*Ty*
Było wtorkowe popołudnie, więc najwyższy czas, żeby szykować się na spotkanie z Kylem. Poszłaś do łazienki i wzięłaś prysznic. Następnie założyłaś to i czarne baleriny, zrobiłaś delikatny makijaż i upięłaś włosy w wysokiego kucyka. Była 16.45 zatem miałaś jeszcze chwilę. Zeszłaś na dół i weszłaś do salonu, gdzie siedział Hazza. Podeszłaś do chłopaka i rzekłaś.
(T.I): Idę spotkać się z Kylem i nie powinnam wrócić późno.
H: Ok, idź. Tylko..
(T.I): Tylko co?
H: Tylko bądź ostrożna.
(T.I): Harry o co ci chodzi? Nie ufasz mi?
H: Oczywiście, że ci ufam. To jemu nie ufam.. - wskazał na podjeżdżającego po dom Kyle.- westchnęłaś tylko, pocałowałaś chłopaka w usta i wybiegłaś z domu. Przed brama zobaczyłaś chłopak na motorze, a właściwie na ścigaczu. Niebieskooki ubrany był w czarne spodnie, białą koszulkę i czarna skórę. Podszedłszy do czarnowłosego przytuliłaś go na powitanie i dodałaś.
(T.I): To gdzie jedziemy?
K: Zobaczysz, a teraz wsiadaj.- wykonałaś prośbę chłopaka i kilka sekund później ruszyliście. Początkowo trochę się bałaś takiej zawrotnej prędkości, ale koniec końców zaczęło ci się to podobać. Dotarłszy do jakiejś kafejki, Kyle pomógł ci zejść ze ścigacza. Następnie weszliście do restauracji, a ty od razu ją poznałaś.
(T.I): Pamiętałeś..?- rzekłaś z zachwytem.
K: Jasne, przecież nie mógłbym zapomnieć kawiarni, w której spotkaliśmy się pierwszy raz.- tak to się zgadza. W czasie, gdy to mówił przed oczami stanął ci obraz - Szesnastolatka wybiegająca z restauracji, która wpadła na zabójczo przystojnego chłopaka. Oczywiście dziewczyna upadając musiał skręcić sobie kostkę, ale może to i lepiej, bo dzięki temu poznała tego NIEBIESKOOKIEGO. Chłopak pomógł jej ale spotkali się, aż w następnym miesiąc, gdy ona miała kłopoty. Szatyn znów okazał swoja pomoc. Dziewczyna wiedziała, ze nie należy on do grzecznych, ale skoro ją uratował Nie mógł być taki zły. Po tym niemiłym incydencie on dowiedział ja codziennie. Z czasem nawet zaczęła z nim rozmawiać, aż w końcu przerodziło się to we wspaniałą więź. Niestety.. – z zamyślenia wyrwał cię głos towarzysza. Szybko otrząsnęłaś się i zajęłaś miejsce przy stoliku. Podszedł do was kelner i zamówiliście ciasto i gorącą czekoladę, jak w dzień waszego pierwszego spotkania.
(T.I): Co będziesz studiował?
K: Marketing i zarządzanie, a ty pewnie prawo?
(T.I): Tak. A właściwie czemu wziąłeś się za te studia? Zawsze twierdziłeś, że ci niepotrzebne..
K: Niby tak, ale każdy musi kiedyś dorosnąć, no nie? Pomyślałem, ze i na mnie czas.
(T.I): No proszę, proszę czyli jednak wygrałam zakład.
K: Jaki?
(T.I): Założyliśmy się, że i tak kiedyś pójdziesz na studia.
K: Pamiętam. I z tego co sobie przypominam nagrodą miało być codzienne podrzucanie do szkoły.
(T.I): Tak, więc wraz z pierwszym września będę odbierać moją nagrodę.
K: Dobrze, ale jeździmy ścigaczem.
(T.I): Mam nadzieję.- odparłaś i zadziornie się uśmiechnęłaś na co chłopak odpowiedział tym samym. Chwilę później Kyle zapytał.
K: A jak tam fotografowanie? Kiedy ostatnio cię widziałem, bez aparatu się nigdzie nie ruszałaś.
(T.I): Dawno nie robiłam zdjęć. Właściwie odkąd wyjechałeś nie miałam aparatu w ręku.
K: A to błąd, bo masz talent do pstrykania fotek (T.N).- uśmiechną się, a ty w myślach przyznałaś mu rację. Przez resztę spotkania rozmawialiście wspominając stare czasy, śmialiście się przy tym co niemiara. On był zupełnie taki jak kiedyś. Nie zmienił się w ogóle. To wciąż był ten sam Kyle. Twój Kyle. Zabawny, ale arogancki, męski, a za razem subtelny i delikatny. I co najważniejsze wciąż łączyło was tak wiele. Nadal byłaś pewna, że możesz powierzyć mu każdy swój sekret i zwierzyć mu się ze wszystkiego. Mimo, że wielu ludzi uważało go za zły charakter, on w głębi duszy był dobry i tobie dwa lata temu udało się to odkryć. Choć sprawiał on wrażenie niedostępnego i wyniosłego, naprawdę był zagubiony. Mimo, że dzieliło was trzy lata różnicy dogadywaliście się jak rówieśnicy i teraz też tak jest. Spędzaliście dziś cudownie czas, niestety jak na wszystko przyszedł koniec. Czarnowłosy właśnie odprowadzał cię do furtki, gdy w końcu zebrałaś się na odwagę i zadałaś dręczące cię przez ponad rok pytanie.
(T.I): Dlaczego mnie wtedy zostawiłeś?- chłopak spoważniał, przełknął ślinę i odparł.
K: Ja po prostu musiałem wyjechać..
(T.I): Właśnie, po prostu wyjechałeś! Bez pożegnania, bez jakiegokolwiek wyjaśnienia. A ja? Przez rok, dzień w dzień zadawałam sobie pytanie „Czemu wjechałeś”, „Co się z tobą dzieje”? Nawet nie napisałeś głupiego sms! Mimo tego, że ja wysłałam ci ich chyba milion. Myślałam, że jako twoja przyjaciółka zasługuje na jakąś wiadomość!- szloch uniósł twoja klatkę piersiową, a po chwili dodałaś- Wiesz co było najgorsze?! To, że cały ten czas łudziłam się, że wrócisz, że wyjechałeś tylko na chwilę, że gdy następnego dnia wejdę do naszej kawiarni zobaczę ciebie. Ale nie! Nigdy to nie nastąpiło i teraz, gdy już zrozumiała, że więcej cię nie spotkam, pojawiasz się ty. Jak gdyby nigdy nic! Nie mam ci tego za złe, bo oboje wiemy, że tęskniłam i cieszę się, że jesteś, ale błagam wyjaśni mi czemu wtedy wyjechałeś? Czy to tak wiele?- powiedziałaś, a twoje oczy zaszkliły się. Niebieskooki patrzył na ciebie i wydusił z siebie.
K: Wyjechałem, bo musiałem uporządkować rodzinne sprawy.- patrzył ci w oczy i czekał na twoja reakcję. Po chwili odparłaś.
(T.I): Mogłeś napisać..
K: Wiem, wybacz mi to, proszę. Wtedy myślałem, że tak będzie lepiej, ale teraz.. Teraz wiem, że to był błąd.
(T.I): Ogromny..- rzekłaś i wtuliłaś się w chłopaka. Trwaliście w tym uścisku chwilę, a potem Kyle zniknął za zakrętem. Ty zanim weszłaś do domu sprawdziłaś czy makijaż ci się nie rozmazał, bo nie chciałaś tłumaczyć co się stało. Na szczęście wyglądałaś dobrze, miałaś tylko lekko czerwone oczy. Wzięłaś głęboki wdech i weszłaś do środka. Udałaś się do kuchni, gdzie zastałaś gotującego coś Harrego.
(T.I): Co tak pięknie pachnie?- powiedziałaś pogodnie.
H: Lassage.- odparł odwracając się do ciebie z uśmiechem na ustach.
(T.I): Nie mogę się doczekać, żeby jej spróbować.- odparłaś i cmoknęłaś go w policzek, na co on uśmiechnął się ponownie. Ty zajęłaś miejsce na blacie obok niego, a on zapytał.
H: Jak było z Kylem?
(T.I): Cudnie. On nic się nie zmienił. Jest taki kochany jak kiedyś. Świetnie było powspominać stare czasy.
H: Cieszę się, że wypad się udał..- odrzekł i spochmurniał. Po czym wystawił danie z piekarnika i z impetem postawił je na stole.
(T.I): Powiesz o co ci chodzi? -odpowiedziała ci cisza. Harry odwrócił się tyłem do ciebie, ty jednak nie rezygnowałaś i brnęłaś dalej.- Jesteś zazdrosny?
H: Po prostu nie lubię się tobą dzielić..
