sobota, 11 stycznia 2014

43.The beginning of something better



Elizabeth x. twój ostatni komentarz bije wszelkie rekordy, po za tym pomyślałam, że warto by uczcić twój powrót, wiec dzisiejszy rozdział dedykuję Tobie ;*
+ Taki bonusik ode mnie- zero Kyla ;D


*Ty. 9 listopada*
Eleanor zaprosiła cie na kolacje. Na początku odmawiałaś, ale koniec końców zgodziłaś się. Ubrałaś sie w to, zrobiłaś delikatny makijaż i byłaś gotowa do wyjścia. Padał deszcz, ale nie było opcji, żeby jechać taksówką czy autobusem. Nie miałaś na to kasy. Ledwie starczało ci na jedzenie, rachunki i czesne. Do domu El miałaś 40 minut drogi pieszo. Nie zwlekając dłużej owinęłaś mocniej szalik wokół szyi i ruszyłaś przed siebie. Po drodze kupiłaś jeszcze wino, bo nie wypada przyjść z pustymi rękoma. Dotarłszy na miejsce zadzwoniłaś do drzwi. El szybo otworzyła, była ubrana w to i fartuszek. Pocałowałaś ją w policzek i weszłyście do mieszkania. Zdjęłaś płaszcz i buty. Wręczyłaś dziewczynie wino, za które podziękowała i poszłyście do salonu. Usiadłaś na sofie i spojrzałaś na stół w otwartej kuchni.

(T.I): Perrie przyjdzie?
E: Ymm.. Nie. Zatrzymało ją coś w studiu.

(T.I): Będziemy tylko we dwie?
E: Tak.
(T.I): To dlaczego nakryłaś dla 4 osób?
El: Cholera coś mi sie przypala.- powiedziała i pobiegła do kuchni. Ty rozejrzałaś sie po pomieszczeniu. Nieco zmieniło sie od twojego ostatniego pobytu tutaj. Ściany przemalowano na szary kolor, ale królową tego pomieszczenia była czerwona sofa. Obok niej stał mały stolik.



Na nim lampka i fotografia. Przyjrzałaś sie bliżej Byliście wtedy w kręgielni na jednej z waszych podwojach randek. Szczerze mówiąc zabawa była przednia. Oddałabyś chyba wszystko, żeby znów być tak szczęśliwą jak wtedy. Pomyślałaś i przycisnęłaś zdjęcie do siebie. Wtem usłyszałyście dzwonek do drzwi i aż podskoczyłaś.
E: Otworzysz?!- krzyknęła dziewczyna z kuchni.
(T.I): Jasne..- odparłaś i odłożyłaś ramkę na miejsce. Otworzyłaś drzwi, a przed tobą staną Louis, a za nim Harry.

Ls: (T.I)!- krzyknął uradowany wchodząc do domu.
H: (T.I)?- powiedział cicho jakby nie wierzył, ze to naprawdę ty. Następnie Lou objął cię, ale ty nie zwracałaś na to uwagi. Patrzyłaś za chłopaka. Widziałaś tylko Harrego. Wyglądał pięknie, choć wydawał sie nieco przerażony i zmieszany. Miał idealnie ułożone włosy, a czarna koszulka przylegała do jego torsu eksponując mięśnie, całość dopełniała jasno brązowa kurtka. Lou rozluźnił swój uścisk, teraz stałaś naprzeciwko Harrego. Czułaś, że wzbierają sie w tobie emocje. Właściwie byłaś bliska płaczu, jednak wzięłaś się w garść i powiedziałaś niepewnie.
(T.I): Cześć Harry.
H: Cześć (T.I)- odpowiedział nie wiedząc, co powinien zrobić. Następnie weszliście do kuchni, gdzie krzątała sie El.
(T.I): El, chodź na chwilę?- brunetka podeszła do ciebie, a ty zapytałaś.
(T.I): Po co zaprosiłaś i mnie i Harrego. Co ja ci zrobiłam?
E: Nic. Jeszcze mi sie za to podziękujesz.- odparła i wrócił do garnka, z którego Lou coś wyjadał. Oczywiście oberwał za to szmatą po głowie. Chwilę potem zasiedliście do jedzenia spaghetti. Louis nalał wam białe wino, ale atmosfera była napięta. Na dodatek siedziałaś naprzeciwko Harrego. Starałaś sie nie patrzeć mu w oczy i ogólnie unikać kontaktu z nim Rozmowa jako tako sie kleiła. Nawet czasami sie śmialiście. Sięgałaś po serwetkę, a wtem twoja dłoń zderzyła sie z dłonią Hazzy.
H: Bierz.- powiedział uśmiechając sie lekko. Nagle El powiedziała.
E: Louis kupiłeś ciasto?
Ls: El.. Myślałem, że ty to zrobisz.
E: Tak właśnie na tobie można polegać. To może poczekacie chwilę, a ja i Lou skoczymy do cukierni za rogiem?- nikt nic nie powiedział.
E: Dobra to zaraz wrócimy.- odparła i niemal z prędkością światła ona i Louis zniknęli za drzwiami. Między tobą, a Harry panowała niezręczna cisza. Chciałaś ją przerwać, ale właściwe nie wiedziałaś co masz powiedzieć. Postanowiłaś posprzątać. Wstałaś i zebrałaś talerze.
H: Co ty robisz?
(T.I): Zmyje naczynia.
H: Myhym..- odparł zmieszany. Ty z naczyniami podeszłaś do zlewu. Nalałaś ciepłej wody i płynu. Umyłaś jeden talerz, a w mgnieniu oka obok ciebie znalazł sie Hazz ze ścierką w ręku, a ty podałaś mu naczynie.

(T.I): Nie powinnam była tu przychodzić. Nie chciałam spuć ci wieczoru, gdybym wiedziała zostałabym w domu. Pewnie nie chcesz na mnie patrzeć.- wtem Harold sie zaśmiał, a na jego policzkach pokazały sie te cudowne dołeczki.
(T.I): Z czego sie śmiejesz?
H: Bo pomyślałem o tym samym.- spojrzałaś na niego zdziwiona, a on zaczerwienił sie. Szybko odwróciłaś wzrok wracając do zmywania naczyń. Właśnie płukałaś kieliszek, gdy Hazz zmoczył ręce i prysnął cie wodą. Ty oczywiście nie byłaś mu dłużna i odpłaciłaś tym samym. Zaczęliście chlapać sie jak małe dzieci. Śmialiście sie przy tym co niemiara, a skończyło sie na tym, że miałaś mokra bluzkę, z resztą zielonooki tak samo. Nagle wasze oczy spotkały sie, a Hazz niespodziewanie powiedział.
H: Brakuje mi ciebie.

(T.I): Też tęsknię, ale wiem, że nie będziemy razem.
H: (T.I) przecież to, że sie rozstaliśmy nie znaczy, że musimy sie nie lubić. Jesteśmy dorośli, więc tak sie zachowujmy. Przyjaźń?
(T.I): Tak.- odparłaś i pod wpływem impulsu przytuliłaś sie do niego. Nim sie obejrzałaś z twoich oczu popłynęła łzy.
H: Ej.. Czemu płaczesz?
(T.I): To ze wzruszenia.- skłamałaś. Tak naprawdę płakałaś, bo twoje serce po raz kolejny zostało rozerwane na strzępy. Przyjaźń.. Najgorsze co mógł ci teraz zaoferować. Możesz być na tyle blisko, by rozmawiać z nim, patrzeć na niego, a nawet przytulić go, jednak nie możesz poczuć smaku jego pełnych ust i on już nigdy nie powie do ciebie "Kocham cie", bo to tylko przyjaźń. Ale czy mogłaś sie na to nie zgodzić? Oczywiście, że nie. On chciał sie pogodzić, nie mogłaś stać temu na przeszkodzie. Nie po tym co muz robiłaś. Chciałaś mu to "wynagrodzić" przynajmniej w taki sposób. Jednak mimo tego, że sama nie możesz go mieć, chcesz być na tyle blisko, by widzieć jego szczęście. Nawet jeśli będzie szczęśliwy u boku innej dziewczyny. Jedyne czego możesz mu teraz życzyć, to prawdziwej miłości, pomyślałaś, a do domu wbiegł Louis z ciastem czekoladowym.
Ls: To kto chce kawałek?!
H&(T.I): Ja!
E: O jacy zgodni.- powiedziała, a wy zaśmialiście sie. Dochodziła 23.00, a ty postanowiłaś sie zbierać.
(T.I): Ja już pójdę. Zanim wrócę do domu będzie przed północą.
Ls: Co ty gadasz? Przecież to 15 minut drogi samochodem.
(T.I): Idę pieszo.
E: To zamów taksówkę.- powiedziała jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Zmieszana nie wiedziałaś co masz powiedzieć. Przecież nie przyznasz sie, że jesteś spłukana.
(T.I): Emmm.. Ja wolę sie przejść.
H: Wykluczone!- krzyknął i wstał z miejsca lekko się chwiejąc.

(T.I): Harry co ty..?
H: Odwiozę cie.
(T.I): Nie. Jesteś pijany.

H: To zamówię ci taksówkę.
(T.I): Nie, bo nie mogę za nią zapłacić. Zostawiłam portfel w domu.
H: To ja zapłacę, a ty mi oddasz, ok?
(T.I): Nie.
H: (T.I)!

(T.I): Pojmij do cholery, że nie mam jak ci oddać. Ja nie mam kasy rozumiesz?!- krzyknęłaś i wyszłaś z domu El. Czułaś sie jak idiotka. Do czego on cię zmusił. Musiałaś przyznać sie, że sobie nie radzisz. Nagle usłyszałaś swoje imię. Najlepsze jednak było to, że wypowiadał je chłopak, który posiadał twoje serce.
H: Odprowadzę cie.
(T.I): Harry daj spokój. Poradzę sobie nie jestem małym dzieckiem, a ty jesteś pijany.- powiedziałaś stając naprzeciwko niego.
H: To pojedźmy taksówką. Proszę cie, choć raz nie zgrywaj takiej dumnej panienki.
(T.I): Nie jestem dumna. Po prostu nie chcę cie naciągać. Nie robiłam tego gdy byliśmy razem, nie zrobię teraz.
H: A co jeśli to przyjacielska przysługa?- nie zdążyłaś odpowiedzieć, a Hazz już dzwonił po taksówkę. Kilka minut później byliście już w taxi. Podróż mijała wam w ciszy, nim sie obejrzałaś Hazz zasnął. Nadal jest słodki, gdy śpi. Patrzyłaś na jego twarz. Był taki spokojny. Nie wytrzymałaś i postanowiłaś czegoś spróbować. Nachyliłaś sie nad chłopakiem i delikatnie złączyłaś wasze usta. Znów poczułaś sie tak magicznie, ale szybko sie odsunęłaś od chłopaka. Wtem samochód zatrzymał sie, a zielonooki obudził sie.
(T.I): Harry dziękuje, że mnie odwiozłeś.

H: Nie ma za co.- powiedział zaspany przecierając oczy. Ty nie zwlekałaś dłużej tylko wyszłaś z samochodu. Byłaś już przy drzwiach, gdy ktoś złapał cie za rękę.
H: Cieszę sie, że sie pogodziliśmy.
(T.I): Ja też Harry. Bardzo za tobą tęskniłam.-


chłopak nie odpowiedział nic tylko przywarł do ciebie ustami. Nawet nie zorientowałaś sie kiedy wsunął język w twoje usta. Lecz równie szybko, jak zaczął pieścić wnętrze twoich ust, przerwał pocałunek.
H: Przepraszam, nie powonieniem był. Przyjaźń.- odparł, po czym odszedł nie pozwalając ci odpowiedzieć.



