiemy. A ty co nie masz nic do powiedzenia?- zwr
óci
ł się do ciebie.
(T.I): Nie. Bo nie wdaję się w dyskusje z idiotami. Najpierw zniżyłbyś mnie do swojego poziomu, a potem pokonał doświadczeniem na ty poziomie.. Więc daruję sobie gadkę z takim palantem ja ty.- wstałaś wyszłaś z pomieszczenia. Nie chciałaś dalej tego słuchać. Miałaś już dość. Jakby nie wystarczyło, że twoi rodzice i fani 1D nie akceptowali twojego i Harrego związku, to jeszcze ich szefowie robili wam awantury. Poszłaś do waszej sypialni i weszłaś pod prysznic. Każda kropelka wody, kt
óra obmywała twoje ciało. Była dla ciebie jak ukojenie. Przeżyłaś coś w stylu oczyszczenia przez wodę. Problemy znikały, a ty choć trochę się odprężyłaś. Kładąc się do łó
żka zauważyłaś, że Hazzy nie ma w sypialni. Zastanawiałaś się czemu tak długo nie przychodzi. Nagle usłyszałaś krzyk, trząśnięcie drzwiami i ciszę. Nie musiałaś długo czekać, a zjawił się Harry i od razu do ciebie przylgnął.
H: Wiesz jak bardzo cię kocham?
(T.I): Nawet jeśli tak, to tylko mnie to cieszy..
H: Jeśli chodzi ci o Paula to się nie martw.
(T.I): Ale ja już nie mam siły.. za dużo tego jak na jeden dzień. Najpierw Kyle, potem mama teraz on.. Ja nie wiem czy potrafię tak żyć.. Czuję się jak jakaś podła suka, kt
óra my
śli tylko o sobie i..
H: Nie m
ów tak. Podobno miara sukcesu jest liczba wrogów, wi
ęc z tego co wiem nasz sukces jest coraz większy. I nie martw się jakoś sobie poradzimy.
(T.I): Mam nadzieję.. - rzekłaś, a on czule cię pocałował. P
óźniej objął w tali i zasnęłaś.





Mamy nowy rozdział xd
Jak dla mnie może byc ;p
Przyznam, że właśiwie od niego wszytko się zaczyna na nowo  ;)
Dziękuję za komentarze pod poprzednim postem <3
I chcę wam powiedzieć, że każdy choćby najkrótszy komentarz jest dla mnie czymś wspaniałaym^^
Podnosi mnie na duchu I motywuje do dalszego pisania :)
A i bardzo ważna wiadomosć: od dzis mozna komentować anonimaowo ;3
Zachęcam do zadawania pytań postaciom i do obserwowania bloga ;>
Zajrzyjcie też tu
http://softlydreams.blogspot.com/2013/08/prolog.html?showComment=1377878175040 xd