(T.I): Czyli teraz jestem twoja własnością?!
H: Nie, ale jest ci bliski.. Chyba nawet bardziej niż ja..
(T.I): Louis też jest mi bliski i o niego jakoś nie masz pretensji.
H: Bo to Louis! On jest moim przyjacielem i ufam mu.
(T.I): A ja ufam Kylowi. Zrozum to, on jest tylko moim przyjacielem. Nic więcej nas nie łączy. Przyznam jest przystojny, ale mnie nie pociąga. Więc nie masz się czego obawiać, no chyba, że mi nie ufasz..
H: Już ci mówiłem, że ci ufam.
(T.I): To przestań zaczynać te bezsensowne kłótnie.- rzekłaś i cmoknęłaś go w ramię.
Następnie chłopak odsunął ci krzesło i zasiedliście do stołu. O dziwo w domu byłaś tylko ty, Hazza i Liam. No tak przecież Lou i Eleonor pojechali na Karaiby, Elena i Zayn są u niej i pewnie przygotowują się do występu, a Niall pojechał do rodziny.
(T.I): Gdzie Daniell?
Li: Ma dziś próby do późna.
(T.I): A jakie mamy plany na wieczór?
H: Może seans filmowy w salonie?
Li: Popieram.
(T.I): W takim razie co oglądam?
Li: Wszystkie części Piratów z Karaibów?
H&(T.I): Ok.- ty postanowiłaś pozmywać po kolacji, Harry miał zrobić popcorn, a Liaś przygotować filmy. Gdy wszystko było gotowe ty z zielonookim rozsiedliście się na dużej sofie, a Li zajął mniejszą. Siedziałaś wtulona w Hazzę, który mocno przyciskał cie do siebie. Jakby był się, że gdzieś mu uciekniesz. Ty nawet nie miałaś takiego zamiaru. Co więcej mogłabyś wtulona w Harrego spędzić wieczność, bo jedynym co było ci do szczęścia potrzebne był on. Oglądaliście filmy do 1.00 w nocy. Potem Harold zaniósł cię na górę i ułożył na łóżku. Sekundę później sam zajął miejsce obok ciebie i objął cię ramieniem. Wtulona w chłopka zasnęłaś.
Nowy rozdział xd
Jak dla mnie ujdzie ;)
Dowiedzieliście się trochę o przeszłości (T.I) ;p
Jestem ciekawa co o powyższym myślicie? ;3
Dziękuje za komentarz pod poprzednim postem <333
A co do następnego to będzie pod koniec tygodnia.
Bardzo przepraszam was, że tak późno, ale mam coś na swoją obronę :>
Sprawa wygląda tak..
Ja piszę to opowiadanie od dawna i jak dotychczas miałam spory zapas rozdziałów xd
Niestety teraz zmniejszył się on do 5 i musze nadrobić tygodnie braku weny :/
Przez ten tydzień i weekend napiszę kilka rozdziałów i będę miała spory zapasik ;p
Jak niektóre z was wiedzą mam <puki co> przypływ chęci do pracy, wiec życzcie mi powodzenia ;D
Jeszcze raz bardzo was przepraszam ;*
I do nexta ;d
poniedziałek, 7 października 2013
czwartek, 3 października 2013
22.The real me
Dzisiejszy rozdział dedykuje..
<Fanfary>
Elizabeth. x
Wiele ci zawdzięczam ;)Ten rozdział jest jak dla mnie super, zupełnie jak ty ;*
Kc <333
Obudziłaś się o 7.00 wtulona w Louisa?! Przetarłaś zaspane oczy i zauważyłaś, że jesteście w salonie sami, a ty na dodatek nie miałaś na sobie nic prócz bielizny. Obudziłaś chłopaka i niepewnie zapytałaś.
(T.I): Ej.. czy my wczoraj..? Dlaczego jesteśmy tu sami i czemu mam na sobie tylko bieliznę?
Ls: Kochanie nawet gdybym chciał to bym nie mógł cię przelecieć. Hazz pilnował cię jak oczka w głowie. – po tych słowach spadł ci kamień z serca, a BooBear kontynuował- I jesteśmy tu sami, bo wymiotowałaś w nocy, a Harolda nie dało się dobudzić, więc ja siedziałem tu z tobą. A to, że jesteś pół naga to nie moja sprawka, taką zastałem cię tu o 4.00.
(T.I): Dzięki, że mnie pilnowałeś.- rzekłaś i cmoknęłaś go w policzek, po czym poszłaś na górę i ubrałaś się w dresowe krótkie spodenki i czarną bokserkę. Nie miałaś ochoty na nic, bo głowa bolała cię niemiłosiernie. A wczoraj nawet dużo nie wypiłaś po prostu masz słabą głowę do picia. Walnęłaś się na łóżku i zasnęłaś.
Spałaś, gdy nagle poczułaś, że ktoś całuje cię po szyi. Leniwie odwróciłaś się, a Harry złączył wasze usta w namiętnym pocałunku. Chwilę później chłopak oznajmił ci.
H: Musimy iść dziś na wywiad do jednego z wieczornych talk show.
(T.I): Ok. Ja zostanę z dziewczynami.
H: Ale ty musisz iść z nami, bo musimy sprostować tę sprawę z tym, że cię biję i ogólnie jesteś zaproszona.
(T.I): A dziewczyny idą?
H: Nie tylko ty.
(T.I): Niech będzie, a o której mamy tam być?
H: O 19.00
(T.I): Ok. A teraz wybacz, ale idę spać.
H: Raczej nie, bo została ci godzina, żeby się uszykować.- westchnęłaś tylko i leniwie poczłapałaś do łazienki. Wzięłaś prysznic, umyłaś włosy, a następnie je wysuszyłaś. Weszłaś do waszej sypialni i stanęłaś przed szafą. Klika sekund później uświadomiłaś sobie, że kompletnie nie wiesz w co masz się ubrać. Siedziałaś przed szafą jakieś 15 minut gdy do pokoju wszedł Harry.
H: Nad czym myślisz?
(T.I): Nie wiem w co się ubrać..- chłopak bez słowa zbliżył się do twoich ubrań i wyciągnął to. W sumie ten komplet nawet ci się podobał. Poszłaś do łazienki i szybko ubrałaś przygotowane rzeczy. Następnie podkreśliłaś oczy eyelinerem i tuszem, a usta lekko różowym błyszczykiem. Włosy wyprostowałaś i w zasadzie byłaś gotowa. Zeszłaś na dół, gdzie już na ciebie czekali. Szybko wyszliście z domu i udaliście się do studia nagraniowego. Na miejscu pierwszą osobą, która was złapała był Paul.
P: No nareszcie. A wiec tak dziennikarz na pewno zapyta o artykuł, wiec co mu powiecie..?
(T.I): Że pobił mnie manager chłopców..- rzuciłaś sarkastycznie, a Paul posłał ci zabójcze spojrzenie.
Li: Paul spokojnie. Coś wymyślimy.
P: Niech wam będzie, a teraz migiem do charakteryzatorni.- zrobiliście co kazał i kilka minut później weszliście do studia. Zajęliście miejsce na wielkiej kanapie. Usiadłaś między Louisem, a Harrym (chłopak cały czas trzymał cię za ręką) dalej siedział Zayn, Liami i Niall. Po krótkim czasie zobaczyliście prowadzącego. Mężczyzna przywitał się z wami i przystąpiliście do audycji na żywo. Dziennikarz powitał widownie i telewidzów, po czym wrócił do was i wywiad się zaczął. Najpierw były pytania odnośnie nowej płyty chłopaków i rzeczy z tym związanych. W końcu prowadzący zadał pytanie.
Dz: (T.I) stresujesz się? To twój pierwszy wywiad przed kamerami i to na żywo?
(T.I): Oczywiście jakaś trema zawsze jest, ale nie stresuje mnie to tak bardzo. Aczkolwiek uważam, że nie powinno mnie tu być. Nie chcę być sławna, bo mój chłopak jest gwiazdą. On i chłopcy ciężko sobie na to zapracowali, a ja nie powinnam mieć w ich popularności żadnego udziału.
Dz: A jak radzisz sobie ze sławą swojego chłopaka, z jego fanami?
(T.I): Wiem, że chłopcy nie byliby sobą, gdyby nie spotykali się z fanami. Mi nie przeszkadza to, że gdy idziemy gdzieś razem, ktoś prosi o autograf czy zdjęcie. Uważam, że to wręcz urocze. Gdy widzę wtedy, że fanki się uśmiechają lub nawet plączą ze szczęścia, wiem, że ich marzenia się spełnią i jestem z nich dumna, bo dążyły do tego za wszelką cenę.
Dz: A co powiecie o tym, że ostatnio w prasie ukazał się niepokojący artykuł dotyczący ciebie- wskazał na Hazzę- i twojej dziewczyny? Czy moglibyście powiedzieć co się wtedy naprawdę stało?- Harry spojrzał na ciebie, a ty zabrałaś głos.