*Harry*
Uciekłem. Nic na to nie poradzę. To co zrobiłem to czysta hipokryzja. Co ja w ogóle sobie wyobrażam? Najpierw pieprzę pół godziny o przyjaźni, o tym, że nic do siebie nie czujemy, a teraz ją całuję. Ona nawet tego nie odwzajemniła. Jednak nie żałuję tego. Samo to, że znów mogłem posmakować jej ust sprawiło, że czuję sie szczęśliwy. Moment, gdy nasze wargi sie złączyły był fantastyczny. Szkoda tylko, że finał był gorszy. Nie. Jednak najgorzej było, gdy ją zobaczyłem w domu u El i nie wiedziałem co mam zrobić. To był totalny szok. Nie byłem na to przygotowany. Z reszta (T.I) też chyba o niczym nie wiedziała. Obje zachowywaliśmy się co najmniej jak jacyś upośledzeni. Potem też było dziwnie. Jakbyśmy sie nie znali i nic dla siebie nie znaczyli. Jednak koniec końców to spotkanie wyszło na dobre. Przecież pogodziłem sie z (T.I). Nasze kontakty polepszyły sie, jeśli można to tak nazwać. Szczerze mówiąc powinienem podziękować Eleanor i Louisowi, bo to dzięki nim. Mogę sie założyć, że El wymyśliła spotkanie, a Lou ten numer z ciastem. Naprawdę jestem im wdzięczny. Może teraz powinienem spędzić z (T.I) więcej czasu jako przyjaciel? Może powonieniem spróbować odbudować nasz związek od początku?


*Zayn. Następny dzień.*
Był ranek, a ja leżałem wpatrzony w najpiękniejszą dziewczynę ma świecie. Poranne promienie słoneczne wpadały przez okno i oświetlały jej twarz. Była cudowna. Jej blond włosy mieniły się wszystkim odcieniami złota. Była taka delikatna. Niczym płatek śniegu. Wyjątkowa i niepowtarzalna. Nagle jej powieki zagrażały, a sekundę później ujrzałem jej piękne niebieskie oczy.
Z: Dzień dobry Królewno.
P: Cześć.- powiedziała zaspanym głosem i przeciągnęła sie.
P: Która godzina?
Z: 7.00
P: Zaraz musze sie zbierać.- odparła ziewając.
Z: Bez przesady. Oni nie wstaną wcześniej niż o 10.00
P: Za 2 godziny mam próbę.- powiedziała i zaczęła wstawać.
Z: Ale póki co możesz ze mną poleżeć.- odparłem i przyciągnąłem ją do siebie, a ona zachichotała uroczo.
P: Zayn puść mnie.- zaśmiała sie.
Z: Nigdy.- odparłem i złączyłem nasze usta w namiętnym pocałunku. Perrie ochoczo go odwzajemniła, by sekundę później wstać z łóżka. Już miała wchodzić do łazienki, gdy w ostatniej chwili ją złapałem.
Z: O nie. Tak to nie będziesz ze mną pogrywać.- dodałem, kładąc dziewczynę na miękkim materacu. Następnie zacząłem ją łaskotać, a ona śmiała sie w ten tylko sobie właściwy sposób.
Z: Ciii. Chyba ktoś wstał.- blondynka zamilkła, a my usłyszeliśmy, że ktoś idzie po schodach. Po cichu wstałem i wyjrzałem z pokoju. Zobaczyłem tylko zamykające sie drzwi od pokoju Nialla i wszystko było jasne.
P: I co?
Z: To tylko Niall był w kuchni po pierwsze śniadanie.
P: Idę sie wykąpać.
Z: Ok.-odparłem. Następnie pobiegłem do kuchni i zrobiłem nam kanapki. Wróciwszy do pokoju zastałem Perrie pakującą swoją torebkę.
Z: Zrobiłem śniadanie.
P: To bardzo miłe, ale ja naprawdę muszę już iść.
Z: Piętnaście minut cie nie zbawi.
P: Zayn.- odparła i i ruszyła do drzwi, ale zastąpiłem jej drogę.
Z: W co ty ze mną pogrywasz?
P: Ja wcale nie pogrywam. Po prostu umówiliśmy się, że żaden z chłopców nie może wiedzieć co robimy. Po za tym dobrze wiesz, że powinnam być teraz w domu jurora. Czy ty naprawdę nie rozumiesz, że przez te nasze schadzki mogę wylecieć z programu?!
Z: Wiem Pezz. Kiedy znów przyjdziesz?
P: Pojutrze może sie wyrwę. Pa Zayn.- odpowiedziała i cmoknąwszy mnie w usta wyszła z pokoju. Czułem sie jak idiota. Przecież dobrze znałem nasz układ. To tylko seks. Przystałem na jej warunki, ale tylko dlatego, żeby móc ją spotykać. To niesamowite uczucie, gdy budzę sie rano, a ona jest w moich ramionach. To zupełnie tak jakby była moja, jakbyśmy znowu byli razem. Niestety ona na każdym kroku przypomina mi, że nie wrócimy do siebie. A co jeśli ja chcę czegoś więcej? Jeśli ja nadal ją kocham? Przecież dobrze wiem, że ona też mnie kocha, tylko nie chce sie do tego przyznać. Jednego jestem pewien. Zrobię wszystko, żeby przestała oszukiwać mnie, a przede wszystkim siebie. Jestem pewien, że jeszcze kiedyś będziemy razem.


No i w końcu doczekałyście sie zarówno spotkania (T.I) i Hazzy jak i teoretycznego powrotu Zerrie xdd
Co do tych pierwszych to sami nie wiedzą czego chcę, ale niedługo wszystko sie wyjaśni ;)
Za to więź tych drugich jest bardziej skomplikowana ;p hahahah
Ciekawi mnie zaś czy macie jakieś pomysły na dalszy rozwój akcji związany z tymi parami? ;D
Jeśli chodzi o mnie to rozdział jest chyba spoko, ale ostateczna opinia należy do was =)
Tak więc czekam na komentarze ^_^
Dziękuję za wyrażenie swojego zdania pod poprzednim postem ;*
Jesteście fenomenalne i za to was kocham *.*
Pozdrawiam i do nexta <3

poniedziałek, 6 stycznia 2014

42. We found you.

*Kyle 6 Listopada*
Siedziałem z (T.I) pisząc pracę na wykłady. Siedzieliśmy nad tym już dobre trzy godziny i praie skończyliśmy. Oczwywiście nie obyło sie bez żartów i wygłupów. Teraz robimy sobie mała przerwę. (T.I) przyniosła nam colę i chipsy, a ja wączyłem radio. Leżałem na łóżku brunetki, a ona kręciła sie na obotowym krześle. Lubiłem na nią patrzeć. Zwłaszcz gdy jest uśmiechnięta, a teraz coraz rzadziej sie to zdarza. (T.I) zamyka się w sobie, a przecież sie przyjaźnimy i powinna mi ufać.
(T.I): Czemu tak na mnie patrzysz?- powiedziała siadając obok mnie.
K: Jesteś piękna.- odparłem i spoglądając jej w oczy. Na policzki brunetki wkradł sie delikatny rumieniec, a ja zmniejszyłem dystan między nami. Stykaliśmy sie czołami, gdy brunetka nagle mnie upomniała.
(T.I): Kyle przestań. Ja nie mogę.
K: Dlaczego? Myślałem, że coś do mnie czujesz. W kinie..-


dziewczyna uciszyła mnie przykładając mi palec do ust. Sekundę później złożyła delikatny pocałunek na moim policzku.
(T.I): Jesteś dla mnie ważny i dobrze to wiesz, ale proszę nie utrudniaj mi tego. Proszę Kyle.- powiedziała szeptem, a chwilę później wyszła z pokoju. Może to chore, ale ja mimo tego, że (T.I) nie pozwal mi sie do siebie zbliżyć kocham ją całym sercem. Mimo, że nieumyślnie mnie rani, wysyłając sprzeczne sygnału ja nadal chcę być blisko niej. Każda sekunda spędzona z nią jest wspaniała. Może to naiwne, ale ja nadal myślę, że nam może sie udać. Jestem przekonany, że (T.I) z czasem zapomni o Harrym i pokocha mnie tak jak ja ją pokochałem. Nagle do pokoju weszła brunetka i powiedziała.
(T.I): Kyle powinniśmy to dokończyć.
K: A co z tą przerwą?
(T.I): Daj spokój. Chcę to skończyć i mieć to z głowy. Zróbmy to szybko i idę spać. Nie ma już siły.- dodała i niecałą godzinę później wszystko było skończone. Podczas pracy (T.I) była nerwowa, jakby była na mnie zła. Gdy miałem już wychodzić zapytałem.
K: Czy ty jesteś na mnie zła?
(T.I): Nie. Po prostu jestem zmęczona i chcę sie położyć.- odparła oschle.
K: Napewno wszystko ok?
(T.I): Tak. Czy ja mówię niezrozumiale? Pa Kyle.- odparła i chciał zamknąć mi drzwi przed nosem, ale jej to uniemożliwiłem.
K: Mogę cie przytulić?
(T.I): Kyle. Po prostu idź już.- odparła, a ja nie zamierzałem sie narzucać i po prostu odszedłem. Muszę przyznać czułem się skołowany. (T.I) pierwszy raz potraktowała mnie tak oschle. To dziwne. Musze z nią poważnie porozmawiać.


*Ty. 7 listopada*
Leżałaś na łóżku w sypialni i wąchałaś koszulę Harrego, którą przypadkowo zgarnęłaś ze swoimi ubraniami. Choć już prawie całkowcie straciła ten wyjątkowy zapach, jednak wciąż przywołuje najwspanialsze wspomnienia z Harrym.


Po zielonookim zostało ci trzy rzeczy. Koszula, bransoletka i tatuaż. Każda z nich niosie ze sobą wspaniały moment spędzony z Harrym. Nigdy nie żałowoałaś nawet jednej sekundy z Harrym. Każda z nich była wyjątkowa i niepowtarzalna. Pamiętałaś każdą chwilę z cudownym chłopakiem w kręconych włosach. To jak zabrał cię na plaże w Los Angeles. Randkę w twoje urodziny. Patrzenie na gwiazdy i planowanie przyszości. Żałujesz jedynie, że zniszczyłaś to wszystko przez jeden głupi raz z Kylem. Teraz wiesz, że kochasz go jedynie jako przyjaciela. Będąc z czarowłosym czujesz sie bezpieczna i szczęśliwa, ale brakuje ci tej namietości, która towarzyszyła ci, gdy byłaś blisko Harrego. Każde spojrzenie, które Harry na ciebie kierował, dźwiek jego głosu, jego dotyk, wszystko to sprawiało, że twoje serce przyspieszało, w brzuchu fruwało ci stado motyli. Teraz wiesz, że do życia potrzbujesz jego miłości, jego bliskości. Nawet to, że go nie widujesz nie sprawiło, że twoje uczucie osłabło. Moża stwierdziż, że ta rozłąka nawet je spotęgowała. Może i nie będzie wam dane być razem, ale wiesz, że ty już zawsze będziesz go kochać. Jesteś samotna, ale zaczynasz sobie z tym radzić. Jednak jedna sprawa nie daje ci spokoju.

Dwa dni temu nie było w pracy Ashley i musiałaś pracować na kasie. Jak ja tego nie cierpię. Pomyślałaś, gdy zobaczyłaś kolejnego klienta,
(T.I): Co pan zamawia?- powiedziałaś do małego grubego chłopczyka.
Kli: Dwa razy zestaw powiększony i McFlurry.
(T.I): Coś do picia?
Kli: Cole.
(T.I): 6£. Proszę chwilę poczekać na zamówienie.- powiedziałaś i poszłaś po zamówienie tego dzieciaka. Gdy wracałaś już z jedzeniem zobaczyłaś w drzwiach Harrego. Ze zdziwienia, aż upuściłaś jedzenie. Nagle jakby czas sie zatrzymał. Widziałaś jedynie chłopaka z burzą loków, nic innego sie nie liczyło. Początkowo myślałaś, że to złudzenie, ale to rzeczywistość. Stał na wprost ciebie i patrzył ci w oczy, ale nie podszedł blizej kasy. Skąd on wiedział, gdzie pracuję, pomyślałaś. Jego widok wzbudził w tobie ogromne emocje. Serce przyspieszyło, a z oczu wypłyną strumień łez. Były to łzy szczęścia, jednak nim zdążyłaś coś zrobić chłopak zniknął ci z pola widzenia. Nie czekając dłużej wybiegłaś na zewnątrz w poszukiwaniu zielonookiego. Stałaś tam jakieś 5 minut i dopiero wtey dotrało do ciebie, że go już tam nie ma.