10 WASZYCH KOMENTARZY =  NEXT

Nom to do następnego ;*

środa, 4 września 2013

15.A new section

Weszłaś do waszej sypialni. „Matko jak to dziwnie brzmi” pomyślałaś. Chwilę potem walnęłaś się na łóżko.
(T.I): Nie mam na nic siły…- rzekłaś do chłopak, kt
óry zamyka
ł drzwi.
H: To może cie jakoś odprężę?- zaśmiał się chytrze.
(T.I): A może nie? Idę się wykąpać i spać..
H: To mam inny pomysł. Ja przygotuję ci kąpiel, a ty poszukaj czegoś w mojej szafie, żebyś mogła się przebrać. Chodź jak dla mnie możesz spać w bieliźnie- pościł ci oczko i zniknął w łazience-
„Jest coraz odważniejszy. I chyba coraz bardziej mnie to kreci” pomyślałaś i zabrałaś się za grzebanie w jego szafie. Wybrałaś jakąś wielką koszulkę z napisem „Free fucks”.
H: K
ąpiel gotowa!- krzykną, a ty poszłaś do łazienki. Zobaczyłaś wannę pełną piany i płatków ró
ż. W pomszczeniu unosił się cudny zapach i wszędzie rozstawione były małe świeczki.
(T.I): Każdej dziewczynie robisz taką kąpiel?
H: Nie tylko tobie zrobiłem coś takiego.- powiedział i przyssał się do ciebie. Ty usiadłaś na wannie i wplotłaś palce w jego włosy. Nagle Harry przysnął się do ciebie i wpadliście do wanny.
(T.I): Jestem cała mokra głupku!- krzyknęłaś śmiejąc się.
H: Nie tylko ty.- odparł i wr
ócił do słodkich pieszczot, które przerwali
ście. Hazza zdjął ci bluzkę i robić malinki na piersiach, gdy nagle wparował do was Liam.
Li: (T.I) przyszła Elena i.. Matko przepraszam.. już nie patrzę.- rzekł zdezorientowany chłopak i odwr
óci
ł wzrok.
H: A było tak miło.. Dzięki stary..- powiedział tw
ój ch
łopak wychodząc z wanny. Ty zanurzyłaś się w pianie i dodałaś.
(T.I): Zaraz przyjdę tylko się ogarnę..
Li: Ok. I przepraszam, że przeszkodziłem.- wyszedł z pomieszczenia, a ty zaśmiałaś się do siebie. Szybko wykąpałaś się i ubrałaś w bluzkę Harolda. Zobaczyłaś zielonookiego siedzącego na ł
ó
żku, podeszłaś do niego i rzekłaś.
(T.I): Kochanie nie bądź zły.- po czym cmoknęłaś go w policzek.
H: Czy zawsze musi nam ktoś przeszkodzić?
(T.I): Obiecuję, że niedługo się to zmieni, a teraz chodź.- pociągnęłaś go za rękę i zeszliście na d
ó
ł. Zobaczyłaś rozbawione towarzystwo lecz gdy cię zobaczyli umilkli.
El: (T.I) tak się cieszę, że nic ci nie jest…- przytuliła cię i dodała.- Dzwoniła do mnie twoja mama i..
(T.I): Wybacz mi, ale ja jej..ich nie chcę znać, więc proszę oszczędź mi tej gadki wr
óć do domu i bla bla bla.. – dziewczyna westchnęła –I o tym chcia
łaś mi powiedzieć?
El: Nie. Ale proszę daj jej szanse. Przecież ona nic ci nie zrobiła. - spuściłaś głowę i nic nie m
ówiłaś. Wiedziałaś, że przyjació
łka ma rację.
(T.I): Poza tym, że jakieś 2 tygodnie temu nazwała mnie dziwką i teraz nawet nie sprzeciwiła się ojcu, to nic się nie stało..
El: Ale porozmawiać z nią możesz?
(T.I): A może nie chce!- wymieniałyście się zdaniami i dopiero teraz uświadomiłaś sobie, że nie jesteście sami. Odwr
óciłaś się do chłopaków i zobaczy
łaś pięć par oczu wpatrzonych w was.
El: Jak chcesz.- dziewczyna posmutniała i zrozumiałaś, że jej przykro. Po namyśle powiedziałaś serdecznie
(T.I): Kocham cię wiesz to przecież i zrobię dla ciebie wszystko, ale nie karz mi się pogodzić z rodzicami. Dobrze wiesz, że tym razem to nie była moja wina.- rzekłaś i przytuliłaś ją