(T.I): To nie było nic poważnego, a jak wiemy, wszystko można łatwo przekręcić. Prawda jest taka, że Harry tylko zawiózł mnie do lekarza.
Dz: Ale jak doszło do tego pobicia?
(T.I): Nie nazwałabym tego pobiciem, to był raczej wypadek. Właściwie to ojciec mnie uderzył, ale to przez przypadek. Zaatakowała go osa i zaczął wymachiwać rękoma. Ja chciałam mu pomóc i dostałam niechcący ręką w twarz. To tyle, nic wielkiego.- uśmiechnęłaś się, a dziennikarz brnął dalej.
Dz: W Internecie panuje opinia, że nie jesteś odpowiednia dla Harrego, wielu ludzi twierdzi też, że jesteś zołzą, a jaka jest prawda?
(T.I): Prawda..? Prawda jest tak, że nie urodziłam się wredną suką to życie nauczyło mnie dystansu.. Przyznaj Tom czy gdyby obrażano cię na każdym kroku siedziałbyś z założonymi rękoma..? Wątpię.. Jestem dla innych taka jak oni dla mnie, choć staram się nad sobą panować i puszczać w niepamięć wszystkie wredne komentarze i teksty.- Hazz całą swoją uwagę skierował na ciebie z reszta jak przez cały wywiad.
Dz: Chłopcy, a wy jak oceniacie (T.I), kim dla was jest?
N: Najlepszą kumpelą świata i świetnie gotuje.
Z: Zawsze umie pomóc i nawet, gdy sama nie radzi sobie z życiem robi wszystko, żeby uszczęśliwić innych. Jest też jedną z najtwardszych osób jakie znam, bo mimo tego, że świat od razu, gdy się o niej dowiedział naskoczył na nią ona się nie poddała.
Ls: Myślę, że ona ma dwa oblicza. Raz jest pomocna i sympatyczna, ale nie radziłbym zajść jej za skórę, bo wtedy robi się naprawdę nieprzyjemnie.
Li: Louis przestań.. (T.I) nie jest taka zła.. W końcu już raz uratował ci życie, gdy prawie spaliłeś dom..
Dz: A ty Harry co myślisz o swojej wybrance?
H: Mógłbym dużo mówić, ale myślę, że wystarczy to, iż dla świata jest tylko zwykłą dziewczyną, ale dla mnie jest całym światem.
Dz: To bardzo głębokie. Chyba naprawdę ja kochasz?
H: Oczywiście, że tak.
Dz: Dziękuję wam za wywiad, a teraz chciałbym was prości, żebyście nam coś zaśpiewali.- chłopcy wstali i zaśpiewali „Little things”. Potem wywiad dobiegł końca i weszliście za kulisy. Tam od razu natknęłaś się na Paula, który rzucił oschle.
P: Świetnie kłamałaś z tym pobiciem.
(T.I): Prawie tak dobrze jak ty..
P: Nie bądź taka mądra. A poza tym niezły wywiad. Jak dla mnie jesteście wolni. Ja lecę. Część.
W: Cześć.- odpowiedzieliście wszyscy, po czym postanowiliście udać się do domu. Na miejscu byliście nie całe 30 minut później. Poszłaś na górę i założyłaś wygodne dresy i szara bokserkę z różową kokardką obok prawego ramiączka. Potem poszłaś do salonu, ale nikogo tam nie było. Wyszłaś na dwór i zobaczyłaś chłopaków siedzących przy ognisku. Zachowywali się jak dzieci i wspominali początki połączenia ich w zespołu. Wyglądali prawie tak samo jak w jednym z filmików, które kiedyś byłaś zmuszona oglądać z Eleną. Nie chciałaś im przeszkadzać. Uważałaś, że potrzebna jest im chwila samym, bez ciebie. Udałaś się do kuchni i zaparzyłaś herbatę. Następnie udałaś się do salonu, okryłaś się kocem i powoli sączyłaś napój. Patrzyłaś przed siebie. Właściwie nie myślałaś o niczym, albo nie chciałaś o niczym myśleć. Niestety wychodziło ci to nieudolnie. Zastanawiałaś się na wszystkimi co zrobiłaś od poznania 1D. Wiedziałaś, że każdy czyn będzie miało swoje konsekwencje. Pozostawało tylko jedne pytania. Kiedy sparzysz się na jakiejkolwiek z tych podłych rzeczy, które zrobiłaś? Twoje rozmyślania przerwał telefon. Spojrzałaś na wyświetlacz dzwonił Kyle
K: Hej (T.I)
(T.I): No hej..
K: Pomyślałem, że może wyskoczymy gdzieś razem w przyszłym tygodniu?
(T.I): Jasne, czemu nie.. A gdzie mnie zabierzesz?
K: Niespodzianka. To może we wtorek o 17.00?
(T.I): Ok. We wtorek o 17.00.- rzekłaś i się rozłączyłaś. Leniwie wstałaś z fotela i poszłaś do kuchni. Myłaś właśnie kubek, gdy usłyszałaś Zayna.
Z: (T.I) chodź szybko. Spadające gwiazdy.- po czym pociągnął cie za rękę i wybiegliście na dwór. Twoim oczom ukazał się cudny widok, milionów komet spadający jedna po drugiej. Nagle poczułaś, że Harry obejmuje cię od tyłu i szepcze do ucha.
H: Pomyśl życzenie...- ty zamknęłaś oczy i prosiłaś tylko o to, żeby zawsze było tak jak teraz, spokojnie i szczęśliwie. Po chwili usłyszałaś.
H: O czym pomyślałaś?
(T.I): Nie powiem, bo się nie spełni.- odparłaś i pokazałaś zielonookiemu język. On szybko odwrócił się przodem do ciebie i złożył namiętny pocałunek na twoich ustach. Nawet nie zwróciliście uwagi kiedy 4/5 One Direction zmyło się. Nie zamierzałaś jeszcze wracać do domu, gdyż noc była bardzo ciepła. Położyłaś się na ziemi i patrzyłaś w niebo. Hazza zajął miejsce obok ciebie. Trwaliście w ciszy patrząc na gwiazdy, gdy nagle chłopak się odezwał.
H: Ile chciałabyś mieć dzieci?
(T.I): Co?- odpowiedziałaś zdziwiona i spojrzałaś na Lokowatego.
H: Ile chciałabyś mieć dzieci?
(T.I): Nie wiem. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, a ty?
H: Trójkę. Dwóch chłopców i dziewczynkę. Chłopcy będą wyglądali jak ja, a do tego będą mądrzy jak ty, a Drace będzie twoją wierna kopią.
(T.I): Płci to sobie raczej nie wybierzesz..
H: Przy odrobinie szczęścia może się udać.-odparł i jego twarz momentalnie rozpromieniała, a na policzki wkradły się dwa słodkie dołeczki.
(T.I): Naprawdę chcesz mieć ze mną dzieci?
H: Oczywiście. Kocham cię i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. A co do dzieci to może już zaczniemy próbować...?- powiedział i znalazł się nad tobą, po czym wpił się w twoje usta. Nie odrywając się od chłopka wycedziłaś.
(T.I): Ale najpierw muszę skończysz studia.
H: A co potem?
(T.I): Potem chciałabym otworzyć kancelarię w centrum Londynu i zamieszkać w domu na obrzeżach miasta.
H: Naprawdę chcesz taki dom?
(T.I): Tak, ale jeszcze nie teraz. Teraz szkoła, a potem reszta.
H: Dobrze. Będzie jak zechcesz skarbie, ale pod jednym warunkiem.
(T.I): Słucham?
H: Zamieszkasz w tym domu ze mną, a Lou zaraz obok nas.
(T.I): Oczywiście, że się zgadzam. A potem..
H: A potem zajmiemy się naszymi idealnymi dziećmi.
(T.I): Tak.- odparłaś i pocałowałaś bruneta w usta. Następnie wstaliście i poszliście do domu. Jak się okazało chłopcy byli już u siebie, więc i wy poszliście do sypialni, gdzie położyłaś się na łóżko i nawet sama nie wiesz kiedy zasnęłaś.
Dodałam go wcześniej niż planowałam, ale to nic ;P
To jest jeden z moich ulubiony rozdziałów xd
Można się tu wiele dowiedzieć o głównej bohaterce ;)
Rzecz jasna do was należy ostateczna ocena ;D
I chcę wam ogromnie podziękować za komentarze pod poprzednim postem ;*
Jesteście kochane i cały czas przechodzicie siebie <333
Dziękuję ;3
+ gif z Louisem- leję ze śmiechy xd
gif z Harrym- awww ^_^
<Fanfary>
Elizabeth. x
Wiele ci zawdzięczam ;)Ten rozdział jest jak dla mnie super, zupełnie jak ty ;*
Kc <333
Obudziłaś się o 7.00 wtulona w Louisa?! Przetarłaś zaspane oczy i zauważyłaś, że jesteście w salonie sami, a ty na dodatek nie miałaś na sobie nic prócz bielizny. Obudziłaś chłopaka i niepewnie zapytałaś.