Gdy teraz o tym myślisz stwierdzasz, że on pewnie nawet nie wiedział, że tam pracujesz. Pewnie przypadkiem cie tam spotkał, a gdy już cie rozpoznał nie mógł na ciebie patrzeć i po prostu wyszedł. To by wszystko wyjaśniało, stwierdziałaś. Na domiar złego jesteś na siebie zła, bo wykorzystałaś Kyla. W pewnym sensie. Przecież najpierw mówiłaś mu, że łączy was tylko przyjaźń, a gdy poczułaś sie samotna zaczęłaś zachowywać sie jakbyście byli parą. I jeszcze to co robiłaś na nocy filomwej z Marvel'em było podłe porównując to do tego jak potraktowałaś Kyla wczoraj. Byłaś oschła i zimna, a on sobie na to nie zasłużył. Kyle jest młodym, przystojnym mężczyzną i zasługuje na miłość kogoś lepszego niż ty. Z resztą nawet przyjaciółką nie jesteś dobrą. On zawsze martwi sie o ciebie, a ty nawet nie zapytasz co u niego. Nagle twoje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. To dziwne, bo nikogo sie nie spodziewałaś. Kyle przecież wyjechał do Liverpoolu. Podszłaś do wejścia i otworzyłaś. Oniemiałaś po tym co zobaczyłas. Stałaś naprzeciwko Perrie i Eleanor. Już miałaś zamknać drzwi, ale przeszkodziała ci El.
E: Nawet nie myśl sobie, że tak łatwo odpuszczę.
P: Odeszłaś raz, ale wiecej ci na to nie pozwolimy.- powiedziała i pewnie weszła do mieszkania. To samo uczyniła Eleanor i po chwili obie zamknęły cie w uścisku.
P: Tak bardzo za tobę tęskniłam.- powiedziała, a po jej policzku spłynęła łza.
E: Jesteś nieodpowiedzialna! Nawet nie wiesz jak sie o ciebie martwiłyśmy! To było głupie i nigdy wiecej czegoś takiego nie rób!- krzyczała na ciebie płaczac za razem.
(T.I): Jak mnie znalazłyście?- powiedziałaś nie ukazując emocji. Na zewnątrz byłaś nie wzruszona, ale w środku piszczałaś ze szczęścia, że jednak je widzisz.
E: Włamałyśmy sie do sekretariatu na uczelni i wykradłyśmy twój nowy adres.-powiedziała jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie.
(T.I): Czy wyście oszalały?! Przecież mogli was złapać!
P: Dla ciebie mogliby mnie nawet wsadzić do więzienia
E: Mnie też.- dodała, a ty nie wytrzymałaś i rzuciałś sie im na szyje.
(T.I): Tak bardzo was kocham.- powiedziałaś zaciągając sie zapachem każdej z nich.
E: To wróć do nas.- od razu sprowadziła cie na ziemię.
(T.I): Nie.
E: Dlaczego?
(T.I): Bo nie.


P: (T.I)..
(T.I): Przestań. Obie przestańcie. Myśle, że powinnyście już iść.- ledwie wydukałaś, bo nie chciało ci to przejść przez gardło.
P: Nigdzie nie pójdziemy.
(T.I): To przestańcie mówić, żebym wróciła.- nie powiedziały nic tylko pokiwały głową. Potem zrobiłaś im herbatę i opowiedziałaś co robiłaś od rozstania z Harrym.


*Perrie*
Siedziałam naprzeciwko (T.I). Była inna. Mniej stanowacza. Nie zależało jej na niczym. Gdy zapytałam jak jest na prawie, odprła, że dobrze, ale nie cieszyło jej już to jak kiedyś. Ona sie poddała. Była zmęczona życiem, choć miała dopiero 18 lat i wszystko było przed nią. Musiałam ją w końcu zapytać.
P: Dlaczego nie chcesz wrócić?- dziewczyny umilkły i patrzył na mnie zdziwione.
P: No powiedz. Chcemy wiedzieć. Tylko tyle.- brązowoooka spuściła głowę i zaczęła niepewnie.
(T.I): To dla mnie za wiele. Nie radzę sobie z normalnym życiem teraz, a co bym zrobiła gdybym dzień w dzień patrzyła na Harrego? Raniłabym nas oboje. Nie chcę tego. Z reszta i tak dość złego narobiłam.- podniosła wzrok, a w jej oczach majczyły łzy.
E: Ty słyszysz co mówisz? Przecież go kochasz. On ciebie też kocha. Powinniście do siebie wrócić.
(T.I): El nie pieprz głupot. On mnie nie chce znać. Widziałam go wczoraj, była w McDonald's. Zobaczył mnie i wyszedł. Skoro on nie może porozmawiać ze mna nawet o wyborze jakiegoś jebanego burgera to jak sobie wyobrażasz, normalne życie, gdybyśmy widzieli sie cały czas?- ani ja ani El nie powiedziałyśmy nic. Ona naprwdę nie powinna tak cierpieć. Nie rozumiem czemu to ona ma zawsze pod górkę.
(T.I): Pierścionek?- powiedziała nagle.- Nie wierzę Lou ci się oświadczył?!- pisnęła i przytuliła El.
E: Tak. I widziałam już taka jedna suknię. Mówie wam jest cudna!
(T.I): A ustaliliście datę ślubu, sale na przyjęcie, świadków?!- pytała podekscytowana.
E: Jeszcze nie o wszystkim myśleliśmy, ale napewno ślub będzie w czerwcu po pierwszej części Where We Are Tour. I pomyślałam, że może ty zostaniesz moja druchną?- posłała promienny uśmiech (T.I).
(T.I): Ja? Ty mówisz poważnie? To.. To wielki zaszczyt, ale.. Ale ja nie mogę.
P: Dlaczego znowu?!


(T.I): Po prostu nie mogę, ok? A powiedz jak ci sie oświadczył?- zmieniła temat. Eleanor powiedziała wszystko, a później tematy same sie nawijały. Około 1.00 w nocy poszłyśmy spać.

Nie dosć, ze pierwszy rozdział w 2014 roku, to jeszcze jest beznadziejny i krótki..
Szczerze mówiąc, wiem, że go zepsułam, za co bardzo przepraszam :/
Nie wiem co o nim powiedzieć.
Po prostu wy sie wypowiedzcie ;)
Jak dla mnie najlepszy jest zaciesz tego gościa na pierwszym zdjęciu ;D hahaahah
Liczę na wasze komentarze i dziekuję za te pod poprzednim postem <333



wtorek, 31 grudnia 2013

41. Surprise



*Eleanor. 2 listopada*
Właśnie wracałam z wykładów. Musiałam jeszcze jechać na drugą stronę miasta, po książke na zajecia. Siedziałam w autobusie ze słuchawkami w uszach. Leciała moja ulubiona piosenka Maroon 5 "She will be loved". Nim sie obejrzałam byłam już na właściwej ulicy. Wysiadłam z autobusu i ruszyłam w stronę małej ksiegarni. Jak na złosć musiało sie rozpadać, choć w sumie to nie dziwne. Byliśmy przecież w Londynie. Wszedłszy do sklepiku szybko odnalazłam interesującą mnie książkę, poszłam do kasy i zapłaciłam za nią. Wyszedłszy z księgarni miałam wracać na przystanek autobusowy, gdy nagle zobaczyłam wspaniałą suknię ślubną. Wiem, że jeszcze za wcześnie, żeby planować ślub, ale nie mogłam się powstrzymać i weszłam do salonu. Podeszłam do interesującej mnie sukni i przyglądałam sie jej.
R: Mogę pani w czymś pomóc?- zapytała niewysoka blondynka w okularach, ubrana w czarną elegancką sukienkę do kolan.
E: Eee.. Nie. Znaczy czy mogłabym przymierzyć tę suknię?
R: Oczywiście.- odparła i uśmiechneła sie. KiIka minut później byłam już w tej przepięknej sukni. Patrzyłam na swoje odbcie w lustrze i byłam zachwycona. Suknia była idealna, jakby uszta specjalnie dla mnie.
R: To bierze ją pani?- kobieta momentalnie sprowadziła mnie na ziemię.
E: Nie. Dziękuję.- odparłam, a blondynka pomogła mi ją zdjać. Wychodząc z salonu jeszcze raz podziękowałam i zerknęłam na zegarek. Cholera! Uciekł mi autobus. Następnym mam za 30 minut, więc pójdę coś zjeść postanowiłam. Szybkim krokiem udałam się do McDonalds. Właśnie stałam w kolejce do kasy, gdy nagle zobaczyłam znajomą twarz. W pierwszej chwili nie byłam pewna czy to ona. Jednak gdy sie wyprostowała i naptkałam mój wzrok wiedziałam, że to (T.I). Wtem dziewczyna zniknęła mi z pola widzenia. Przecież nie mogła tak po prostu wyparować. Rozejrzałam sie po pomieszczeniu i nigdzie jej nie było. Podeszłam do kasy i zapytałam.
E: Przepraszam, gdzie znajdę tę dziewczynę, która tutaj sprząta?
Ka: Przykro mi, ale nie mogę udzielać takich informacji.
E: Prosze pani, to jest moja przyjaciółka i mam prawo wiedzieć gdzie mieszka.
Ka: Skoro sie pani z nią przyjaźni powinna pani wiedzieć gdzie ona mieszka.
E: To bardzej skompilikowane...
Ka: Zamawia coś pani czy nie?
E: Cole z frytkami.- odparłam oschle, kobieta policzyła ile mam zapłacić i wydała zamówienie. Ja zajęłam miejsce pod ścianą, z którego mogłam obserwować całą restaurację. Postanowiłam poczekać, aż sama wyjdzie na sale. W końcu bedzie musiała. Czekałam półtorej godziny, a ona nadal sie nie pokazała. Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Podeszłam do kasy zamówiłam lody i cole. Odwróciłam sie gwałtownie, a jedzenie wyladowało na podłodze.
E: Najmocnej przepraszam. Nie chciałam nabrudzić. Ja zaraz posprzątam.
Ka: Nie trzeba. My to zrobimy.- I o to chodziło pomyślałam. Sekundę późnej obok mnie znalazła sie brunetka.
E: Dlaczego sie przede mna chowasz?
Sp: Słucham?- podniosłam wzroki, a dziewczyna, którą zobaczyłam nie była (T.I).
E: Przepraszam musiałam panią z kimś pomylić.- odparłam i już miałam wychodzić, gdy w ostatniej chwili zawróciłam.
E: Przepraszam, a mogłby mi pani powiedziec czy pracuje tu (T.I) (T.N)?
Sp: Tak.
E: Dziękuję bardzo.- odparłam i ruszyłam do wyjścia. Za 2 minuty odjeżdża ostatni autobus. Nie zwlekajac dłużej biegłam w stronę dworca autobusowego. Ledwie ledwie, ale zdążyłam. Zajełam miejsce na końcu i zastanawiałam sie co mam zrobić. Muszę wiedzieć gdzie ona mieszka. To jest pewne. Jest tylko jedna osoba, która może to wiedzieć. Kyle. Może to głupie, że jeżdże po Londynie wieczorem i to sama, ale muszę sie dowiedzieć wiecej. Pojadę do niego jeszcze dziś, ale najpierw muszę pojechac do domu i zostawić książki. Po 40 minutach byłam pod swoją kamienicą. Szybko wbiegłam na górę i aż podskoczyłam, ze strachu, gdy zobaczyłam Louisa śpiacego pod drzwiami. Ukucnęłam i obudziłam chłopaka. Biebieskooki podniusł sie i przetarł twarz.
E: Co ty tu robisz?- powiedziałam otwierajac drzwi.
Ls: Co ja tu robię? Raczej ja mogę zapytać, gdzie ty byłaś? Miałaś być w domu 2 godziny temu!- powiedział wyraźnie wkurzony, a ja otworzyłam drzwi.
E: Louis uspokój sie. Już jestem, ale muszę jeszcze coś załatwić.- odparłaś wykładając ksiażki z torby.
Ls: Czy ty się dobrze czujesz?! Myślisz, że pozwolę ci jeździć samej po mieście i to o tej porze?
E: Kochanie nie dramatyzuj dopiero 21.00, a ja jestem dorosła.
Ls: Ale jesteś dziewczyną. Coś ci się może stać!- powiedział zatroskany.
E: Przesadzasz.- odparłam i cmoknęłam go w policzek.
Ls: W taki razie jadę z tobą.
E: Nie ma mowy.
Ls: A to dlaczego?!
E: Louis nie krzycz.
Ls: To wyjaśnij mi do cholery co przede mna ukrywasz?!
E: Nic nie ukrywam.- powiedziałam i chciałam wyjść, ale zastąpił mi drogę.
Ls: Nigdzie nie pójdziesz!
E: Odsuń sie.
Ls: Nie.
E: I super. A z resztą mam to w dupie.- odparłam i poszłam do sypialni zamykając za soba drzwi na klucz. Sekundę później usłyszałam pukanie.
Ls: Skarbie otwórz. Proszę.
E: Nie.
Ls: Eleanor!
E: Louis!
Ls: Przestań!
E: To ty zacząłeś!
Ls: Eleanor do cholery otwieraj te pieprzone drzwi!- krzyknął i walnął w szklaną powłokę znacznie mocniej.
E: Nie.
Ls: W takim razie je rozwale!
E: Spróbuj!- powiedziałam ironicznie pewna, że ten głupek nic nie zrobi. Sekundę później szyba wylądowała na podłodze, a on otworzył sobie drzwi. Stałam jak wbita w ziemie. Nie wierzę, że Lou posunął sie do takiego czegoś. Podszedł do mnie, a ja odruchowo sie cofnęłam. Był wkurzony, jak nie on. Co sie z nim dzieje?
Ls: El..
E: Odsuń sie.- odparłam i chciałam go wyminać co skutecznie mi utrudnił łapiąc za ręke i obracając wokół mojej osi obrotu. Trzymał moje ręce z na moich plecach. Nie mogłam sie ruszyć. Tego było za wiele.
E: Póść mnie do cholery.
Ls: Nie, bo uciekniesz!
E: Puszczaj!- krzyknęłam i z całej siły nadepnełam go. To i tak nic nie dało, on był nie do ruszenia.
Ls: Eleanor mogę już cię puścić, jesteś spokoja?- zapytał jak gdyby nigdy nic. Pieprzony dupek trakruje mnie jak swoją własność. Nie odpowiedziałam, a chwile później rozluźnił chwyt. Ja nie czekajac dłużej ruszyłam do wyjścia, a on za mną.
Ls: El!- odwróciłam sie do niego.
E: Zamknij sie i nawet nie waż sie mnie dotykać. Nie jestem twoją własnościa i nie pozwolę tarktować się jak przed chwilą. Wiesz co?! Jeśli tak ma wygladać nasze małżeństwo to ja dziękuję.-rzuciałm w niego pierścionkeim i kontynuowałam.- Ty jesteś jakiś nieobliczalny. Mam tego dość. Od tygodnia zachowujesz sie jak totalny palant. Tego chciałeś? Żebym się ciebie bała?- mówiłam przez łzy. Następnie chwyciłam torbę i już miałam wychodzić, gdy delikatnie chwycił mój nadgarstek i powiedział ledwie słyszalnie.
Ls: Nie.. El.. Ja.. Ja przepraszam, po prostu.. Eleanor przecież wiesz, że bym cie nigdy nie uderzył, prawda?- spytał patrzac mi w oczy. A ja nie byłam w stanie nic powiedzieć. Jeszcze pięć minut temu zaprzeczyła bym bez zastanowienia, a teraz...?
Ls: Eleanor powiedz, że sie mnie nie boisz. Proszę. Eleanor kochasz mnie?- upadł na kolana i mówił bliski płaczu, a ja nadal milczałam.