H: Robię się zazdrosny!
Ls: Harry! Masz mnie. Mogę cię pocieszyć.
H: Louis to między nami skończone, wybacz..
Ls: Jak możesz!- krzyknął Lou i udał obrażonego.
N: Oj przestańcie.. To może Horan Hug?- zaproponował blondyn i po chwili wszyscy trwaliście w uścisku. Odkleiwszy się od siebie, BooBear rzekł do ciebie.
Ls: Zabrałaś mi miłość mojego, życia! Nie daruję ci tego.
(T.I): Louisku, wybacz mi.
– odparłaś i cmoknęłaś go w policzek.- Wiesz ja nie mam nic przeciwko trójk
ątom.
H: Ale ja mam.
Ls: Twoje zdanie się nie liczy..- Hazza
„obrazi
ł się” lecz przeszło mu zaraz po tym jak pocałowałaś go w usta.
(T.I): Myślę, że już się nie gniewasz.- chłopak pokiwał głową. Siedzieliście jeszcze trochę i około p
ółnocy poszliście spać. Wszedłszy do sypialni położyłaś się na łóżku. Chwilę potem dołączył do ciebie Harold i objął cię ramieniem, po czym zaczął całować po nim. Odwróciłaś się na plecy, a on zmienił swój obiekt zainteresowania na twoj
ą szyje. Następnie dotarł do twoich ust, a ty wycedziłaś między pocałunkami.
(T.I): Co ty kombinujesz Styles?
H: Jak to co? Dokańczam to co zacząłem.-wymruczał i momentalnie znalazł się nad tobą. Chwilę potem ściągnął z ciebie koszulkę, a ty zostałaś w samej bieliźnie. Zarumieniłaś się, a on zachichotał cicho. Potem zaczął całować tw
ój dekolt, dalej brzucha, aż w końcu dotarł do gumki twoich majtek i zahaczył o nią zębami. Następnie jeździł palcem przy ich brzegu sprawdzając jak zareagujesz. Ty leżałaś całkiem spokojnie do czasu, aż nie zaczął badać faktury twojej koronkowej bielizny. Złapałaś go za nadgarstek, gdy próbował wsunąć rękę pod nią. Chłopak szybko podniós
ł głowę i lustrując cię wzrokiem powiedział.
H: Będę delikatny. Obiecuję.- ty niepewnie puściłaś jego rękę, a on wr
ócił do poprzedniej czynności. Jedną rękę splótł z twoją, a druga spoczęła na twoim intymnym miejscu. Jęknęłaś cicho, kiedy delikatnie przejechał palcami po twojej bieliźnie. Później zaczął masować wrażliwe miejsce, a twoje biodra zaczęły poruszać się pod wpływem przyjemnego uczucia. Starałaś się złapać oddech, dotyk jego palców całkowicie zawrócił ci w głowie.
Chwile potem ostrożnie zsunął z ciebie majtki i zaczął delikatnie masował twoje wejście dając ci czas na przyzwyczajenie się do jego dotyku. Okazało się to nie łatwe do zrobienia, gdyż piekielnie się krępowałaś. On jak gdyby to wyczuł i powiedział cicho.
H: Kochanie spokojnie…- po czym zwiększył lekko siłę nacisku. W końcu zaczęłaś się rozluźniać, a po twoim ciele zaczęło rozlewać się przyjemne ciepło. Wtem zielonooki wsunął w ciebie łagodnie palec. Wzdrygnęłaś się, kiedy poczułaś jak przekręca nim w tobie, wyciągając go i wsuwając ponownie. Miarowe tępo pozwalało ci wyczuwać wypukłości i przeguby na jego palcu. Z każda sekundą czułaś, że sprawia ci to większą przyjemność. Niespodziewanie chłopak wsunął swój palec znacznie głębiej, a ty krzyknęłaś jego imię. Wywołało to na jego twarzy uśmieszek, który wskazywał na zadowolenie z siebie. Nagle coraz bardziej brakowało ci oddechu. Ścisnęłaś mocniej rękę Harrego, a drugą wplotłaś w jego loki. Chłopak chichotał cicho lecz nie przestawał sprawiać ci przyjemności. Brunet zwiększył jeszcze tępo, a ty wydałaś z siebie na zmianę gardłowe jęknięcia i jego imię. W