(T.I): Ej.. czy my wczoraj..? Dlaczego jesteśmy tu sami i czemu mam na sobie tylko bieliznę?
Ls: Kochanie nawet gdybym chciał to bym nie mógł cię przelecieć. Hazz pilnował cię jak oczka w głowie. – po tych słowach spadł ci kamień z serca, a BooBear kontynuował- I jesteśmy tu sami, bo wymiotowałaś w nocy, a Harolda nie dało się dobudzić, więc ja siedziałem tu z tobą. A to, że jesteś pół naga to nie moja sprawka, taką zastałem cię tu o 4.00.
(T.I): Dzięki, że mnie pilnowałeś.- rzekłaś i cmoknęłaś go w policzek, po czym poszłaś na górę i ubrałaś się w dresowe krótkie spodenki i czarną bokserkę. Nie miałaś ochoty na nic, bo głowa bolała cię niemiłosiernie. A wczoraj nawet dużo nie wypiłaś po prostu masz słabą głowę do picia. Walnęłaś się na łóżku i zasnęłaś.
Spałaś, gdy nagle poczułaś, że ktoś całuje cię po szyi. Leniwie odwróciłaś się, a Harry złączył wasze usta w namiętnym pocałunku. Chwilę później chłopak oznajmił ci.
H: Musimy iść dziś na wywiad do jednego z wieczornych talk show.
(T.I): Ok. Ja zostanę z dziewczynami.
H: Ale ty musisz iść z nami, bo musimy sprostować tę sprawę z tym, że cię biję i ogólnie jesteś zaproszona.
(T.I): A dziewczyny idą?
H: Nie tylko ty.
(T.I): Niech będzie, a o której mamy tam być?
H: O 19.00
(T.I): Ok. A teraz wybacz, ale idę spać.
H: Raczej nie, bo została ci godzina, żeby się uszykować.- westchnęłaś tylko i leniwie poczłapałaś do łazienki. Wzięłaś prysznic, umyłaś włosy, a następnie je wysuszyłaś. Weszłaś do waszej sypialni i stanęłaś przed szafą. Klika sekund później uświadomiłaś sobie, że kompletnie nie wiesz w co masz się ubrać. Siedziałaś przed szafą jakieś 15 minut gdy do pokoju wszedł Harry.
H: Nad czym myślisz?
(T.I): Nie wiem w co się ubrać..- chłopak bez słowa zbliżył się do twoich ubrań i wyciągnął to. W sumie ten komplet nawet ci się podobał. Poszłaś do łazienki i szybko ubrałaś przygotowane rzeczy. Następnie podkreśliłaś oczy eyelinerem i tuszem, a usta lekko różowym błyszczykiem. Włosy wyprostowałaś i w zasadzie byłaś gotowa. Zeszłaś na dół, gdzie już na ciebie czekali. Szybko wyszliście z domu i udaliście się do studia nagraniowego. Na miejscu pierwszą osobą, która was złapała był Paul.
P: No nareszcie. A wiec tak dziennikarz na pewno zapyta o artykuł, wiec co mu powiecie..?
(T.I): Że pobił mnie manager chłopców..- rzuciłaś sarkastycznie, a Paul posłał ci zabójcze spojrzenie.
Li: Paul spokojnie. Coś wymyślimy.
P: Niech wam będzie, a teraz migiem do charakteryzatorni.- zrobiliście co kazał i kilka minut później weszliście do studia. Zajęliście miejsce na wielkiej kanapie. Usiadłaś między Louisem, a Harrym (chłopak cały czas trzymał cię za ręką) dalej siedział Zayn, Liami i Niall. Po krótkim czasie zobaczyliście prowadzącego. Mężczyzna przywitał się z wami i przystąpiliście do audycji na żywo. Dziennikarz powitał widownie i telewidzów, po czym wrócił do was i wywiad się zaczął. Najpierw były pytania odnośnie nowej płyty chłopaków i rzeczy z tym związanych. W końcu prowadzący zadał pytanie.
Dz: (T.I) stresujesz się? To twój pierwszy wywiad przed kamerami i to na żywo?
(T.I): Oczywiście jakaś trema zawsze jest, ale nie stresuje mnie to tak bardzo. Aczkolwiek uważam, że nie powinno mnie tu być. Nie chcę być sławna, bo mój chłopak jest gwiazdą. On i chłopcy ciężko sobie na to zapracowali, a ja nie powinnam mieć w ich popularności żadnego udziału.
Dz: A jak radzisz sobie ze sławą swojego chłopaka, z jego fanami?
(T.I): Wiem, że chłopcy nie byliby sobą, gdyby nie spotykali się z fanami. Mi nie przeszkadza to, że gdy idziemy gdzieś razem, ktoś prosi o autograf czy zdjęcie. Uważam, że to wręcz urocze. Gdy widzę wtedy, że fanki się uśmiechają lub nawet plączą ze szczęścia, wiem, że ich marzenia się spełnią i jestem z nich dumna, bo dążyły do tego za wszelką cenę.
Dz: A co powiecie o tym, że ostatnio w prasie ukazał się niepokojący artykuł dotyczący ciebie- wskazał na Hazzę- i twojej dziewczyny? Czy moglibyście powiedzieć co się wtedy naprawdę stało?- Harry spojrzał na ciebie, a ty zabrałaś głos.
(T.I): To nie było nic poważnego, a jak wiemy, wszystko można łatwo przekręcić. Prawda jest taka, że Harry tylko zawiózł mnie do lekarza.
Dz: Ale jak doszło do tego pobicia?
(T.I): Nie nazwałabym tego pobiciem, to był raczej wypadek. Właściwie to ojciec mnie uderzył, ale to przez przypadek. Zaatakowała go osa i zaczął wymachiwać rękoma. Ja chciałam mu pomóc i dostałam niechcący ręką w twarz. To tyle, nic wielkiego.- uśmiechnęłaś się, a dziennikarz brnął dalej.
Dz: W Internecie panuje opinia, że nie jesteś odpowiednia dla Harrego, wielu ludzi twierdzi też, że jesteś zołzą, a jaka jest prawda?
(T.I): Prawda..? Prawda jest tak, że nie urodziłam się wredną suką to życie nauczyło mnie dystansu.. Przyznaj Tom czy gdyby obrażano cię na każdym kroku siedziałbyś z założonymi rękoma..? Wątpię.. Jestem dla innych taka jak oni dla mnie, choć staram się nad sobą panować i puszczać w niepamięć wszystkie wredne komentarze i teksty.- Hazz całą swoją uwagę skierował na ciebie z reszta jak przez cały wywiad.
Dz: Chłopcy, a wy jak oceniacie (T.I), kim dla was jest?
N: Najlepszą kumpelą świata i świetnie gotuje.
Z: Zawsze umie pomóc i nawet, gdy sama nie radzi sobie z życiem robi wszystko, żeby uszczęśliwić innych. Jest też jedną z najtwardszych osób jakie znam, bo mimo tego, że świat od razu, gdy się o niej dowiedział naskoczył na nią ona się nie poddała.
Ls: Myślę, że ona ma dwa oblicza. Raz jest pomocna i sympatyczna, ale nie radziłbym zajść jej za skórę, bo wtedy robi się naprawdę nieprzyjemnie.
Li: Louis przestań.. (T.I) nie jest taka zła.. W końcu już raz uratował ci życie, gdy prawie spaliłeś dom..
Dz: A ty Harry co myślisz o swojej wybrance?
H: Mógłbym dużo mówić, ale myślę, że wystarczy to, iż dla świata jest tylko zwykłą dziewczyną, ale dla mnie jest całym światem.
Dz: To bardzo głębokie. Chyba naprawdę ja kochasz?
H: Oczywiście, że tak.
Dz: Dziękuję wam za wywiad, a teraz chciałbym was prości, żebyście nam coś zaśpiewali.- chłopcy wstali i zaśpiewali „Little things”. Potem wywiad dobiegł końca i weszliście za kulisy. Tam od razu natknęłaś się na Paula, który rzucił oschle.
P: Świetnie kłamałaś z tym pobiciem.
(T.I): Prawie tak dobrze jak ty..
P: Nie bądź taka mądra. A poza tym niezły wywiad. Jak dla mnie jesteście wolni. Ja lecę. Część.