Ls: Co ja zrobiłem.. Zerwałaś ze mną.. Ja.. Zostawiłaś mnie.. Straciłem cie...- nie wytrzymałam uklękłam przed nim i chwyciłam jego głowę w swoje ręce.
E: Louis ja zawszę będę cie kochać i nie chcę cie zostawić. Jesteś dla mnie najważniejszy i zawsze bśdziesz. Pamietaj o tym. Po prostu wiecej nie rób takich akcji ok?- chłopak pokiwał głową i sekundę później pocałował mnie w usta.
Ls: Skarbie przeprasza, że cie przestraszyłem. Bo ty nie chciałaś mi powiedzieć i ja sie wkurzyłem. Przepraszam, nie powinienem był. Ja po prostu chcę wiedzieć gdzie byłaś i co masz załatwić. W końcu jesteśmy zaręczeni, a ja powinienem wiedzieć takie rzeczy. My musimy sobie ufać Skarbie.
E: Masz racje Lou. Mogłam zadzwonić, żebyś sie nie martwił. Nie powinnam też nic przed tobą ukrywać, ale myśle, że lepiej byłoby gdybyś nic nie wiedział.
Ls: Eleanor..
E: Pozwól mi dokończyć. Byłoby ci łatwiej gdybyś nie wiedział, ale powiem ci skoro tego chcesz, tylko najpierw posprzątam stłuczoną szybę, ok?
Ls: Nie. Ja to zrobie. A ty zrób nam coś do jedzenia.- odparł niebieskooki i poszliśmy do kuchni. Następnie on poszedł sprzątać, a ja upiekłam frytki i zasiedliśmy do kolacji. Na początku jedlismy w ciszy, aż w końcu zabrałam głos.
E: Byłam po ksiażke w East End i jak szłam zobaczyłam salon..-zaciełam sie, bo miałam mu nie mówić. Głupio sie przyznać, że już marzę o ślubie.
Ls: Jaki salon?
E: Sukni slubnych.- wybełkotałam nie patrzac na Louisa. Nagle poczułam jego dłoń na mojej. Podniosłam wzrok i napotkałam jego niebieskie tęczówki wpatrzone we mnie.
E: Wiem, to głupie. Po prostu odkąd mam ten pierscionek.. Z reszta nie ważne.- rzekłam i wstawiłam naczynia do zlewu. Nagle poczułam dłonie Louisa na moim brzuchu, zaś jego głowa znalazł sie przy moim uchu.
Ls: Wiesz, że to słodkie kiedy sie peszysz, ale proszę cie dokończ. Jaka była ta suknia?
E: Była biała. Bez ramięczek, rozkoloszowana. Tył był nieco dłuższy od przodu. On była idealna i gdy ją przymierzyłam czułam sie bajkowo.- wtem Lou odwórcił mnie do siebie.
E: Wiem, że to żałosne, bo 2 tygodnie temu mi sie oświadczyłeś, a ja już z suknią wyjeżdżam. Rozumiem, że..- nie dokończyłam, bo złaczył nasze wargi w czułym pocałunku.
Ls: El jeśli chcesz możemy kupic tę suknie nawet jutro.
E: Przecież pan młody nie może zobaczyć sukni ślubnej.- zaśmiałam sie.
Ls: To jedź po nią z jakąś koleżanką.- i w tym momencie posmutniałam i odwróciłam sie do zlewu, by umyć naczynia.
Ls: El powiedź co jest.
E: Myślałam, że na naszym ślubie bedzie (T.I). Chciałam, żeby była moją druchną. Znaczy wiesz tak luźno sobie kiedyś o tym gadałyśmy.
Ls: Brakuje ci jej?
E: Nawet nie wiesz jak bardzo.- odparłam i wtuliłam się w chłopaka, a po moim policzku spłynęła łza.
Ls: Gdybym mógł sprowadziłbym ją natychmiast.- dodał i cmoknął mnie w głowę. Milczałam, lecz po kilku minutach wybełkotałam.
E: Ja wiem, gdzie ona pracuje.
Ls: Co?- odparł i odsunąwszy się ode mnie patrzył pytająco.
E: Widziała ją dzis w McDonald's, ale jak mnie zobaczyła to uciekła. Czekałam, ale ona już nie przyszla. I dlatego nie było mnie tak długo.
Ls: Czemu nie mówiłaś nic wcześniej?
E: Chciała najpierw sie wszystkiego dowiedzieć, a ty zaraz powiesz Harremu, a on nie może wiedzieć.
Ls: Czemu?- spytał widocznie zdziwiony.
E: Drażni go temat (T.I). Po za tym ona nie bez powodu zerwała z nami kontakt.
Ls: Nie sądzisz, że powinien wiedzieć. On za nią teskni.
E: Mówiłam, że lepiej byłoby, żebyś nic nie wiedział! Louis nie możesz mu powiedzieć. Obiecaj, że nic nie powiesz.- wpatrywałam sie w niego, a on zapewne bił sie ze swoimi myślami. Nic dziwnego musiał wybrać między mną, a Harrym. Między przyjacielem, a narzeczoną. Jestem świnią, że tego wymagam. To podłe, ale póki co tak będzie lepiej.
Ls: Nic nie powiem.- odparł.
E: Dziękuję.- odpowiedziałam, a on uśmiechnął sie słabo.



*Harry. Dwa dni później*


Była 15.15, a ja siedziałem na tarasie. Słońce było bystre, a z drzew opadły już wszytskie liście. Od 3 dni nie wyszedłem za ogrodzenie domu. Zrobiłem sobie przerwę od życia. Potrzebuję jej. Muszę sobie wszytsko poukładać, tak na spokojnie. Chłopcy cały czas sprawdzają czy jeszcze żyję. Ale to co dzieje sie teraz to nie jest życie. Funkcjonuję, to dobre określenie. Chodzę, mówie, oddycham. Czasami nawet sie uśmiecham, ale myślami jestem w całkiem innym świecie. Ciągle zastanawiam sie jakby wyglądało moje życie, gdybym wtedy nie zerwał z (T.I). Może moglibyśmy się jakoś dogadać i żyć normalnie. Wtedy przez cały czas nie zastanawiłabym sie gdzie jest i co robi. Teraz wiem, że sama chwila rozstania nie była najgorsza. Najgorszy jest ten czas po niej, kiedy uświadomiłem sobie, że (T.I) bezpowrotnie zniknęła z mojego życia. Nagle usłyszałem otwieranie drzwi. Otarłem lekko załzawione oczy i spojrzałem kto przyszedł tym razem.
Ls: Jak lecie?- zapytał i uśmiechnął sie rozsiadając sie na drugim leżaku.
H: Przecież wiesz. Nie radze sobie. Louis ja popełniłem największy błąd w moim życiu.- odparłem, a z moich oczu popłynęły łzy, ale szybko je otarłem. To żałosne, że tak się rozklejam. Spojrzawszy na chłopaka zauważyłem, że coś go tarpi.
H: A tobie co?
Ls: Hymm?
H: Coś cie męczy.
Ls: Naprawdę ci jej brakuje..?- bardziej stwierdził niż zapytał, a ja pokiwałem głową twierdząco. Po chwili dodałem.
H: Teoretycznie to między nami już skończona, ale praktycznie coś w środku nie pozwala mi o niej zapomnieć. Może to ona była tą jedyną?
Ls: Cholera!- krzykną i wstał z leżaka. Zaczał nerwowo chodzić po tarasie i trzmał sie za głowę.
H: Co?- odwrócił sie do mnie gwałtownie.
Ls: Harry, (T.I) pracuje w McDonalds w East End na Sloane Streed.
H: Od jak dawna o tym wiesz?!
Ls: Od 2 dni.
H: Jak mogłeś mi nie powiedzieć?! Przecież wiesz jak mi jej brak! Prawdziwy przyjaciel by tak nie zrobił!
Ls: A narzeczony załamł by obietnice złożoną ukochanej?!
H: Jaki narzeczony?! O czym ty pieprzysz?!- nagle na jego twarzy wymalował sie zawód, a ja nie wiedziałem o co chodzi.
Ls: Oświadczyłem sie Eleanor. 2 tygodnie temu, a ty nawet o tym nie pamiętasz? I to mi mówisz, że jestem złym przyjacielem..?
H: Louis.. Ja przepraszam. Ja wiedziałem, po prostu wyleciało mi z głowy.
Ls: Tak. Biedny malutki Harry. Zerwał z dziewczyną i sie załamał. A zapomniałabym.. Świat nie kręci sie wokół ciebie! A ty sam sobie spierdoliłeś zwiazek z (T.I)! Ile razy olewałałeś ją tak po prostu?! Ile razy przez ciebie płakała?! A potem dziwiłeś sie, że wolała gadac z Kylem niż z tobą?!- skończył, a ja patrzyłem na niego zdziwiony nie będąc w stanie nic powiedzieć. On miał rację. Zachowywałem sie jak dupek. To ja doprowadziłem do naszego rozstania. Właściwie sam pchnałem ją w ramiona Kyle. Nagle dotarł do mnie głos Louisa.
Ls: Przepraszam Hazz. Nie chciałem tego powiedzieć.
H: Lou nic sie nie stało. Uświadomiłeś mi coś ważnego. Dziękuje . Wspaniały z ciebie przyjaciel. I gratuluję zaręczyn.- powiedziałem i przytuiłem chłopaka. Był wyraźnie zaskoczony moją zmianą nastroju, bo powiedział "Nie ma sprawy". Kilka sekund później byłem już w swoim samochodzie w dordze do McDonalds gdzie pracuje (T.I). Było już ciemno, a ja cały czas przyspieszłem. Jechałem już pół godziny i moim oczom ukazał sie cel podróży.