pewnym momencie poczułaś coś niewyobrażalnego. Przyjemność przepływająca przez twoje ciało była zdumiewająca. Twoje rzęsy trzepotały mając wielką trudność, by utrzymać oczy otwarte. Każdy ruch Hazzy sprawiał, ci coraz większą przyjemność. Czułaś, że tracisz kontrolę nad sobą. Świta zaczął wirować, a ty świadoma byłaś tylko nieskończonej rozkoszy jaką sprawiała ci Harry. Byłaś całkowicie zdana na niego. Dobrze wiedziałaś jaką satysfakcje czerpie z widoku wijącej się ciebie po nim. Można było nawet stwierdzić, że jest szczęśliwy. Ale na pewno jego radość nie była tak wielka jak twoja. Jeszcze nikt nigdy nie sprawił ci tak ogromnej przyjemności w tak krótkim czasie. W tej chwili czu
łaś się całkowicie spełniona i nic nie mogło tego popsuć. Ten stan trwał jeszcze kilka minut, lecz w końcu chłopak zaczął przesuwać palec coraz wolniej, aż w końcu wysunął się z ciebie. W tej samej chwili zdałaś sobie sprawę, że miałaś zamknięte oczy. Otworzywszy je ujrzałaś Harrego podpierającego głowę na jednej z rąk, bo drugą nadal kurczowo ściskałaś. Po chwili puściłaś ją i starałaś się uspokoić. Nie było to jednak łatwe, gdyż na twarzy twojego chłopaka malował się zadziorny uśmieszek oprawiony w dwa urocze dołeczki. Brunet wpatrywał się w ciebie nieustannie, a ty czułaś jak płoniesz rumieńcem.
H: Podobało ci się?- nie odpowiedziałaś. Zawstydzona schowałaś twarz w dłoniach nadal ciężko oddychając.
H: Nie musisz się wstydzić..- powiedział rozbawiony.
(T.I): Łatwo ci powiedzieć.- m
ówi
łaś zakrywając twarz. Harry delikatnie zdjął twoje ręce z twarzy, a ty zacisnęłaś odruchowo oczy.
H: Popatrz na mnie.- wahałaś się chwile, ale w końcu otworzyłaś oczy i od razu napotkałaś spojrzenie zielonookiego.
H: A wiec podobało ci się?
(T.I): Przecież wiesz..
H: Ale chcę to usłyszeć od ciebie.- westchnęłaś tylko. Kilka sekund p
óźniej wstałaś, założyłaś majtki i weszłaś do łazienki. Zamknęłaś drzwi i zsunęłaś się po nich na zimna podłogę. Próbowałaś poukładać sobie w głowie to wszystko co się przed chwila stało. Potem obmyłaś twarz zimną wodą, by następnie wgapiając się bezsensownie w swoje lustrzane odbicie. Ukazywało on całkowicie roztrzęsioną i zdezorientowaną dziewczynę. Twoje policzki były nadal zaczerwienione, a oczy rozbłyskały pełnia koloru. Wiedziałaś, że teraz i tak nie jesteś w stanie przemyśleć wszystkiego. Szybko chwyciłaś za klamkę i z impetem otworzyłaś drzwi. W sypialni od razu napotkałaś rozbawione spojrzenie Hazzy. Wydawało ci się, że czerpie przyjemność z tego jaka rozkojarzona jesteś. Wolnym krokiem powędrowałaś do łó
żka i szczelnie przykryłaś się kołdrą. Chciałaś zgasić lampkę, ale straciłaś przy tym telefon, co wywołało gromki śmiech Harrego.
(T.I): I z czego się śmiejesz?- warknęłaś.
H: Ja po prostu… Jesteś taka roztrzęsiona.
(T.I): A ty jesteś idiotą!
H: Kochanie nie denerwuj się.- nie odpowiedziałaś mu tylko przekręciłaś się na bok. Chwilę p
ó
źniej poczułaś jego rękę na twojej.
H: To powiesz czy się podobało?
(T.I): Tak. Podobało mi się. Zadowolony..?
H: W 100%. I powiem jedno. Jesteś bardzo silna, gdy się napalisz…
(T.I): Dureń..
H: I za to mnie kochasz.
(T.I): Powiedzmy...- odpowiedziałaś i wtuliłaś się w niego. Kilka minut p
ó
źniej zasnęłaś zmęczona całym dniem.