W: Cześć.- odpowiedzieliście wszyscy, po czym postanowiliście udać się do domu. Na miejscu byliście nie całe 30 minut później. Poszłaś na górę i założyłaś wygodne dresy i szara bokserkę z różową kokardką obok prawego ramiączka. Potem poszłaś do salonu, ale nikogo tam nie było. Wyszłaś na dwór i zobaczyłaś chłopaków siedzących przy ognisku. Zachowywali się jak dzieci i wspominali początki połączenia ich w zespołu. Wyglądali prawie tak samo jak w jednym z filmików, które kiedyś byłaś zmuszona oglądać z Eleną. Nie chciałaś im przeszkadzać. Uważałaś, że potrzebna jest im chwila samym, bez ciebie. Udałaś się do kuchni i zaparzyłaś herbatę. Następnie udałaś się do salonu, okryłaś się kocem i powoli sączyłaś napój. Patrzyłaś przed siebie. Właściwie nie myślałaś o niczym, albo nie chciałaś o niczym myśleć. Niestety wychodziło ci to nieudolnie. Zastanawiałaś się na wszystkimi co zrobiłaś od poznania 1D. Wiedziałaś, że każdy czyn będzie miało swoje konsekwencje. Pozostawało tylko jedne pytania. Kiedy sparzysz się na jakiejkolwiek z tych podłych rzeczy, które zrobiłaś? Twoje rozmyślania przerwał telefon. Spojrzałaś na wyświetlacz dzwonił Kyle
K: Hej (T.I)
(T.I): No hej..
K: Pomyślałem, że może wyskoczymy gdzieś razem w przyszłym tygodniu?
(T.I): Jasne, czemu nie.. A gdzie mnie zabierzesz?
K: Niespodzianka. To może we wtorek o 17.00?
(T.I): Ok. We wtorek o 17.00.- rzekłaś i się rozłączyłaś. Leniwie wstałaś z fotela i poszłaś do kuchni. Myłaś właśnie kubek, gdy usłyszałaś Zayna.
Z: (T.I) chodź szybko. Spadające gwiazdy.- po czym pociągnął cie za rękę i wybiegliście na dwór. Twoim oczom ukazał się cudny widok, milionów komet spadający jedna po drugiej. Nagle poczułaś, że Harry obejmuje cię od tyłu i szepcze do ucha.
H: Pomyśl życzenie...- ty zamknęłaś oczy i prosiłaś tylko o to, żeby zawsze było tak jak teraz, spokojnie i szczęśliwie. Po chwili usłyszałaś.
H: O czym pomyślałaś?
(T.I): Nie powiem, bo się nie spełni.- odparłaś i pokazałaś zielonookiemu język. On szybko odwrócił się przodem do ciebie i złożył namiętny pocałunek na twoich ustach. Nawet nie zwróciliście uwagi kiedy 4/5 One Direction zmyło się. Nie zamierzałaś jeszcze wracać do domu, gdyż noc była bardzo ciepła. Położyłaś się na ziemi i patrzyłaś w niebo. Hazza zajął miejsce obok ciebie. Trwaliście w ciszy patrząc na gwiazdy, gdy nagle chłopak się odezwał.
H: Ile chciałabyś mieć dzieci?
(T.I): Co?- odpowiedziałaś zdziwiona i spojrzałaś na Lokowatego.
H: Ile chciałabyś mieć dzieci?
(T.I): Nie wiem. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, a ty?
H: Trójkę. Dwóch chłopców i dziewczynkę. Chłopcy będą wyglądali jak ja, a do tego będą mądrzy jak ty, a Drace będzie twoją wierna kopią.
(T.I): Płci to sobie raczej nie wybierzesz..
H: Przy odrobinie szczęścia może się udać.-odparł i jego twarz momentalnie rozpromieniała, a na policzki wkradły się dwa słodkie dołeczki.
(T.I): Naprawdę chcesz mieć ze mną dzieci?
H: Oczywiście. Kocham cię i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. A co do dzieci to może już zaczniemy próbować...?- powiedział i znalazł się nad tobą, po czym wpił się w twoje usta. Nie odrywając się od chłopka wycedziłaś.
(T.I): Ale najpierw muszę skończysz studia.
H: A co potem?
(T.I): Potem chciałabym otworzyć kancelarię w centrum Londynu i zamieszkać w domu na obrzeżach miasta.
H: Naprawdę chcesz taki dom?
(T.I): Tak, ale jeszcze nie teraz. Teraz szkoła, a potem reszta.
H: Dobrze. Będzie jak zechcesz skarbie, ale pod jednym warunkiem.
(T.I): Słucham?
H: Zamieszkasz w tym domu ze mną, a Lou zaraz obok nas.
(T.I): Oczywiście, że się zgadzam. A potem..
H: A potem zajmiemy się naszymi idealnymi dziećmi.
(T.I): Tak.- odparłaś i pocałowałaś bruneta w usta. Następnie wstaliście i poszliście do domu. Jak się okazało chłopcy byli już u siebie, więc i wy poszliście do sypialni, gdzie położyłaś się na łóżko i nawet sama nie wiesz kiedy zasnęłaś.
Dodałam go wcześniej niż planowałam, ale to nic ;P
To jest jeden z moich ulubiony rozdziałów xd
Można się tu wiele dowiedzieć o głównej bohaterce ;)
Rzecz jasna do was należy ostateczna ocena ;D
I chcę wam ogromnie podziękować za komentarze pod poprzednim postem ;*
Jesteście kochane i cały czas przechodzicie siebie <333
Dziękuję ;3
+ gif z Louisem- leję ze śmiechy xd
gif z Harrym- awww ^_^
poniedziałek, 30 września 2013
21. Nicley with a child
Rozdział dedykuję Nielli Bieber ;*
Dzięki tobie zaczęłam pisać ;)
To ty jako pierwsza powiedziałaś mi, że warto spróbować <333
Dziękuję ;*
*Ty*
H: Wiesz, że mamy cały dom dla siebie i że teraz nikt nie będzie nam przeszkadzał..- dotarł do twoich ust i pocałował je namiętnie. Całowaliście się już dość długo, gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Zrezygnowany Harry oderwał się od ciebie, a ty poszłaś otworzyć. Jak się okazało przyjechał Łukasz z małą Donatką.
Ł: O (T.I)! Nie spodziewałam się ciebie. No nic. Mam do ciebie wielką prośbę. Błagam cię zajmij się dziś małą. Ja i Karolina mamy dziś rocznicę i zaplanowałem wszystko, ale opiekunka nawaliła i teraz nie mam z kim zostawić mojego skarbeczka. Proszę cie tylko dziś.- zastanowiłaś się chwilę i rzekłaś.
(T.I): Niech będzie.
Ł: Super. Tu masz wszystkie potrzebne rzeczy.- wręczył Hazzie, który dołączył do was, dość dużą torbę i dodał –Przyjadę po nią jutro najpóźniej o 10.00 i jeszcze raz bardzo wam dziękuję.- powiedział i poszedł do auta. Ty wzięłaś na ręce małą i zaniosłaś ją do salonu.
(T.I): Nie gniewasz się, że się zgodziłam?
H: Jasne, że nie.- potem usadowiłaś się na sofie, a Donatkę położyłaś sobie na brzuchu. Mała była całkiem grzeczna. Włączyliście jakiś film, nawet nie wiesz kiedy zasnęłaś. Obudziłaś się o 14.15 i nieźle się przestraszyłaś, bo blondyneczki nie było obok ciebie. Szybko wstałaś i zaczęłaś szukać szkraba. Biegnąc na górę zobaczyłaś przez okno Harolda noszącego Donatę. Zeszłaś na dół i po cichu zbliżyłaś się do drzwi na taras. Zatrzymałaś się przy nich i usłyszałaś.
H: Twoi rodzice to szczęściarze, ale ja też nie narzekam. W końcu jestem z twoją ciocią, a ona jest ucieleśnieniem moich marzeń. Kiedyś musisz przyjechać z rodzicami do Anglii. Wtedy pokarze ci London Eye i nauczę cię śpiewać. Będzie super. W sumie chyba na świecie nie ma rozkoszniejszej istotki, niż ty.- „kiedyś będzie świetnym ojcem” pomyślałaś i patrzyłaś na niego z podziwem. Stałaś tak jeszcze klika sekund, gdy nagle chłopak odwrócił się i ujrzał ciebie.
H: Patrz kto to? To ciocia (T.I)- zbliżył się z dzieckiem do ciebie, a mała od razu zaczęła się do ciebie wyrywać. Przejęłaś ją, a Hazza kontynuował- Polubiła cię. Kiedyś będziemy świetnymi rodzicami, zobaczysz.
(T.I): Kiedyś, ale raczej nie prędko. Najpierw studia, a potem dzieci.
H: Jak sobie życzysz.- uśmiechnął się, a mała zaczęła płakać.
(T.I): Dawałeś jej coś do jedzenie?