Wysiadłem z samochodu i ruszyłem w stronę wyjścia. Byłem zdeterminowany i pewny siebie, aż do teraz. Stanałem w drzwiach i rozejrzałem się po restauracji. Nagle ujrzałem ją. Była piekna, mimo służbowegu uniformu wyglądał olśniewajaco. Niczym anioł. Dziewczyna dostrzegła mnie. Przez ułamek sekundy nasze tęczówki sie spotkały. Chwilę później z jej oczu popłynęły łzy i schylia sie po rzeczy, którą upusciła. Ja natomiast uświadomiłem sobie wtedy, że ona nie chciała mnie widzieć. Nie zwlekajac pobiegłem w strone auta i odjechałem z piskiem opon. Co ja sobie wyobrażałem? Myślałem, że mnie zobaczy i rzuci mi się w ramiona? Byłem głupi. To oczywiste, że ona mnie nie chce. Musiał cierpieć po naszym rozstaniu tak jak ja. Teraz wiem, że nie ma już dla nas szansy. Jedyne co mi pozostało, to zacząć udawać, że jej imię nie przypomina mi tych wszystkich wspaniałych wspomnień, a jej widok nie sprawia, że moje srece przyspiesza.

*Kyle. Ten sam dzień.*
Podjechałem pod McDonalds, w którym (T.I) pracowałą. Nareszcie udało mi sie wyciągnąć ją na miasto. Kilka minut po 20.00 dziewczyna wyszła tylnymi drzwiami i zblizajac sie do mnie pomachała mi i posłał najpiękniejszy na świecie uśmiech.
K: Cześć Księżniczko...
(T.I):... Fastfood'ów.- zaśmiał sie pocałowała mnie w policzek.
K: Wskakuj i założ kask.- odparłem podając jej wspomniany przedmiot. Dziewczyna szybko wykonała moja prośbę i ruszylismy. Najpierw brunetka trzymała dystans między nami, ale z czasem przytuliła sie do mnie. Jechaliśmy tak juz jakiś czas. W końcu dotarliśmy do kina.
(T.I): To na jaki film idziemy?
K: Może cos romantycznego?
(T.I): Nie. Proszę cie. Temat denny i przereklamowany. Sam tak twierdzisz. Po za tym obiecałeś mi maraton filmów Marvel'a!
K: Tak. Połaczyła mas miłość do Marvel'a!.- zaśmiałem sie i chwilę później kupiłem dwa bilety. Czekając na rozpoczęcie filmu kupiliśmy jeszcze pop corn. Następnie weszliśmy na salę kinową i zajęliśmy odpowiednie miejsca. A były to fotele w rogu sali w najwyższym rzędzie. Dziewczynę coś martwiło, a to nie wróżyło dobrze dla dlaszego przebiegu naszego spotkania.
K: Czemu jesteś smutna?
(T.I): Nie jestem. Po prostu jestem zmęczona.- odparła i uśmiechneła sie słodko. Znów zapanowała cisza. Koniecznie musiałem ją rozweselić albo chociaż wywołac uśmiech na jej twarz. Po chwili rzuciłem w nią pop corn'em.
(T.I): Kyle.- zganiła mnie, a ja ponownie rzuciełem w nią prażona kukyrydzą.
(T.I): Zachowujesz sie jak dzieciak!
K: A ty jak staruch bez poczucia humoru!
(T.I): Odszczekaj to!
K: W życiu.- odparłem, a sekundę później dostałem pop corn'em w oko. Oznaczało to tylko jedno.
K: A wiec wojna!- kilka sekund później oboje zaspytani byliśmy lawiną prażonej kukurydzy. Oboje zaczęliśmy sie śmiać, ale sekundę później zostaliśmy za to skarceni. Zdążylismy otrzepać sie z pop corn'u, a zaczął się film "Halk". Na początku dziewczyna siedział zdala ode mnie, ale z czasem zmniejszyła dystans. Zakończyło sie na tym, że oprła głowę o moje ramię i splotła nasze dłonie. Nie miałem nic przeciwko. Wręcz przeciwnie. Schlebiało mi to. Po zakończeniu filmu postanowiliśmy bała przerwa i tak mniej wiecej do końca wszytkich seansów. Dzisiejsza część maratonu zakończyła sie o 02.00, my przejść sie ulicami Londynu. Trzeba przyznać to miasto miało w sobie to coś. A nocą wyglądało jeszcze piękniej niż w dzień. Zwłaszcza, gdy na ulicy nie byo żywej duszy. (T.I) nie przestawał gadać o filmach. Fakt był taki, że od zawsze za równo ona jak i ja mieliśmy chopla na punkcie filmów Marvel'a. (T.I) jak to dziewczyna najbardziej podniecała sie przystojnymi aktorami obsadzonymi w tych produkcjach i zależnosciami między poszczególnymi filmami. Mnie za to bardziej interesowała strona naukowa i efekty specjlne. Prawda była taka, że mogliśmy mówić o tych filmach bez końca. Przeszliśmy około dwóch ulic, gdy (T.I) niespodziewanie złapał mnie za rękę. Zatrzymał sie i spojrzaa mi w oczy.
(T.I): Dzięki, że wyciągnąłeś mnie na miast.
K: Nie ma za co. W końcu co to za przyjemność oglądać maratona z Marvel'em bez ciebie. Tylko do tego byłaś mi potrzeba.
(T.I): Dupek, ale mój.- powiedział i uśmiechneła sie słodko. Wpatrzony w jej duże brązowe oczy zbliżyłem sie do niej, a ona o dziwo sie nie odsunęła. Właśnie miałem złączyć nasze wargi, gdy w ostatniej chwili dziewczyna odwróciła się, a moje usta spoczęły na jej policzku.
K: Przepraszam.- powiedziałem, a ona w odpowiedzi przytuliła mnie. Moze sie pospieszyłem z tym całowaniem. Tak zdecydowanie zrobiłem to za szybko. Stwierdziłem obejmując (T.I).
(T.I): Zimno.- wyszeptała dziewczyna, a ja nie czekając wziąłem ją za ręke i wróćiliśmy do motoru. Następnie pojechaliśmy do jej mieszkania. Dziewczyna zsiadła z ścigacza i zapytała.
(T.I): Zostaniesz na noc?
K: Jeśli tego chcesz.- odparłem uśmiechając sie. Następnie weszliśmy do domu. Ja zrobiłem nam herbatę, a (T.I) poszła sie przebrać. Dziewczyna, gdy wróciła była ubrana w szare dresy i czarną bluzkę na ramiącza. Wypiliśmy gorący napój w ciszy ciesząc sie swoją obecnością. Nastepnie poszliśmy do sypialni (T.I). Dziewczyna położyła sie na łóżku, a ja zająłem miejsce obok niej.


(T.I): Dziękuję, że przy mnie jesteś.
K: To ja dziękuję, że pozwoliłaś mi być przy tobie. Dobranoc Księżniczko.
(T.I): Dobranoc Kyla.- powiedział i przytuliła do mnie. Właście zastanawiałem sie co oznacza ten nagł przypływ uczuć (T.I) do mnie, lecz wolałem jej o to nie pytać. Było mi dobrze tak jak teraz i z tą myslą zasnąłem.


Więc to ostatni nowy rozdział w tym roku xdd
Podsumowując to jeden z lepszych <moim zdaniem> ;)
Jest w nim sporo akcji, dialogów i przeżyć bohaterów ;3
No i jest super długi ^_^
Ciekawi mnie natomiast jakie są wasze odczucia co do niego? ;D
I jak myślicie co będzie dalej z (T.I), Harrym i Kylem? ;p
Dziekuje za komentarze pod poprzednim postem i zachęcam do zostawienia opini o tym rozdziale <3
Na koniec chcę wam życzyć wszelikiej pomyślności w roku 2014 i oby wszystko zawsze układał sie po waszej myśli ;*
Chcę wam równie podziekować za to, że mimo iż rok 2013 nie był dla mnie najłatwiejszy, Wy uczyniłyście go lepszym ;*
Dziekuje Wam za wszystko ;D




P.S. Nie usunę bloga <3




czwartek, 26 grudnia 2013

40. I still can't cope with reality

*Ty*
Już początek listopada. Miesiąc od waszego rozstania. A twoje życie się sypie. Szczerze masz tego wszystkiego serdecznie dość. Niedługo do oddania masz 3 eseje, w pracy musisz męczyć sie z tym palantem Stanleyem. On myśli, ze jeśli jest twoim szefem to może cie obmacywać. Niedoczekanie kutasa. Najchętniej rzuciłabyś to wszytko w cholerę, ale nie możesz. Musisz mieć pieniądze na mieszkanie i czesne. Gdyby ktoś kilka miesięcy temu powiedział, ze twoje życie będzie wyglądała tak jak teraz, nie uwierzyłabyś. To właściwie niepojęte, że w ciągu miesiąca wszytko się zmieniło. Miałaś chłopka, przyjaciół, a teraz nie masz nic. Twoje życie sprowadza sie do pracy i szkoły. Nigdzie nie wychodzisz, z nikim sie nie spotykasz. Nawet gdybyś chciała, to i tak byś nie mogła. Z reszta nawet nie masz na to ochoty. A jak sie czujesz? Źle. Wiesz, że na własne życzenie spierdoliłaś sobie życie. Każdy cholerny dzień twojego życia jest samotny. Każdy z nich odczuwasz jako najbardziej samotnym, a jednak jest coraz gorzej. Nic sie nie układa. Widzisz, że życie ucieka ci, a ty nie możesz go dogonić. I za każdym razem gdy wydaje sie, ze już nic gorszego sie wydarzy, coś jednak pierdoli sie jeszcze bardziej. Kiedyś wiedziałaś czego chcesz, miałaś motywacje, marzenia. A teraz? Teraz jesteś tym popularnym wrakiem człowieka. Bezsilność jest przytłaczając. Czujesz ją wszędzie i nic, absolutnie nic nie możesz z nią zrobić. Serce roztrzaskuje ci sie na milion kawałków za każdym razem, gdy widzisz Harrego w telewizji, internecie czy gazetach. Każdy zaczerpnięty oddech sprawia ci ból. To wszystko to zbyt wiele. Doskonale wiesz, ze już nigdy nie będzie tak samo. Nigdy do siebie nie wrócicie. Nie po tym co mu zrobiłaś. Choć wielu ludzi chciało dać ci szczęście ty wiesz, ze tylko on może ci je zapewnić. Tylko Harry potrafi ukoić twoje łzy i dać to specyficzne poczucie bezpieczeństwa. Taki rożne od innych. Tylko on potrafi cie pocieszyć wypełniając pustkę w twoim sercu, ale teraz go nie ma.
S: (T.I)!- usłyszałaś krzyk.
(T.I): Tak Stanley?
S: Twoja przerwa sie skończyła. Idź do stolika numer 3.- odparł, a ty wstałaś i ruszyłaś na sale. On oczywiście nie odpuścił sobie przyjemności klepnięcia cię w tyłek. Z reszta co z tego i tak musisz tu pracować. Reszta dnia w pracy minęła ci dość dobrze, jeśli tak można nazwać robienie czegoś czego sie nie cierpi. Do domu wróciłaś o 23.30, wykąpałaś sie i od razu położyłaś sie spać.