 



Niespodzianka!!!
Zaskoczyłam was tym, że scenka jest już teraz? ;p
Siebie na pewno..
Poczujcie^^
Wchodzę na kompa gotowa na jakiś tam rozdział wczytuje się, a tu scenka +18 i taki szock..
"Myślałam jak to? Już, coś mi się nie zgadza..?"
Potem kilka razy sprawdzałam czy na pewno niczego nie ominęłam ;)
I rzeciwiscze czas na scenkę..
A teraz do rzeczy..
Scenka jest, ale według mnie to kompletna klapa :(
Nigdy w życiu nie napisał nic gorszego ;/
I bardzo was przepraszam, że rozdział taki krótki..
This is worse section ever!
Jestem na siebie potwornie zła!
A z was jestem dumna, bo w ciągu 2 dni dobiliście do 10 kom ;*
Przyznam troszkę mnie zaskoczyliście xd

Ale i tak bardzo wam dziękuje, gdyż, ponieważ to dzięki wam ma to wszystko *.*
Jak zawsze zapraszam na "Zapytaj postać" i do obserwowani bloga :)

I na koniec mam do was 2 poważne pytania.
1. Co (szczerze) sądzicie o tej <beznadziejnej> scence?
2. Co powinnam zmienić w sposobie pisani mojego opowiadania? <tylko bez odpowiedzi "nic", bo ogarniam, że cos jest źle..>
Dobra kończę powoli bo zaraz moje wywody będą dłuższe niż rozdział xd hahahah


P.S.
Po pierwsze: Zajrzyjcie na tg bloga --> http://softlydreams.blogspot.com/2013/08/prolog.html
Ta dziewczyna dopiero zaczyna i chcę jej jakoś pomóc rozkręcić bloga ;p
Bardzo na was liczę <333
Po drugie: Miałam ten rozdział zadedykować jednej z was, ale jest on zbyt gówniany i nikt na niego nie zasługuje.