H: Yyyy.. Nie..- bez słowa weszłaś do kuchni, posadziłaś Donatkę na stole, a sama zabrałaś się za przygotowanie jej posiłku. Mała marudziła i nie sposób było ją uciszyć. Podirytowana zawołałaś Hazzę. On zjawił się w mgnieniu oka i zaczął zabawiać dzieciaczkę. Ty w tym czasie spokojnie zmiksowałaś jej zupkę. Następnie zaczęłaś karmić dziewczynkę, która siedział u Harrego na kolanach. Po obiadku mała zaczęła ziewać, wiec postanowiłaś położyć ją spać. Przejęłaś ją od lokowanego i poszłaś na górę. Weszłaś do swojego pokoju, położyłaś ją na łóżku i usadowiłaś się obok niej. Minęło piętnaście minut, a dziecko nadal nie zasypiało. Wzięłaś blondynkę na ręce i zaczęłaś lekko kołysać. Podeszłaś do okna i kontynuowałaś wcześniej zaczętą czynność. Po chwili poczułaś na swojej tali czyjś dotyk. Nie musiałaś odwracać się, żeby wiedzieć kto to. Chłopak przywarł całym sobą do ciebie, a głowę oparł na twoim ramieniu. Teraz cała wasza trójka kołysała się w jednym rytmie.
H: Widzisz jak ładnie wyglądamy z dzieckiem.- wskazał na odbicie w szybie. I rzeczywiście, wyglądaliście naprawdę uroczo. Nie chciałaś mu przypominać, że nie chcesz dzieci, więc po prostu przytaknęłaś. Niestety maleństwo nadal nie dawało za wygraną. Ciszę przerwał Harold, który zaczął nucić kołysankę. Na szczęście podziałało i szkrab w niespełna 10 minut zasnął. Ty ostrożnie położyłaś ją na łóżku i najciszej jak się dało opuściliście pomieszczenie, zostawiając uchylone drzwi. Na dole Harry zrobił soebie kawę, a tobie herbatę owocowe leśne. Siedzieliscie i rozmawialiscie. Gdy wypiłaś herbatę postanowiłs zobaczyć co u małej. Po cichu weszłaś do pokoju. Zobaczyłaś mała ślicznotkę słodko śpiacą. Była taka delikatna, niewinna, idealna. W prawdzie nie myślałaś o dzieciach na poważnie, ale trzymanie takiej kruchej istotki na rękach to coś wspaniałego. Nie rozczulajac sie dłuzej wyszłaś z sypialni i wróciłaś do Hazzy. Chłopk właśnie oglądał albumy.
H: Jak byłaś mała był z ciebie paczuszek.
(T.I): Nie prawda!- odparłaś z wyzute i dołączyłas do niego. Godzinę później Donatka sie obudziła, a Hazz poszedł po nią. Ty rozłożyłaś zabwki na podłodze, a gdy Harold wróćił z dziewczynką posadziliście ją na dywanie i bawiliście sie z nią. Dziewczynka jednak nie zainteresowała sie zabawkami tylko twoim chłopakiem. Harry robił "jestem, nie ma mnie", a za każdym razem gdy sie pokazywał tęczówki maluszkarozbłyskały wszytkimi odcieniami szmaragdowego. Jej oczy do złudzenia przypominały ci oczy Kyla, które były idealne jak dla ciebie. Póżniej Donatka ciągnęła Hazzę za włosy co nie do końca sie mu podobało, ale znosił to cierpliwie. Reszta wieczoru minęła wam na zabawie.
*Eleonor*
Siedziałam w domu z 4/5 One Direction, Eleną, Daniell i Joshem. Chłopcy grali na konsoli, a ja z dziewczynami potworni się nudziłyśmy. Miałam dość siedzenia w domu. Myślałam co możemy porobić i wpadłam na genialny pomysł. Wiedziałam, że chłopców tak łatwo nie odciągnę od konsoli, więc użyłam małego podstępu.
E: Nie wiem ja wy dziewczyny, ale ja pograłabym w piłkę?
El: Ja w sumie też..
E: Mogę się założyć, że ci tutaj- wskazałam na „konsolowców”- przegraliby gdyby z nimi grali..- początkowo nie zwrócili na nas nawet uwagi. Lecz Dan dodała.
D: Raczej na pewno.. Przecież oni tylko na konsoli potrafią grać..
N: Jak śmiesz kobieto!- zerwał się na równe nogi- Jak śmiesz podważać nasze umiejętności!
El: Niall gadać to i ja potrafię..- zaśmiała mu się w twarz.
Z: Skoro tak to urządźmy sobie mały meczyk. Zobaczymy kto jest lepszy..
E: Ok. Jakie składy?
Ls: Dziewczyny na chłopaków, rzecz jasna..
D: Ale nas jest 3, a was 5!
Ls: To co?- po krótkiej naradzie stwierdziliśmy, że u nas na bramce stanie Josh. Następnie wzięliśmy piłkę i udaliśmy się do ogrodu. Tam chłopcy przygotowali prowizoryczne bramki. Gdy boisko było gotowe, zaczęła się gra. Najpierw mężczyźni grali ostrożnie i delikatnie tak, żeby nie skrzywdzić żadnej z nas. Ale taka gra mnie nie interesowała. Ja chciałam prawdziwy mecz, a nie takie przyjacielskie kopanie piłki. Z dziewczynami zażądałyśmy, żeby zaczęli grać tak jak potrafią najlepiej. Po kilku minutach było 2:0 dla facetów. Nie lubię dostawać forów, ale bardziej nie znoszę przegrywać. Wiedząc, że nie mamy szans wygrać z nimi w uczciwy sposób wymyśliłam chytry plan. Na bramce stał Liaś, więc poprosiłam Dan, żeby zrobiła do niego maślane oczy, wtedy ja zajmę się Louisem, a Elena strzeli gola. O Zayna i Nialla się nie martwię, bo ten pierwszy gra.. no cóż najgorzej z nich, a ten drugi będzie pod naszą bramką, więc nie ma co się nim martwić. Kilka sekund później Daniell zagadała Liama, ja podcięłam Louisa, a panna Edwards zgodnie z założeniem mojego palny zdobyła dla nas punkt. Chłopcy oczywiście mieli ogromnego bulwersa, ale po krótkiej przerwie wróciliśmy do gry. Następnego gola zdobyliśmy dzięki Liamowi, który strzelił samobója.. Dalej gra toczyła się dość monotonnie, więc żeby podkręcić atmosferę ja i dziewczyny co jakiś czas rzucałyśmy jakiś tekst typu „Patrz, a jednak nie są tacy dobrzy”. W końcu Lou się nie wkurzył. Biegł sam na sam z piłką. Naprzeciwko niego byłam tylko ja i Josh. Tomo zamachnął się, a piłka poleciała z ogromną prędkością w moja stronę. Nie miałam zamiaru dać mu strzelić gola, więc postanowiłam zablokować ów okrągły przedmiot. Niestety dostałam prosto w głowę. Upadłam na ziemię, przez chwilę słyszałam tylko szumy i wiedziałam rozmyte plamy kolorów. Kilka sekund później otrząsnęłam się i poczułam niesamowity ból. Nim się spostrzegłam otworzono wokół mnie ciasne koło.
Ls: Eleonor.. ja przepraszam, nie chciałem. Nic ci nie jest?
E: Nie, ale..- zakrztusiłam się krwią i wyplułam ją.
Li: Powinniśmy jechać do lekarza.
E: Raczej dentysty.. Mam złamany chyba ząb.
El: Już po 18.00 , jest za późno. Wszystko pewnie jest pozamykane. Musimy poczekać do jutra.- westchnęłam tylko i złapałam się za szczękę. Potem poszłam do łazienki i przepłukałam usta po krwi. Niestety to nic nie dało, bo krew nadal leciała mi strumieniami. Nagle w łazience pojawiła się Elena i Louis. Dziewczyna podała mi szklankę z wodą i coś przeciwbólowego, a potem zostawiła nas samych.
Ls: Kochanie, ja naprawdę nie chciałem ci tego zrobić.. Przepraszam
E: To nie twoja wina.. Sama jestem sobie winna.. Nie dość, że was prowokowała, to jeszcze troszeczkę oszukiwałam.- chłopak uśmiechnął się i zbliżył do mnie po czym delikatnie musnął moje usta, na co ja jęknęłam z bólu.
On szybko odsunął się i dodał.
Ls: Przepraszam, nie pomyślałem..- następnie wszyscy poszli zjeść kolację, ale ja postanowiłam odpuścić sobie tą przyjemność. Ząb bolał mnie okropnie, więc mimo wczesnej godziny postanowiłam się położyć. Próbowałam zasnąć, ale to też niezbyt mi wychodziło. Mimo, że łykałam tabletkę przeciwbólową za tabletką, moim cierpieniom nie było końca. Dopiero około 1.00 zasnęłam.