*Szłaś ulicą. Była noc. Nie byłaś pewna, gdzie jesteś, ale mimo to usilnie wpatrywałaś sie w swojego iPhon'a, nie patrząc na drogę. Nagle usłyszałaś hałas przewracanego śmietnika. Rozejrzałaś się nikogo nie było. Szłaś dalej. Sekundę później zostałaś pociągnięta za rękę tracąc przy tym równowagę. Mężczyzna ciągną cie w jakaś ciemną uliczkę i już wiedziałaś gdzie jesteś i co się dzieje. To był Jackob. Krzyczałaś, ale nikt cię nie usłyszał. Szarpałaś sie z nim, ale był znacznie silniejszy. Sekundę później dałaś za wygrana, gdy kolejny raz oberwałaś w twarz. Już nie walczyłaś, a on brutalnie wszedł w ciebie. Krzyczałaś z rozpaczy, ale zostało to ukarane trafnymi ciosami w twarz.W końcu nie miałaś nawet siły oddychać. Wiedziałaś, że to twój koniec. Oprawca zostawił cię w tym ciemnym zaułku na pewną śmierć. By nikt nie mógł ci pomóc..*

Obudziłaś sie cała przerażona, a na twoim czole były kropelki potu. Miałaś przyspieszony oddech, a twoje serce biło jak oszalałe. Czułaś sie zupełnie jakby ta historia znów sie zdarzyła. Jakby za chwilę miało stać sie coś strasznego, lecz tym razem nikt cie nie uratował. Kyla nie było, zupełnie jak teraz. W tym właśnie momencie uświadomiłaś sobie jak bardzo za nim tęsknisz. Nie czekałaś dłużnej i zadzwoniłaś do chłopaka. Byłaś niepewna czy odbierze, ale w końcu nacisnęłaś zielona słuchawkę.
K: Halo, kto mówi?- usłyszałaś zaspany głos chłopaka. Nie mogłaś nic powiedzieć, głos uwiązł ci w gardle.
(T.I) To ja (T.I).- powiedziałaś szlochając cicho.
K: (T.I) co sie stało?- zapytał zmartwiony. Po chwili wydukałaś przez łzy.

(T.I): Kyle przyjedź. Proszę. Błagam.
K: Zaraz będę.- rozłączył sie. Ty wysłałaś mu adres SMS'em i 15 minut później stał już pod twoimi drzwiami. Otworzyłaś mu i od razu przytuliłaś sie. Sekundę później zamknął drzwi kopnięciem i poszliście do kuchni. Usiadłaś na krześle podciągając kolana pod brodę, a Kyle zajął miejsce naprzeciwko ciebie. Trwaliście w ciszy, którą przerywały jedynie twoje ciche szlochu i głębokie oddechy. Po pewnym czasie odezwałaś sie.
(T.I): Kyle, przepraszam, za to, że ostatnio cię odtrąciłam, za to, że cie raniłam..
K: (T.I)..
(T.I): Nie przerywaj mi. Zachowałam sie jak totalna kretynka. Najpierw pozwoliłam ci na to co zrobiliśmy na imprezie, a potem..- głęboki szloch uniósł twoja klatkę piersiową, a przez oczami pojawiło sie ostatnie wspomnienie z Harrym. Jego oczy przepełnione żalem i zawodem jaki mu sprawiłaś. Po kilku minutach dodałaś.- A potem odtrąciłam cie, bo winiłam cię za moje rozstanie z Harrym. To nie było fair. Teraz wiem, ze wysyłałam ci sprzeczne sygnały i za to też przepraszam. Teraz jednego jestem pewna. Kocham cie, ale kocham też Harrego. Nie umiem wybrać pomiędzy wami. Wybacz mi to. Wiesz.. Ja zrozumiałam swój błąd jakim było rozstanie z tobą i jeśli jest to jeszcze możliwe, może moglibyśmy sie znów przyjaźnić? Oczywiście zrozumie, jeśli nie chcesz już mnie znać..- nie dokończyłaś, bo chłopak w sekundzie znalazł sie przed tobą i przyłożył ci palca do ust.
K: Maleńka... Przyjaźń z tobą to najlepsze co mnie w życiu spotkało. Nie chce już nigdy cie stracić. Jesteś dla mnie naprawdę ważna. Przyjaźń.
(T.I): Przyjaźń.- odparłaś z ulgą i przytuliłaś sie do chłopaka.
K: A teraz chodź spać.- dodał i zaprowadził mnie do sypialni.

*Kyle*
Weszliśmy do sypiali. O ile można to tak nazwać. Mieściło sie tu jedynie rozkładane łóżko i szafa. Ściany były pomalowane na jakiś ciemny kolor. W rogu pokoju była mokra plama. Jedyne światło wpadało przez okno w dachu. W pokoju czuć było lekkie podmuchy wiatru. Zapewne z nieszczelnego okna. Zastanawiałem sie jak ona może tu mieszkać.(T.I) położyła sie i przykryła kołdrą, a ja miałem właśnie wychodzić, gdy dziewczyna powiedziała.
(T.I): Zostaniesz ze mną?- pokiwałem głową. Podszedłem do łóżka, a ona zrobiła dla mnie miejsce. Następnie objąłem ją ramieniem, a ona wtuliła się w mój tors.
(T.I): Dziękuje.- powiedziała kreśląc kciukiem kółka na mojej koszulce.
K: Nie ma za co. Już nigdy cie nie zostawię nawet jeśli będziesz chciała.
(T.I): Nie będę chciała.
K: Czemu zerwałaś z nimi kontakt?- zapytałem, a ona przerwała i odsunęła sie ode mnie.
(T.I): Wystarczająco ich zraniłam, a zresztą wiem, że nie chcą mnie widzieć.
K: Oszalałaś?! Eleanor co dzień pyta czy mam jakieś wieści od ciebie.
(T.I): Tylko ona. Louis na przykład uważa mnie za zdzirę i ma racje.
K: Dziewczyno, kto ci takich głupot naopowiadał?!
(T.I): Sama słyszałam. Nie mów im, ze wiesz gdzie mieszkam. Proszę cię.- powiedziała błagalnie.
K: Oni się martwią nie rozumiesz? Chcą, żebyś do nich wróciła.
(T.I): Nie chcą..
K: (T.I)! Sama sobie nie wmawiaj, ze wolisz mieszkać w tej dziurze i zapierdalać jak dziki osioł w robocie!
(T.I): Nie chcę, ale muszę. I nie wrócę tam. Dobrze wiem, ze mnie nie chcę. Teraz, gdy powoli staję na nogi, nie chcę tego spieprzyć przez jakieś załamanie nerwowe wywołane codziennym widokiem Harrego, który mnie nienawidzi. Ja nie dam sobie rady. Z resztą Harry i reszta zespołu ni byliby zachwyceni z mojego powrotu.. Błagam nie mów im, gdzie mieszkam.- powiedziała bliska płaczu. Popatrzyłem na nią litościwie i odrzekłem.
K: Nie powiem im.- ona wymusiła uśmiech i ponownie wtuliła sie we mnie.
(T.I): Nie rób tego.
K: Hymm?
(T.I): Nie litój sie nade mną. Daj mi przynajmniej mieć te minimum godności. Proszę.- nie odpowiedziałem nic tylko cmoknąłem ją w głowę. Trwaliśmy w ciszy. Brunetka wtuliła sie we mnie, a ja cały czas pocierałem dłonią jej plecy. Kilka minut później zasnęła, a ja na nią patrzyłem. Zmieniła sie od czasu kiedy ostatni raz ją widziałem. Schudła. Pewnie nic nie je. Zawsze jak się denerwuje nie może jeść. Złagodniała. Normalnie za takie słowa wyrzuciłaby mnie z domu, ale teraz nie walczy. Poddała sie. A ja byłem jej potrzebny, bo zawsze bała sie samotności. Jest też przemęczona, ale nigdy sie do tego nie przyzna. Pod oczami ma fioletowe cienie, ma też krótkie paznokcie choć zawsze nosiła długie. Zapewne łamią sie jej z braku witamin. Teraz gdy znów mi zaufała będzie inaczej. Już ja dopilnuje, żeby jadła i odpoczęła. Jestem za nią odpowiedzialny i nie pozwolę, żeby ktokolwiek ją skrzywdził.

*Perrie. Następny dzień*
 Była 18.00. Przygotowywałyśmy kolejny występ. Właśnie kończyła sie dziesięciominutowa przerwa. Ja i dziewczyny ustawiłyśmy sie na scenie. Georg, nasz choreograf, dawał nam wskazówki jak mamy lepiej wykonywać opracowany przez niego układ. Włączono muzykę i zaczęłyśmy. Wszystko szło dobrze do momentu, gdy nie wpadłam na Leigh.
G: Perrie czego nie pojmujesz?! Robisz krok, obrót, krok, krok i zamiana miejscami! Jeszcze raz, od nowa!
P: Staram sie ok?
G: Widocznie to za mało!
L: Daj jej spokój.
P: Pomyliłam się i tyle. Zacznijmy od nowa.- powiedziałam wstając. Ponownie w pomieszczeniu rozbrzmiała muzyka, a my zaczęłyśmy tańczyć. Minęło dwie godziny, a ten pieprzony układ nadal nam, a właściwie mi nie wychodził. Oczywiście Georg pastwił sie tylko nade mną.
G: Cholera jasna!
P: Nie mam już siły..- powiedziałaś siedząc na ziemi.
G: Perrie znów rozwaliłaś całą choreografię!
P: A nie wydaje ci sie, że taniec ma być tylko dodatkiem do śpiewania?
G: Może i ma być dodatkiem, ale co za trudność pojąć idiotyczny krok! Jeśli będziesz rzucał sie po scenie jak paralityk na pewno nie wygracie!
J: Georg przesadzasz.
G: Przesadzam? Ja przesadzam? Za 2 dni występ, a my jesteśmy w ciemnej dupie! A dlaczego zapytacie?! Bo wasza rzekoma liderka nie pojmuje jak wykonać synchronicznie dwa ruchy!
P: Świetnie! Ty stary narcystyczny dupku nie pojmujesz, że wypruwam sobie tu żyły! Robię wszystko, żeby było dobrze, a ty nie potrafisz tego docenić!
G: Nie poradzę nic na to, że ruszasz sie jak mucha w smole! Gdybyś zrzuciła kilka kilo zamiast wpieprzać cały czas słodycze lepiej byś sie ruszała! Jesteś liderką musisz wziąć sie w garść. Nie pojmujesz, że to nie wakacje?!
P: Pojmuję! Nie dasz mi nawet na chwile zapomnieć, że to ja mam największy zapierdol! Człowieku co ja ci zrobiłam? Czemu sie na mnie wyżywasz?
G: Twierdzisz, ze masz zapierdol? Skoro chciałaś odpocząć to trzeba było tu nie przychodzić. Z reszta nikt cie tu nie trzyma.- powiedział zawistnie, a ja spostrzegłam, że oczy wszystkich skierowane są na mnie. Milczała, ale nie trzeba było długo czekać a choreograf kontynuował swój monolog.
WŁĄCZ <KONIECZNIE>
G: Wiesz Perrie w show-biznesie są dwa typy artystów. Jedni to ci dobrzy odnoszący sukcesy, owiani chwałą. Drudzy zaś to skończeni kretyni, którym wydaje sie, że coś potrafią, a w rzeczywistości wystawiają na pośmiewisko siebie, własny zespół, a przede wszystkim mentora! Ty moja droga jesteś tym drugim typem artysty! Jesteś zerem, które bez nas nic nie osiągnie.- pogarda z jaką to mówił była wprost przygniatająca, jakby sie mną brzydził. Każde słowo wypowiadał wolno i dosadnie, bym czuła sie jeszcze gorzej. W pewnym momencie nie wytrzymałam. Coś we mnie pękło, po prostu wybiegłam stamtąd. W głowie miałam pełno myśli. Echem odbijały mi się słowa Georga "JESTEŚ ZEREM". I jeszcze zawód wymalowany na twarzach ludzi, którzy tam byli. Nikomu nie było mnie żal. Nikt nie stanął w mojej obronie. Nikt nie powiedział stop. Pewnie dlatego, że on miał racje. Do niczego w życiu nie doszłam. Nie mam nic. Czułam sie beznadziejna, bezsilna, jak nic nie warty śmieć. Z reszta słusznie. Na własne życzenie straciłam chłopaka, którego kocham, do tego nie dawałam sobie rady w X Factor. Jestem do dupy! Powinnam sie przyzwyczaić. Georg nie pierwszy raz zmieszał mnie z błotem. Za to pierwszy raz zabolało mnie to tak bardzo. Dobiegłszy do pokoju wyjęłam żyletkę schowaną z tyłu ramki ze zdjęciem moim i (T.I).Weszłam do łazienki i stanęłam nad umywalką. Ból jaki zadał mi kolejny raz Georg był nie do wytrzymania. Chciałam zapomnieć wszystko co powiedział. Chciałam wyzbyć sie bólu psychicznego, zamienić go na ból fizyczny. To wręcz komiczne jaka słaba jestem. Przecież obiecałam sobie, że już nigdy tego nie zrobię, ze już nigdy sie nie skrzywdzę. Jednak to było silniejsze ode mnie. Nie mogłam tego już dłużej wytrzymać. Nie miałam już siły, z tym walczyć. Z resztą dla kogo miałam walczyć? Dla Zayny? I tak go nie obchodzę. Dla (T.I)? Ona ma własne problemy. Dla siebie? Nie na to jestem za słaba. Musiałam sobie ulżyć. Chciałam na chwilę zapomnieć o tym 