poniedziałek, 2 września 2013

14.Accidents


(T.I): Harry.. Zostań dziś ze mną- zaproponowałaś nieśmiało.
H: Jesteś pewna, że tego chcesz?
(T.I): T.. Tak. Moich rodzic
ów nie ma. Wróc
ą jutro.- odparłaś i zbliżyłaś się do bruneta. On lekko musnął twoje usta, a ty otworzyłaś drzwi. Harry oparł swoje czoło o twoje i powiedział
H: Nie musisz tego robić..
(T.I): Ale chcę.- ucięłaś i zaczęliście się całować. Najpierw powoli i delikatnie, a z czasem zachłannie i namiętnie. Stałaś na palcach, żeby dosięgnąć Harolda, więc ten wziął cię na ręce, a ty oplotłaś jego biodra nogami. Na początku krępowało cię to, że trzyma cię za pupę, ale potem przestałaś zwracać na to uwagę. Zbliżaliście się do kanapy w salonie. Tam Hazza położył cię na niej i momentalnie znalazł się nad tobą. Na chwilę oderwaliście się od siebie i chłopak spojrzał ci w oczy. Ty tylko pokiwałaś głową i wr
óciliście do całowania. Kilka sekund pó
źniej zielonooki zaczął rozpinać ci koszulę, a ty majstrowałaś przy jego pasku. Wtem usłyszałaś krzyk.
M: Co tu się wyprawia?!
T: Zabiję cię!
– krzyczał twój ojciec zrzucaj
ąc Harrego z ciebie.
(T.I): Tato zostaw go! On nic nie zrobił!
T: Bo nie zdążył! A ty jakim prawem dobierasz się do mojej małej c
óreczki! Nie daruję ci tego!- mówi
ł, wyrzucając twojego chłopaka z domu.
(T.I): Zostaw go! Słyszysz!- krzyczałaś lecz tw
ój tata zamkn
ął drzwi i dodał.
T: Nigdy więcej się z nim nie spotkasz. Zrozumiano?!
(T.I): Założysz się?! Jak mogłeś! Potraktowałeś go jak śmiecia!
Nienawidzę cię!
T: Znów zaczynasz to co kiedy
ś! Widać niczego się od tamtego czasu nie nauczałaś!
(T.I): Nie m
ów tak, bo wiesz o mnie tyle co ja o tej twojej zasranej firmie. Ca
łe życie miałeś mnie w dupie to teraz też się nie wpierprzaj w nie swoje sprawy!
T: Nie pyskuj smarkulo!
– wrzasn
ą, uderzył cię w policzek, a ty zachwiałaś sie do tyłu i upadłaś. Spojrzałaś na ojca i byłaś w szoku, a potem wykrzyczałaś mu całą prawdę.
(T.I): Nienawidzę cię. I Wiesz co?! W dupie mam ciebie i całą twoją firmę. Nigdy nie chciałam tam pracować i teraz wiem, że miałam rację. Nie chcę cię znać! Jesteś dla mnie nikim! Rozumiesz?! Nikim!- krzyknęłaś i wybiegłaś z domu na ulicę. Harrego nie było. Nie wiedziałaś co masz zrobić, nie mogłaś pozbierać myśli w logiczną całość. Szłaś przed siebie, w końcu usiadłaś po jakimś drzewem i zaczęłaś płakać. Postanowiłaś zadzwonić do Hazzy.
(T.I): Harry.. Przyjedź po mnie.. Błagam..- nie mogłaś powiedzieć nawet tych sześciu sł
ów bez zanoszenia si
ę płaczem.
H: Gdzie jesteś?
(T.I): Jestem trzy domy od mojego.
H: Zaraz tam będę. Nie ruszaj się nigdzie..
(T.I): Dobrze..- rzekłaś i nadal płakałaś. Kilka minut p
óźniej koło ciebie zatrzymała się taksówka i wysiadł z niej Harry. Wziął cie do auta i pojechaliście do willi 1D. W drodze opowiedziałaś mu co się stało, on przeprosił i powiedział, że to przez niego lecz ty szybko stwierdziłaś, że to nie prawda i w tym samym momencie dojechaliście na miejsce. Wysiadłszy cicho weszliście do domu. Jak się okazało wszyscy spali. Harry zaprowadził cię do swojej
sypialni. Musiałaś przyznać, że była bardzo stylowo urządzona.
H: Tam jest łazienka.- wskazał ją, a ty od razu skierowałaś się tam. Podeszłaś do lustra i spojrzałaś na swoją twarz. To co zobaczyłaś sprowadziło do twoich oczu kolejną fale łez. Prawe oko miałaś całe podpuchnięte i fioletowe. Na dodatek chyba stłukłaś łokieć, bo ledwo ruszałaś ręką. Powstrzymywałaś się od płaczu jeszcze chwilę lecz pękłaś. Nie miałaś siły osunęłaś się na ziemię i schowałaś twarz w dłonie. Nadal nie byłaś w stanie zrozumieć jak tw
ój własny tata mógł cię uderzyć. Kilka sekund pó
źniej poczułaś na sobie czyjąś rękę. Wiedziałaś kto to, ale nie odkryłaś twarzy. Nie chciałaś, żeby widział cię w takim stanie.
H: (T.I) sp
ójrz na mnie. Proszę..- mówił spokojnie i łagodnie. W końcu poniosłaś głowę, a Lokowaty podał ci lód. (T.I): Dziękuję. Ale proszę nie patrz na mnie..- chłopak tylko westchnął, podniósł się i tobie pomógł zrobić to samo. Zaprowadził cię do łó
żka i już miał wychodzić, gdy powiedziałaś.