Obudziłam się o 7.00 i pierwszą rzeczą jaką zrobiłam było „uraczenie” się czymś co uśmierzyłoby mój ból. Potem wzięłam prysznic i założyłam czarne szorty i bluzkę w kwiatki, a do tego czarne koturny. Zrobiłam lekki makijaż i spięłam włosy w luźnego koka. Następnie zeszłam na dół i razem z Louisem udaliśmy się do dentysty. Na miejsce dotarliśmy niecałe 40 minut później. Oczywiście musiałam czekać jeszcze godzinę, bo inni pacjenci byli umówieni wcześniej. Żeby oni wiedzieli jak źle się czuję pomyślałam lecz nic nie powiedziałam i grzecznie czekałam na swoją kolej. W końcu weszłam do gabinetu lekarza. Usadowiłam się na fotelu, a mężczyzna począł oglądać moje uzębienie. Co chwila robił poważne miny co wskazywało na poważny problem. Po Kiku minutach stwierdził.
Lk: Sprawa jest dość poważna. Ząb został złamany tuż u nasady i nie ma możliwości dorobienia jego fragmentu. Jedynym rozwiązaniem jest wyrwanie go i ewentualne wstawienie sztucznego. A więc jaka jest pani decyzja?
E: Proszę wyrwać i wstawić nowy. Najlepiej byłoby, gdyby zrobił to pan dziś na miejscu.
Lk: Przykro mi, ale teraz mogę co najwyżej wyrwać ząb, a ze wstawieniem sztucznego musi pani poczekać do następnej wizyty.
E: Niech będzie.- odparłam, po czym dostałam znieczulenie i zabieg sie zaczął. Siedziałam tam 45 minut. Zapłaciłam, umówiłam się na następna wizytę wyszłam. W poczekalni nadal siedział Lou, który gdy tylko mnie zobaczył od razu zbliżył się do mnie.
Ls: I jak?
E: Srak.
Ls: A można jaśniej?
E: Ależ oczywiście.. Przez 2 tygodnie będę chodziła bez jednego zęba, nie mogę mówić, a na dodatek cały czas się ślinę. Taka odpowiedź cię satysfakcjonuje..?
Ls: Oj przestań nikt tego nie zauważy. I przecież wiesz, że nie chciałem.
E: Wiem i wybacz, że jestem nie miła, ale boli mnie jak cholera.- chłopak nie powiedział nic, tylko przytulił mnie, po czym postanowiliśmy pojechać do mnie.
*Ty*
Trzy godziny lotu i znów w Londynie. Właśnie lądowaliście. Na lotnisku szybko odnaleźliście swoje bagaże i udaliście się do hali, gdzie miało czekać na nas 4/5 One Direction plus ich wybranki. Wypatrywałaś gdzieś przyjaciół, jak się okazało na marne. Zmartwiłaś się lecz nagle ktoś zasłonił ci oczy. Nie musiałaś zgadywać kto to był, gdyż te perfumy rozpoznasz wszędzie. Obróciłaś się twarzą do przyjaciółki i rzuciła się jej na szyję. Elena odwzajemniła uścisk. Następnie postąpiłaś tak z każdym kto po was przyjechał, a radości nie było końca. W prawdzie cieszyłaś się z wyjazdu, ale stęskniłaś się za tą całą zgrają. Później udaliście się do domu. Na miejscu od razu popędziłaś do waszej sypialni i zostawiłaś tam walizkę. Odświeżyłaś się i ubrałaś w to. Następnie dołączyłaś do reszty, która urządziła sobie grilla. Jedzenie przygotowywał Niall, Dan, El, Liam i Louis o czymś zawzięcie rozmawiali, Harold obserwował całe towarzystwo, a Eleny i Zayna jeszcze nie było. Podeszłaś do swojego chłopaka, usiadłaś na nim okrakiem i dałaś mu soczystego całusa w usta. On odwzajemnił pocałunek i z twoich początkowych planów szybkiego buziaka nic nie wyszło. Oderwawszy się od siebie napotkaliście spojrzenia przyjaciół. Oczywiście Lou nie mógł się powstrzymać i musiał skomentować tę sytuację.
Ls: No ładnie razem wyglądacie, ale dali być sie już spokój. Nie wystarczy wam, że cały tydzień spędziliście we dwoje..?
H: Wiesz nie wiem ja ty Louis, ale my nie spędziliśmy 7 dni w sypialni..
E: My też nie, za to mam złamany ząb..
(T.I): Co?- spytałaś zdziwiona, po czym brunetka opowiedziała cała historię. Następnie Horan oznajmił, że jedzenie gotowe, więc zasiedliście do stołu. Kilka minut później pojawił się Zayn i Elena. Oczywiście mulat zdążył się zaopatrzeń w coś mocniejszego i po chwili każde z was sączyło piwo. Zabawa cały czas się rozkręcała, aż około 2 w nocy zasnęliście na dworze.
Nowy rozdział xd
Chyba krótki :/
A to, źle, ale teraz chyba tylko takie będą..
Mnie się całkiem podoba ;)
Ciekawa jestem waszych opinii ;p
A no i dziękuje za wasze komentarze pod poprzednim postem ;*
Jesteście wielkie <333
Dzięki tobie zaczęłam pisać ;)
To ty jako pierwsza powiedziałaś mi, że warto spróbować <333
Dziękuję ;*
H: Wiesz, że mamy cały dom dla siebie i że teraz nikt nie będzie nam przeszkadzał..- dotarł do twoich ust i pocałował je namiętnie. Całowaliście się już dość długo, gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Zrezygnowany Harry oderwał się od ciebie, a ty poszłaś otworzyć. Jak się okazało przyjechał Łukasz z małą Donatką.
Ł: O (T.I)! Nie spodziewałam się ciebie. No nic. Mam do ciebie wielką prośbę. Błagam cię zajmij się dziś małą. Ja i Karolina mamy dziś rocznicę i zaplanowałem wszystko, ale opiekunka nawaliła i teraz nie mam z kim zostawić mojego skarbeczka. Proszę cie tylko dziś.- zastanowiłaś się chwilę i rzekłaś.
(T.I): Niech będzie.
Ł: Super. Tu masz wszystkie potrzebne rzeczy.- wręczył Hazzie, który dołączył do was, dość dużą torbę i dodał –Przyjadę po nią jutro najpóźniej o 10.00 i jeszcze raz bardzo wam dziękuję.- powiedział i poszedł do auta. Ty wzięłaś na ręce małą i zaniosłaś ją do salonu.
(T.I): Nie gniewasz się, że się zgodziłam?
H: Jasne, że nie.- potem usadowiłaś się na sofie, a Donatkę położyłaś sobie na brzuchu. Mała była całkiem grzeczna. Włączyliście jakiś film, nawet nie wiesz kiedy zasnęłaś. Obudziłaś się o 14.15 i nieźle się przestraszyłaś, bo blondyneczki nie było obok ciebie. Szybko wstałaś i zaczęłaś szukać szkraba. Biegnąc na górę zobaczyłaś przez okno Harolda noszącego Donatę. Zeszłaś na dół i po cichu zbliżyłaś się do drzwi na taras. Zatrzymałaś się przy nich i usłyszałaś.
H: Twoi rodzice to szczęściarze, ale ja też nie narzekam. W końcu jestem z twoją ciocią, a ona jest ucieleśnieniem moich marzeń. Kiedyś musisz przyjechać z rodzicami do Anglii. Wtedy pokarze ci London Eye i nauczę cię śpiewać. Będzie super. W sumie chyba na świecie nie ma rozkoszniejszej istotki, niż ty.- „kiedyś będzie świetnym ojcem” pomyślałaś i patrzyłaś na niego z podziwem. Stałaś tak jeszcze klika sekund, gdy nagle chłopak odwrócił się i ujrzał ciebie.
H: Patrz kto to? To ciocia (T.I)- zbliżył się z dzieckiem do ciebie, a mała od razu zaczęła się do ciebie wyrywać. Przejęłaś ją, a Hazza kontynuował- Polubiła cię. Kiedyś będziemy świetnymi rodzicami, zobaczysz.
(T.I): Kiedyś, ale raczej nie prędko. Najpierw studia, a potem dzieci.
H: Jak sobie życzysz.- uśmiechnął się, a mała zaczęła płakać.
(T.I): Dawałeś jej coś do jedzenie?