wszystkim. Uwolnić się od problemów. Obróciłam żyletkę kilka razy w prawej dłoni, przyglądając sie jej. Następnie przyłożyłam ją sobie do lewego nadgarstka i mocno przydusiłam. Przejechałam nią po moim ciele, tworząc linię. Patrzyłam jak krew powolnie sączy się z mojej ręki, rozbijając sie o porcelanową strukturę umywalki. Ponownie przecięłam skórę i zaczęło działać. Kompletnie zapomniałam o wszystkim. Pierwszy raz od dłuższego czasu nie myślałam o niczym. Czułam sie wolna. To było fantastyczne uczucie. Chciałam więcej. Drugie cięcie przez to, że jestem beznadziejna, trzecie przez to, że nadal kocham Zayna, czwarte przez tego pieprzonego dupka Georga. Patrzyłam na zakrwawioną umywalkę, na mój nadgarstek, a w końcu na lustrzane odbicie. Widziałam w nim beznadziejną idiotkę zakochaną w chłopaku, którego rzuciłam. Gardziłam sobą. Nienawidzę sie za to do czego sie doprowadziłam. Nienawidzę sie za to jak bardzo sie stoczyłam, praktycznie dotknęłam dna. Przecież to ja zawsze byłam ta silna. To ja zawsze pocieszałam innych. To ja zawsze pomagałam wszystkim, choć miałam dość własnych kłopotów. A teraz nikt nie dla mnie ma czasu. Nikt nie chce mi pomóc, albo nikt nie może. Zastanawiałam sie nad tym przecinąjąc nadgarstek po raz piąty. Nie miałam juz siły. Rzuciłam żyletkę na podłogę i usiadłam. Czułam niesamowitą ulgę, beztroskie. Byłam szczęśliwa? Nie to złe określenie. Byłam pozornie szczęśliwa. Nagle drzwi od łazienki otworzyły sie. Cholera byłam pewna, że je zamknęłam!
J: Pezz coś ty zrobi
ła.- powiedział Jade łapiąc sie za głowę. Brunetka weszła do łazienki i przekręciła kluczyk, tym samym zamykając nas.
J: Pezz czemu to robisz?- kucn
ęła przede mną i wskazała na mój nadgarstek.
P: Nie potrafię inaczej. B
łagam nie mów nikomu. Jeśli wszyscy sie dowiedzą wywalą mnie z programu. Proszę cie. - powiedziałam zanosząc sie płaczem.
J: Nie powiem, a teraz uspok
ój sie.- powiedziała łagodnym głosem i zdjęła mi z głowy bandamkę. Następnie owinęła ją wokół zakrwawionych miejsc, tamując krwawienie.
J: Id
ź do pokoju, a ja tu posprzątam.- nie sprzeciwiałam sie jej lecz przed wyjściem chwyciłam żyletkę. W pokoju zobaczyłam dziewczyny siedzące na łóżku.
Le: Perrie..- powiedzia
ła przerażona Leigh zasłaniając dłonią usta. Podążając za wzrokiem dziewczyny spojrzałam na bluzkę. Była na niej krew. Nie czekając dłużej zdjęłam ja i wrzuciłam do kosza. Sekundę później założyłam czarną koszulką. Usiadłam na łóżku i milczałam. Żadna z dziewczynę też się nie odezwała.
J: Pezz powiedz czemu to robisz?- milcza
łam bardzo długo. Nagle Jade odezwała sie ponownie.
J: Nie mog
ę udawać, że wiem co czujesz, bo byłoby to kłamstwo. Jednak wiedz, że tu jestem i chcę ci pomóc. Mów co chcesz albo nie odzywaj się, ale pamiętaj, że nie pozwolę ci upaść.- analizował jej słowa. W głębi duszy chciałam je usłyszeć już dawno.
P: To mnie niszczy.- powiedziałam patrząc w przestrzeń.
Je: Ale co? Powiedz nam o co ci chodzi.
P: B
ól mnie niszczy. Nawet nie wiecie jak potwornie sie czuję. Nie mogę sie skupić. Cały czas myślę, o kolejnych występach, o mamie, o tym, że oddalam sie od (T.I), o moim byłym. Nie umiem zapomnieć o wielu rzeczach, o wielu osobach, na których mi zależy. Na dodatek wszyscy czegoś ode mnie wymagają, a nikogo nie obchodzi, co ja czuję.  Dlatego to robię. To moja jedyna ucieczka od tego co mnie rani. Od rzeczywistości.- rozpłakałam sie, a chwilę później poczułam, że dziewczyny przytulają mnie mocno. Czułam ciepło każdej z nich.
J: Powinna
ś powiedzieć nam wcześniej?
Je: Przecie
ż byśmy zrozumiały.
Le: Pomo
żemy ci przez to wszystko przejść.- mówiły na przemian.
J: Pamiętaj, ze jeste
ś naszą przyjaciółką i kochamy cie.- dodała, a reszta moich towarzyszek przytaknęła. Nagle poczułam przyjemny przypływ ciepła. Rozlewał sie on po całym moim ciele, a uśmiech automatycznie wcisnął się na moje usta. Czy to radość? Tak z pewnością.
P: Powiecie jurorom?- zapyta
łam z obawą, bawiąc sie dłońmi, gdy Jesy i Leigh zajęły miejsca naprzeciwko mnie, a Jade trzymała mnie za rękę.
Je: Nie pod warunkiem,
że oddasz nam żyletkę i nigdy więcej sie nie okaleczysz. To jak umowa?
P: Umowa.- odpar
łam i oddałam ostry przedmiot, który trzymałam w ręku. Potem opowiedziałam dziewczynom moją historię. Od związku z Zaynem, przez prochy, do cięcia. Jesy podsumowała.
Je: Perrie my chcemy ci pom
óc. Pozwól nam to zrobić i pamiętaj, że jeśli masz problem możesz wypłakać się na moim ramieniu, a jeśli trzeba komuś przywalić to służę pomocą.- wszystkie zaśmiałyśmy się na słowa czerwonowłosej. Wszystko co mówiły dziewczyny było piękne. Im naprawdę na mnie zależało.
P: Ale to nie jest takie
łatwe. Nie łatwo zmienić swoje "nawyki".
Le: Wszystko si
ę zmienię, ale jedno pozostanie prawdą. Zrozum. Zawsze będziemy czymś więcej, niż tylko zespołem, będziemy przyjaciółkami.
P: Dzi
ękuję, ze dajecie mi nadzieje, ale nie wiem czy dam radę.
Je: Dziewczyno! Je
śli ty nie dasz rady to kto?! Wytrzymałaś tu już tak długo, wytrzymasz wszystko. Sama podbiłaś świat, zrobiłaś to na własną rękę. Teraz zrobimy to razem.
J: B
ądź kim tylko chcesz. Zawsze trzymaj głowę wysoko i nie pozwól takim kretynom jak Georg sobą pomiatać. Jesteś śliczna, masz ogromny talent i potencjał, pamiętaj o tym. A no i nie zapomnij, że już nie pozwolę ci upaść.
P:
Wiecie.. Nigdy nie sądziłam, że zajdę, aż tak daleko, ale wiem też, że bez waszej pomocy, by mnie tu nie było. Dziękuję dziewczyny. Za to, ze jesteście. Moja mam zawsze mówiła, że na naszej drodze  spotykamy odpowiednich ludzi w odpowiednim czasie. To szczera prawda, bo jesteście osobami, których teraz potrzebuję. Dziękuję.


Nowy rozdział ;)
Po pierwsze bardzo, ale to bardzo przepraszam Was za to, że tak dawno nic nie dodałam.
To wszystko przez to, że po raz kolejny mam kłopoty z internetem..
Jeszcze raz bardzo przepraszam.
Co do samego rozdziału to jak dla mnie jest jest całkiem dobry ;p
Najbardziej podoba mi się perspektywa Perrie *.*
Ciekawa jestem co wy o tym sądzicie? xdd
Dziękuję za komentarze pod poprzednim postem i błagam komentujcie to <3
A co do tego to jeśli nie będziecie komentować zakończę bloga.
Na prawdę nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem. :/
No cóż. Wszystko zależy od was ;)
Na koniec chciałam wam złożyć nieco spóźnione życzenia świąteczne ;p
Życzę wam spełnienia marzeń i żeby wszystko waszym życiu układało cie po waszej myśli ;3
Tym którzy mają własne blogi życzę wen i popularności ;*
Pozdrawiam Mell ;D

środa, 18 grudnia 2013

39. I really love her

*Kyle*
Minęło sporo czasu od kiedy widziałem (T.I) ostatni raz. Szedłem korytarzem zaczytany w swoje notatki, gdy kogoś trąciłem. Podniosłem wzrok i napotkałem jej brązowe tęczówki.
K: Cześć. Dawno sie nie widzieliśmy, może umówimy sie na kawę?
(T.I): Nie sądzę, żeby to był najlepszy pomysł.- odparła i ruszyła przed siebie.
K: Zaczekaj. Porozmawiajmy.- rzekłem i chwyciłem ją za ramie. Dziewczyna wahała sie, ale w końcu przystanę i z dezaprobatą na twarzy patrzyła na mnie.
K: (T.I) ja przepraszam cię za to co sie stało. Naprawdę nie chciałem żebyście przeze mnie sie rozstawali.
(T.I): Co ty nie powiesz?!
K: No wybacz, ale ja cię nie zmuszałem. Sama tego chciałaś.- powiedziałem obronnie, a rysy twarzy dziewczyny natychmiastowo złagodniały i przerodziły się w skruchę.
(T.I): Wiem.. I to jest najgorsze..- odparła, a w jej oczach zamajaczyły łzy. Dziewczyna oddychała głęboko, a po chwili dodała.
(T.I): Kyle, wybacz mi, ale to koniec.
K: Czekaj! Jak to..? Ty ze mną zrywasz? Nie możesz! My nawet parą nie jesteśmy!
(T.I): Żegnaj Kyle.- odparła i odbiegła. Ja stałem i nie byłem w stanie nic zrobić. Nie mogłem jej zatrzymać, coś nie pozwalało mi sie ruszyć. Czemu ja znów wszystko spierdoliłem?! Straciłem ją raz na zawsze. Z resztą co ja sobie wyobrażałem?! Myślałem, że będziemy razem, że w końcu będę szczęśliwy..?! Jestem idiotą. Miałem tak wiele. Jej przyjaźń, zaufanie, a teraz nie mam nic. Nigdy nie powinienem był mówić jej, że ją kocham. Nigdy nie powinienem był jej pocałować, a już na pewno nie miałem prawa uprawiać z nią seksu. Może wtedy wszystko byłoby dobrze. Przecież nie mogę od niej wymagać, żeby mnie kochała. Szkoda tylko, że ja tak bardzo ją kocham.



*Louis.*
Była 18.00 i wszystko było gotowe. Została mi tylko jedna rzecz do zrobienia. Zadzwoniłem do mojej dziewczyny.
E: Cześć Louis.
Ls: Cześć skarbie.
E: Co tam?
Ls: Daj się wyciągnąć dziś na kolację.
E: Louis przecież wiesz, że ma dużo nauki. Nie możemy tego przełożyć?
Ls: El.. Sesje masz za 2 dni, a od tygodnia siedzisz w książkach, musisz odpocząć.
E: Sama nie wiem..
Ls: Proszę cie Skarbie.
E: No dobra.
Ls: Bądź gotowa o 20.00 i załóż coś eleganckiego i seksownego.
E: Louis, co ty kombinujesz?
Ls: Do 20.00 Skarbie.- odparłem i rozłączyłem sie. Powiem szczerze, że odetchnąłem z ulgą, gdy sie zgodziła. Miałem jeszcze godzinę, więc postanowiłem wziąć prysznic i ogarnąć sie. Gdy wybiła 19.00 ruszyłem do domu mojej wybranki. Dziewczyna otworzyła mi, a mnie zatkało. Łapczywie wciągnąłem powietrze i wydukałem.
Ls: Eleanor...
Wyglądasz
cudnie.
E: Dziękuję .- odparła, a ja pocałowałem ją w usta.
Ls: Gotowa?
E: Tylko wezmę torebkę.- odpowiedziała. Chwilę potem pomogłem założyć jej płaszcz. Następnie zamknęliśmy mieszkanie i poszliśmy do samochodu. W aucie leciała cicha muzyka. Eleanor nie odrywała wzroku od szyby. Po 20 minutach dojechaliśmy do restauracji. Wysiadłem z auta i szybko je obiegłem, by pomóc wyjść moje kobiecie.
E: The Chancery*?
Ls: Tak Skarbie.- odparłem i cmoknąłem ją w usta. Później splotłem nasze dłonie i weszliśmy do budynku. Podszedłem do mężczyzny z obsługi i powiedziałem.
Ls: Rezerwacja na nazwisko Tomilnson.
O: A tak. Stolik dla dwojga. Proszę za mną.- odparł i skierował sie do stolika w rogu sali. Doszedłszy na miejsce odsunąłem mojej piękności krzesło, a sam zająłem miejsce po drugiej stronie stolika. Niedługo po tym pojawił sie kelner.
Kr: Co dla państwa?
Ls: Kochanie?
E: Yyy.. Tartaletki ze szpinakiem i mozzarellą.
Ls: Dla mnie to samo.
Kr: Coś do picia?
Ls: Białe wino dla pani, a dla mnie wodę.- odpowiedziałem, a mężczyzna odszedł.
E: Louis..
Ls: Hymm?
E: Z jakiej to okazji?
Ls: Dziś nasza sześciomiesięcznica.- odparłem z uśmiechem na ustach.