(T.I): Nie zostawiaj mnie... Nie teraz.. Proszę.. Nie chcę być sama..- brunet od razu ułożył się na ł
óżku, a ty wtuliłaś się w jego tors. On co chwilę głaskał cię po głowie, czułaś, że możesz na niego liczyć. Był twoją podporą. Myślałaś jeszcze chwile i nawet nie zauważyłaś kiedy zamknęły ci się oczy.



*Nastepny dzień*
Całą noc źle spałaś. Obudziłaś się o 9.00, Harry jeszcze spał. Nie budząc go wyszłaś z pokoju i skierowałaś się na dół. Weszłaś do kuchni i usiadłaś przy stoliku. Patrzyłaś przed siebie i zamyśliłaś się. Nagle poczułaś czyjąś ręką na ramieniu i aż podskoczyłaś.
N: (T.I) co tu robisz?
(T.I): Boże Naill przestraszyłeś mnie.- rzekłaś nie spoglądając na chłopaka. Nie chciałaś pokazać mu swojej twarzy lecz ten oczywiście musiał usiąść naprzeciwko ciebie.
N:Co ci się stało?
(T.I): Nic..- odpowiedziałaś i momentalnie zaszkliły ci się oczy.
N: Proszę cie nie płacz.- m
ówił obejmując cię ramieniem. Ty nie chciałaś pokazać jak w głębi duszy jesteś słaba, dlatego próbowa
łaś się uśmiechnąć, ale nie za bardzo ci to wyszło.
(T.I): Już mi lepiej. A ten siniak to nic takiego.- odparłaś i pocałowałaś blondyna w policzek, po czym wyszłaś do ogrodu. Usiadłaś na leżaku i cieszyłaś się słońcem. Co jakiś czas zerkałaś na ogr
ód, który był naprawdę piękny. Przed tobą rozciągał się pas krzaczków i kwiatów. Dalej była dróżka prowadząca do altanki wokół, której ros
ły drzewa. Siedziałaś tak chyba 30 minut, nagle dosiadła się do ciebie Eleonor. Milczałyście, w końcu ona przerwała ciszę.
E: Miałyśmy iść na kawę.
(T.I): To raczej nie jest najlepszy pomysł..- odwr
óci
łaś się do brunetki twarzą. Ona po prostu na ciebie patrzyła, nie pokazując żadnych emocji.
(T.I): Nie pytasz co mi się stało?
E: Nie. Chciałabyś powiedzieć, zrobiłabyś to sama, ale słyszałam jak płakałaś w noc.
(T.I): Tak, dziwię się, że nie obudziłam Harrego.- zaśmiałyście się. Już ją polubiłaś, choć tak mało o niej wiedziałaś.
E: 1D ma talent do spania.
(T.I): Oni są po prostu genialni. Umieją chyba wszystko.- rzekłaś i zn
ów
śmiech.
(T.I): A reszta śpi?
E: Chyba tak. To może chodź zrobimy sobie kawę?
(T.I): Ok tylko, że ja nie lubię kawy.
E: To dostaniesz herbatę.- powiedziała i uśmiechnęła się promiennie. Wstałyście i udałyście się do kuchni. El zrobiła gorące napoje, a ty siedziałaś przy stole.
Dziewczyna podała ci herbatę. Ty chciałaś ją przytrzymać, ale ręka odm
ówi
ła ci posłuszeństwa. Wypuściłaś szklankę, robiąc przy tym sporo hałasu.
(T.I): Cholera!- zaklęłaś i wzięłaś się za zbieranie szkieł.
E: Usiądź ja posprzątam.
(T.I): Spokojnie dam radę.- rzekłaś trzymając się za lewą rękę. Ogarnęłaś bałagan, kt
óry narobi
łaś i usiadłaś na swoje miejsce.
E: Może powinnaś iść z tą ręką do lekarza?
(T.I): Nie. Nic mi nie będzie. A teraz zmieńmy temat.- rozmawiałyście o wszystkim. Opowiedziałaś jej jak poznałaś 1D, jak pomagałaś Louisowi i o planach na resztę wakacji. Wasza konwersacja trwała w najlepsze, gdy w pomieszczeniu pojawił się Lou.
Ls: Hej...- rzekł i namiętnie pocałował El, kt
óra na pocz
ątku trochę protestował, a potem i tak uległa chłopakowi. BooBear podszedł do ekspresu, nalał sobie kawy i usiadł obok was.
Ls: (T.I) a ty właściwie co tu robisz?
E: A jak myślisz?- rzekła i zabawnie poruszyła brwiami.
(T.I): Wiesz Lou dziwię, że nic nie słyszałeś. Nawet nie wiesz co się wczoraj działo..!- m
ówi
łaś nie podnosząc głowy.
E: Tak kochanie. Była taka orgia, a ty zapewne nic nie pamiętasz..
Ls: Wkręcacie mnie?
(T.I): Nie!- krzyknęłaś i gwałtownie uniosłaś głowę. Lou momentalnie spoważniał, podszedł do ciebie i przyglądał się opuchliźnie.
Ls: Kto ci to zrobił?- milczałaś, nie miałaś ochoty wracać wspomnieniami do wczorajszej nocy.
E: Louis.. Zostaw ją.. Daj jej czas.
(T.I): Tak. To dobry pomysł, a teraz idę na g
ór
ę.- nie czekając na odpowiedz, popędziłaś do pokoju Hazzy. Wchodząc tam, zobaczyłaś Lokowatego wychodzącego z łazienki.
H: Hej piękna...
(T.I): Piękna..?- powiedziałaś z sarkazmem. Harry nie odpowiedział, tylko delikatnie musnął twoje usta, dotykając przy m twojego policzka, na co ty się wzdrygnęłaś.
H: Przepraszam. Zapomniałem.
(T.I): Nic się nie stało. Harry.. ja nie mam gdzie mieszkać…
H: Jak to? Przecież zamieszkasz z nimi. Myślałem, że to oczywiste.
(T.I): Tak. Tylko ja tu jestem jeszcze potrzebna..
H: Chłopaki na pewno nie mają nic przeciwko. A jak tam twoja ręka?- westchnęłaś, po czym chłopak dodał.- Czyli dziś pojedziemy do lekarza, a jutro po twoje rzeczy.
(T.I): Ale..
H: Nie chcę słyszeć sprzeciwu. Już postanowione.
(T.I): Jakiś ty władczy.. Ale nie pomyślałeś, że nie mam się w co ubrać do tego lekarza?
H: Eleonor na pewno ci coś pożyczy.- uśmiechnął się i zawołał El, kt
óra kilka minut pó
źniej pojawiła się w sypialni.
E: Co jest?
H: Pożyczysz jakieś ubrania (T.I)? Musimy jechać do lekarza, a ona nie ma się w co ubrać.
E: Jasne. Chodź!- zrobiłaś co kazała. Dała ci
to, a ty poszłaś wziąć prysznic. Po czym ubrałaś się i ułożyłaś włosy. Zeszłaś na dół i zobaczyłaś 5 par oczu wpatrzonych w ciebie.
(T.I): No co? Wiem wyglądam strasznie, ale nie musicie przypominać mi tego na każdy kroku..
Z: Właśnie, że wyglądasz ładnie. Tylko przydałoby ci się to.- rzekł i wręczył mi swoje okulary.
(T.I): Dzięki.- odpowiedziałaś i razem z Hazzą poszliście do samochodu. Droga mijała wam w ciszy. W końcu dojechaliście do szpitala. Nie wiesz jak, ale paparazzi byli zawsze tam gdzie nie powinni. Tym razem też tak było. Zaczęłaś się denerwować, zielonooki najwyraźniej zauważył to i powiedział.
H: Będzie dobrze…- po czym wysiedliście z auta i chłopak szybko załapał cię za rękę. Wok
ó
ł was zebrał się wielki tłum. Przeciskaliście się przez niego, żeby dostać się do wejścia. Nagle ktoś strącił ci okulary i rozbłysły flesze.