E: O Boże! Na śmierć o tym zapomniałam. Przepraszam.
Ls: Nic sie nie stało. Dla mnie prezentem jest twój uśmiech Skarbie.- rzekłem, a El zarumieniła sie. Wyglądała przesłodko rumieniąc sie. Kochałem w niej tę niewinność, niczym u anioła. Louis, ogarnij sie, bo zaraz odpłyniesz. Uspokajałem sie w duchu. Następnie kelner przyniósł nam zamówienie i zaczęliśmy jeść. Muszę przyznać było naprawdę miło, ale wszystko sie kończy. Gdy już wychodziliśmy szybko zapłaciłem rachunek i wróciłem do El.
E: To gdzie teraz jedziemy?
Ls: Niespodzianka.
E: Louis..- powiedziała i zrobiła najsłodszą minę na świecie.
Ls: Nic ci nie powiem.- odparłem i cmoknąłem ją w usta, a ona niespodziewanie pogłębiła pocałunek.
E: Powiedz.- wymruczała w moje usta. Lubiła takie gierki, ale nie tym razem.
Ls: Niee..- odparłem, a ona w tej samej chwili oderwała sie ode mnie z oburzoną miną. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy. El nie odzywała sie do mnie. Korzystając z tego, że miałem czerwone światło odwróciłem sie do niej i przejechałem ręka po jej udzie. Brunetka szybko odepchnęła mnie, a ja powtórzyłem ruch tym razem wsadzając rękę pod brzeg jej spódnicy.
E: Louis!- odparła zmieszana, czego następstwem był rumieniec. Jak ja uwielbiam jak ona sie rumieni.
Ls: No co?- nie odezwała sie, a po chwili na jej usta wkradł sie uśmiech. Chwyciłem ją delikatnie za podbródek i przyciągnąłem do siebie. Po sekundzie złączyłem nasze wargi i zatraciłem sie bez końca.
E: Louis..- wycedziła.
Ls: Co?
E: Zielone..- zaśmiała sie, a ja zorientowałem sie, że wszyscy na nas trąbią. Nie zwlekając dłużej ruszyłem, a chwilę potem byliśmy juz w starym parku.
Wysiadłszy z samochodu udaliśmy sie w stronę parkowej bramy. Była ona ogromna i stara. Jakby skrywała jakąś tajemnicę. Tomilnson co się z tobą dzieje?! Na rozczulanie cie zebrał?! Skarciłem sie w myślach i spojrzałem na moja piękną towarzyszkę. Była przestraszona?
Ls: Coś nie tak Skarbie?
E: Musimy chodzić po starym parku i to w nocy?
Ls: To tylko park Skarbie.- odparłem, cmoknąłem ją w policzek i objąłem w tali przyciągając do siebie. Szliśmy alejką i jedyne światło dawał Księżyc. Gdy zauważyłem, że zbliżamy się w odpowiednie miejsce powiedziałem.
Ls: Skarbie. Zamknij oczy i tu zaczekaj.

E: Pogięło cie! Nie dość, że chcesz mnie tu zostawić to jeszcze mam zamknąć oczy?! Nie ma takiej opcji.
Ls: El nie dramatyzuj. Daj mi pięć minut i po ciebie wrócę.
E: Niech ci będzie, ale jak coś mi sie stanie to mój duch będzie cie straszył.- pokręciłem głową z dezaprobatą, upewniłem sie, że dziewczyna zamknęła oczy i pobiegłem w krzaki jakkolwiek to brzmi.



*Elenaor*
Stałam z zamkniętymi oczami, gdy nagle usłyszałam, że coś się rusza w krzakach. Mój chłopak to totalny idiota! Przerażona otworzyłam oczy i zaczęłam uciekać. Nagle wpadłam na coś twardego.
Ls: El spokojnie.
E: Louis!- odparłam i odsunęłam sie od niego.
E: Jesteś kretynem! Mało co zawału nie dostałam! Nigdy więcej nie zgodzę sie na twoje niespodzianki!
Ls: Skarbie nie krzycz.- odparł i cmoknął mnie w nos. To takie urocze.
Ls: Teraz zamknij oczy.
E: Lou..
Ls: El..- zamknęłam oczy i zostałam uniesiona do góry. Szliśmy chwile, gdy nagle Lou postawił mnie i powiedział.
Ls: Otwórz oczy.- zrobiłam co mi kazał, a moim oczom ukazał sie cudowny widok. Stałam przed drzewem, na którym rozwieszone były białe światełka. Gdy się zbliżyłam zobaczyłam, że na każdej gałązce powieszone są czereśnie.
E: Czy ty oszalałeś?- zaśmiałam sie.
Ls: Tak. Z miłości do ciebie!- odrzekł przyciągając mnie do siebie, by następnie złożyć soczystego całusa na moich ustach. Sekundę później podeszłam do drzewka i zjadłam kilka owoców.
Ls: El..- odwróciłam sie do chłopaka i zobaczyłam go klęczącego.
Ls: Eleanor Calder czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną już na wieki?- zapytał ,a w jego oczach była jedynie niepewność. A ja? Ja czułam coś niesamowitego. Stuprocentową pewność, że chcę spędzić z Louisem resztę dni.


El: Tak.- odpowiedziała, a on poderwał sie na równe nogi i podniósł mnie do góry, kręcąc sie kilkakrotnie wokół własnej osi. Gdy postawił mnie na ziemię włożył na mój palec pierścionek, który był piękny. Nie czekając dłużej wpił sie w moje usta, co ja ochoczo odwzajemniłam. Na chwilę oderwałam sie od niego, popatrzyłam mu w oczy i powiedziałam
E: Wytrzymasz ze mną całą wieczność?
Ls: Wieczność to dopiero początek.
E: Czyżby Zmierzch?
Ls: Obiecałem, że obejrzę ten melodramat.- zaśmialiśmy sie.
Ls: Kocham cie Eleanor.
E: Też cie kocham Skarbie.- odpowiedziałam, chłopak ponownie złączył nasze usta w pocałunku.



*Harry. Następny dzień*
Minęły dwa tygodnie odkąd rozstałem sie z (T.I). Na początku byłem wkurwiony. Czułem sie oszukany, zdradzony, miałem żal, do niej, do Nialla, który widział jak ona całowała sie z Kylem. Nie tęskniłem za (T.I). Byłe obojętny. Żyłem normalnie. Jeśli tak można nazwać upijanie się do nieprzytomności i uprawianie seksu z przypadkowo poznanymi dziewczynami. Teraz rozumiem czemu Zayn sie tak zachowywał. Takie życie daje poczucie pozornego szczęścia, zadowolenia. Jest przyjemne dopóki nie trzeba zmierzyć sie z rzeczywistością. Dopóki, ktoś z bliskich nie powie cie, że sie staczasz, że musisz przestać i wtedy wszystko sie zmieniło. Wtedy dotarło do mnie co naprawdę sie liczy. Teraz jestem przybity i smutny, a moje serce przepełnia nieskończona rozpacz. Chłopcy co dzień próbują wyciągnąć mnie na miasto, ale ja nie mam na to ochoty. Jedyne co chce robić to siedzieć w domu w dresie i mieć na wszystko wyjebane. Prawie mi się udało. Niestety Paul zagonił mnie do studia. Co dzień, gdy już wrócę, siadam w sypialni i patrzę na potłuczoną ramkę z naszym zdjęciem. Posrało mnie tak bardzo, że nawet złożyłem ją idealnie. Nagle usłyszałem pukanie. Czy oni nie mogą sie ode mnie w końcu odpieprzyć?! Usiadłem na łóżku, przetarłem zmęczone oczy i pozwoliłem Louisowi wejść.
Ls: Harry dość siedzenia w tej dziurze. Musisz wyjść, zabawić sie. Chodź z nami na piwo.
H: Ale ja nie chcę.. Daj mi spokój.- niebieskooki westchnął głęboko i usiadł obok mnie.
H: Co tam u El?
Ls: Ma spinę przed sesją.. W ogóle nie ma dla mnie czasu.
H: Po zaliczeniu na pewno ci to wynagrodzi.- zaśmialiśmy sie.
Ls: Jasne.. To idziesz z nami czy nie?
H: Nie.- odparłem oschle, a chłopak ruszył do wyjścia. Gdy w ostatniej chwili go zawołałem.
H: Louis..- zacząłem niepewnie.
Ls: No co?
H: (T.I) kontaktowała sie z Eleanor?
Ls: Stary, przykro mi, ale nie..- odparł, po czym wyszedł, a ja położyłem się na łóżku. Może to głupie, ale cały czas zastanawiam sie co u (T.I)? Od rozstania widziałem ją tylko raz.


Ja i chłopcy siedzieliśmy w domu. Usłyszałem pukanie, otworzyłem i w drzwiach zobaczyłem ją. Dziewczyna była piękna jak zawsze, choć na jej twarzy malowało się zmęczenie. Miała lekko podkrążone oczy, a same tęczówki nie były już takie jak kiedyś. Były bez życia, a te iskierki radości, które w nich skakały gdzieś zniknęły. Chwilę potem dziewczyna zapytała czy może zabrać rzeczy, a ja bez słowa przesunąłem sie i ją wpuściłem. Mijając mnie dziewczyna na kilka sekund nawiązała ze mną kontakt wzrokowy, by na końcu posłać mi przepraszające spojrzenie. Niepewnie przekroczyła próg, a ja w tamtej chwil gardziłem jej osobą. Pół godziny później starała sie zejść na góry z trzema pudłami na raz. Widocznie sobie nie radziła, a ja po prostu na to patrzyłem i muszę przyznać, że cieszyło mnie to. Potem Zayn pomógł jej zanieść je do taksówki, a ona już miała wychodzić, gdy podszedł do niej Liam i ją uścisnął. Gdy to zobaczyłem, aż się we mnie zagotowało, jak on mógł być po jej stronie?! Nagle moją uwagę przykuł nadgarstek dziewczyny. Miała na nim pełno siniaków. I wtedy zacząłem sie o nią martwić, bo chyba naprawdę ja kocham.

A teraz? Teraz dałbym wszystko, żeby znów ją zobaczyć. Niestety nie daje o sobie znaku życia. Eleanor wiele razy próbował do niej dzwonić. To nic nie dało, nigdy nie odebrała. Usunęła też Twitter, a nawet przeniosła sie na studia zaoczne. Nie wiemy gdzie mieszka, gdzie pracuje. Jakby zapadła się pod ziemie. Jakby nigdy nie istniała, a to co nas łączyło było tylko ulotnym złudzeniem.

 

*The Chancery- jedna z najdroższych restauracji w Londynie.


Nowy rozdział i wiele się w nim zmienia i wyjaśnia ;)
Zaręczyny Lou i El to coś na max niespodziewanego co? xdd
W każdym razie ciekawi mnie co o tym myślicie?
A wg jesteście Larry czy Elounor Shipper? ;p
Co do najlepszej części według mnie myślę, że jest to perspektywa Hazz ;D
Dziękuję za komentarze pod poprzednim postem i proszę o oponie o tym wyżej ;*
Do nexta <3