(T.I): Kurwa! Nawet okulary mi zajebali! Jesteście nienormalni!
–krzyknęłaś do fotoreporterów wchodz
ąc do budynku. Harold spoważniał po tym incydencie i prowadził cię do przychodni. Tam zajęliście miejsce w kolejce i czekaliście na lekarza. Gdy sie pojawił, weszliście do gabinetu.
Lk: Pan jest kim?
H: Chłopakiem.
Lk: Ma zostać?
(T.I): Tak.
Lk: A więc co się stało?
(T.I): Chyba stłukłam rękę.- lekarz nic nie odpowiedział, tylko zaczął badanie. Chwilę potem spytał.
Lk: A jak doszło do tego stłuczenia? I co z okiem?- spojrzałaś nerwowo na Hazzę, a doktor źle to odczytał i zwr
óci
ł się do Harrego.- Niech pan wyjdzie.
H: Chwila. Chyba nie myśli pan, że ja jej to zrobiłem?
Lk: Proszę wyjść.- chłopak wykonał polecenie lekarza, a ten zwr
óci
ł się do ciebie.
Lk: Czy chłopak panią bije?
(T.I): Nie skąd. Ten siniak i ręka to.. to..
Lk: Czyli jednak. Proszę się niczego nie obawiać. Zaraz zgłoszę to na policję.
(T.I): Posłuchasz, mnie pan wreszcie!
– mężczyzna zrobił wielkie oczy- Znaczy przepraszam, że się uniosłam. Mój chłopak mnie nie bije. To ojciec mnie uderzył, ale to przez przypadek. Jego zaatakowała osa i zaczął wymachiwać rękoma. Ja chciałam mu pomóc i dosta
łam przypadkowo ręką w twarz a potem upadłam na łokieć.- lekarz zmieszał się, obejrzał twoje rany i dał ci receptę. Potem wyszedł z tobą na korytarz.
Lk: Najmocniej pana przepraszam, za te posądzenia.
H: Nic się nie stało- rzekł i uścisnęli sobie dłonie. Wyszedłszy ze szpitala była 16.15, postanowiliście zajechać do chińskiej restauracji i kupić obiad dla wszystkich. Nie całe 20 minut p
ó
źniej byliście w domu. Wszedłszy zobaczyliście dym wychodzący z kuchni. Pobiegliście tam i zobaczyliście Louisa i Nialla, wyciągających coś z piekarnika.
H: Co wy robicie, pogięło was?!
N: Chcieliśmy zrobić zapiekanki, ale ten idiota zapomniał o nich i prawie podpalił dom!
Ls: Ja jestem idiotą?! Raczej ty! Bo kto normalny wkłada zapiekanki w opakowaniu do piekarnika!
N: To i tak twoja wina!
(T.I): Zamknijcie się i otwierajcie okna! Bo zaraz sadza na ścianach zostanie.- chłopcy szybko rozbiegli się, żeby otworzyć okna, ty wyjęłaś z piekarnika to co zostało z zapiekanek. Odwr
óci
łaś się szybko żeby wrzucić je do kosza, jednak musiałaś zderzyć się z Louisem.
(T.I): Kurwa! Weź to ze mnie.- krzyczałaś, gdy gorące
„jedzenie” wylądowały na twoim dekolcie. Szybko zrzuciłaś z siebie zapiekanki i poszłaś do po lód. Ls: (T.I) nic ci nie jest? (T.I): Jasne, że nie.. Tylko sobie ten lód trzymam, bo mi troch
ę za gorąco..
H: Co się stało?
(T.I): Nic..- rzekłaś oschle, gdy tw
ój chłopak zbliżał się do ciebie. Zdjął lód z twojego dekoltu i poca
łował oparzone miejsce. Był taki opiekuńczy, a w jego oczach widziałaś czułość i troskę.
(T.I): Niedługo coś mnie zabije.. Tyle tych
„wypadków”..- za
śmiałaś się, a Hazza patrzył na ciebie z powagą.
(T.I): Co?
H: Nawet sobie tak nie żartuj. Nie darował bym sobie, gdybym cię stracił.- powiedział, a ty pocałowałaś jego idealne, malinowe usta.
(T.I): Dajmy im może tą chińszczyznę?
H: Niall już ją skończył..
(T.I): Mam nadzieję, że mu smakowało.- powiedziałaś i poszłaś do
salonu. Usiadłaś na jednej z sof, a Hazza podał ci lód, po czym zajął miejsce obok ciebie.
Ls: Co oglądamy?
(T.I): Może kurs pierwszej pomocy..?
Ls: Przestań. Przecież wiesz, że to był wypadek.
N: Włączmy jakąś komedie.- zaproponował blondyn i spełniliście jego życzenie. Po chwil pochłonął was film pod tytułem
„Poznaj moich rodziców”. Oglądaliście chyba do 22.00, po czym oświadczyłaś, że idziesz na gór
ę, a za tobą oczywiście Harold.




Nowy rozdział ;)
Przyznam, że całkiem mi się podoba ;p
A to nowość..
Sporo namieszałam, co nie? xd hahahaha
Mam do was bardzo ważne pytanie..
Jak myślicie co stanie się dalej? ;3
I bardzo wam dziękuje za komentarze pod poprzednim postem ;***
Jesteście wielkie <333
Zachęcam do zadawania pytań postaciom i dodawania się do obserwatorów ;D
Do następnego Miski *.*


10 WASZYCH KOMENTARZY = NOWY ROZDZIAŁ


P.S. Mam do was ogromna prośbę xd
Zajrzyjcie na tg bloga i skomentujcie
http://softlydreams.blogspot.com/