H: Yyyy.. Nie..- bez słowa weszłaś do kuchni, posadziłaś Donatkę na stole, a sama zabrałaś się za przygotowanie jej posiłku. Mała marudziła i nie sposób było ją uciszyć. Podirytowana zawołałaś Hazzę. On zjawił się w mgnieniu oka i zaczął zabawiać dzieciaczkę. Ty w tym czasie spokojnie zmiksowałaś jej zupkę. Następnie zaczęłaś karmić dziewczynkę, która siedział u Harrego na kolanach. Po obiadku mała zaczęła ziewać, wiec postanowiłaś położyć ją spać. Przejęłaś ją od lokowanego i poszłaś na górę. Weszłaś do swojego pokoju, położyłaś ją na łóżku i usadowiłaś się obok niej. Minęło piętnaście minut, a dziecko nadal nie zasypiało. Wzięłaś blondynkę na ręce i zaczęłaś lekko kołysać. Podeszłaś do okna i kontynuowałaś wcześniej zaczętą czynność. Po chwili poczułaś na swojej tali czyjś dotyk. Nie musiałaś odwracać się, żeby wiedzieć kto to. Chłopak przywarł całym sobą do ciebie, a głowę oparł na twoim ramieniu. Teraz cała wasza trójka kołysała się w jednym rytmie.
H: Widzisz jak ładnie wyglądamy z dzieckiem.- wskazał na odbicie w szybie. I rzeczywiście, wyglądaliście naprawdę uroczo. Nie chciałaś mu przypominać, że nie chcesz dzieci, więc po prostu przytaknęłaś. Niestety maleństwo nadal nie dawało za wygraną. Ciszę przerwał Harold, który zaczął nucić kołysankę. Na szczęście podziałało i szkrab w niespełna 10 minut zasnął. Ty ostrożnie położyłaś ją na łóżku i najciszej jak się dało opuściliście pomieszczenie, zostawiając uchylone drzwi. Na dole Harry zrobił soebie kawę, a tobie herbatę owocowe leśne. Siedzieliscie i rozmawialiscie. Gdy wypiłaś herbatę postanowiłs zobaczyć co u małej. Po cichu weszłaś do pokoju. Zobaczyłaś mała ślicznotkę słodko śpiacą. Była taka delikatna, niewinna, idealna. W prawdzie nie myślałaś o dzieciach na poważnie, ale trzymanie takiej kruchej istotki na rękach to coś wspaniałego. Nie rozczulajac sie dłuzej wyszłaś z sypialni i wróciłaś do Hazzy. Chłopk właśnie oglądał albumy.
H: Jak byłaś mała był z ciebie paczuszek.
(T.I): Nie prawda!- odparłaś z wyzute i dołączyłas do niego. Godzinę później Donatka sie obudziła, a Hazz poszedł po nią. Ty rozłożyłaś zabwki na podłodze, a gdy Harold wróćił z dziewczynką posadziliście ją na dywanie i bawiliście sie z nią. Dziewczynka jednak nie zainteresowała sie zabawkami tylko twoim chłopakiem. Harry robił "jestem, nie ma mnie", a za każdym razem gdy sie pokazywał tęczówki maluszkarozbłyskały wszytkimi odcieniami szmaragdowego. Jej oczy do złudzenia przypominały ci oczy Kyla, które były idealne jak dla ciebie. Póżniej Donatka ciągnęła Hazzę za włosy co nie do końca sie mu podobało, ale znosił to cierpliwie. Reszta wieczoru minęła wam na zabawie.
Siedziałam w domu z 4/5 One Direction, Eleną, Daniell i Joshem. Chłopcy grali na konsoli, a ja z dziewczynami potworni się nudziłyśmy. Miałam dość siedzenia w domu. Myślałam co możemy porobić i wpadłam na genialny pomysł. Wiedziałam, że chłopców tak łatwo nie odciągnę od konsoli, więc użyłam małego podstępu.
E: Nie wiem ja wy dziewczyny, ale ja pograłabym w piłkę?
El: Ja w sumie też..
E: Mogę się założyć, że ci tutaj- wskazałam na „konsolowców”- przegraliby gdyby z nimi grali..- początkowo nie zwrócili na nas nawet uwagi. Lecz Dan dodała.
D: Raczej na pewno.. Przecież oni tylko na konsoli potrafią grać..
N: Jak śmiesz kobieto!- zerwał się na równe nogi- Jak śmiesz podważać nasze umiejętności!
El: Niall gadać to i ja potrafię..- zaśmiała mu się w twarz.
Z: Skoro tak to urządźmy sobie mały meczyk. Zobaczymy kto jest lepszy..
E: Ok. Jakie składy?
Ls: Dziewczyny na chłopaków, rzecz jasna..
D: Ale nas jest 3, a was 5!
Ls: To co?- po krótkiej naradzie stwierdziliśmy, że u nas na bramce stanie Josh. Następnie wzięliśmy piłkę i udaliśmy się do ogrodu. Tam chłopcy przygotowali prowizoryczne bramki. Gdy boisko było gotowe, zaczęła się gra. Najpierw mężczyźni grali ostrożnie i delikatnie tak, żeby nie skrzywdzić żadnej z nas. Ale taka gra mnie nie interesowała. Ja chciałam prawdziwy mecz, a nie takie przyjacielskie kopanie piłki. Z dziewczynami zażądałyśmy, żeby zaczęli grać tak jak potrafią najlepiej. Po kilku minutach było 2:0 dla facetów. Nie lubię dostawać forów, ale bardziej nie znoszę przegrywać. Wiedząc, że nie mamy szans wygrać z nimi w uczciwy sposób wymyśliłam chytry plan. Na bramce stał Liaś, więc poprosiłam Dan, żeby zrobiła do niego maślane oczy, wtedy ja zajmę się Louisem, a Elena strzeli gola. O Zayna i Nialla się nie martwię, bo ten pierwszy gra.. no cóż najgorzej z nich, a ten drugi będzie pod naszą bramką, więc nie ma co się nim martwić. Kilka sekund później Daniell zagadała Liama, ja podcięłam Louisa, a panna Edwards zgodnie z założeniem mojego palny zdobyła dla nas punkt. Chłopcy oczywiście mieli ogromnego bulwersa, ale po krótkiej przerwie wróciliśmy do gry. Następnego gola zdobyliśmy dzięki Liamowi, który strzelił samobója.. Dalej gra toczyła się dość monotonnie, więc żeby podkręcić atmosferę ja i dziewczyny co jakiś czas rzucałyśmy jakiś tekst typu „Patrz, a jednak nie są tacy dobrzy”. W końcu Lou się nie wkurzył. Biegł sam na sam z piłką. Naprzeciwko niego byłam tylko ja i Josh. Tomo zamachnął się, a piłka poleciała z ogromną prędkością w moja stronę. Nie miałam zamiaru dać mu strzelić gola, więc postanowiłam zablokować ów okrągły przedmiot. Niestety dostałam prosto w głowę. Upadłam na ziemię, przez chwilę słyszałam tylko szumy i wiedziałam rozmyte plamy kolorów. Kilka sekund później otrząsnęłam się i poczułam niesamowity ból. Nim się spostrzegłam otworzono wokół mnie ciasne koło.
Ls: Eleonor.. ja przepraszam, nie chciałem. Nic ci nie jest?
E: Nie, ale..- zakrztusiłam się krwią i wyplułam ją.
Li: Powinniśmy jechać do lekarza.
E: Raczej dentysty.. Mam złamany chyba ząb.
El: Już po 18.00 , jest za późno. Wszystko pewnie jest pozamykane. Musimy poczekać do jutra.- westchnęłam tylko i złapałam się za szczękę. Potem poszłam do łazienki i przepłukałam usta po krwi. Niestety to nic nie dało, bo krew nadal leciała mi strumieniami. Nagle w łazience pojawiła się Elena i Louis. Dziewczyna podała mi szklankę z wodą i coś przeciwbólowego, a potem zostawiła nas samych.
Ls: Kochanie, ja naprawdę nie chciałem ci tego zrobić.. Przepraszam
E: To nie twoja wina.. Sama jestem sobie winna.. Nie dość, że was prowokowała, to jeszcze troszeczkę oszukiwałam.- chłopak uśmiechnął się i zbliżył do mnie po czym delikatnie musnął moje usta, na co ja jęknęłam z bólu.
On szybko odsunął się i dodał.
Ls: Przepraszam, nie pomyślałem..- następnie wszyscy poszli zjeść kolację, ale ja postanowiłam odpuścić sobie tą przyjemność. Ząb bolał mnie okropnie, więc mimo wczesnej godziny postanowiłam się położyć. Próbowałam zasnąć, ale to też niezbyt mi wychodziło. Mimo, że łykałam tabletkę przeciwbólową za tabletką, moim cierpieniom nie było końca. Dopiero około 1.00 zasnęłam.
Obudziłam się o 7.00 i pierwszą rzeczą jaką zrobiłam było „uraczenie” się czymś co uśmierzyłoby mój ból. Potem wzięłam prysznic i założyłam czarne szorty i bluzkę w kwiatki, a do tego czarne koturny. Zrobiłam lekki makijaż i spięłam włosy w luźnego koka. Następnie zeszłam na dół i razem z Louisem udaliśmy się do dentysty. Na miejsce dotarliśmy niecałe 40 minut później. Oczywiście musiałam czekać jeszcze godzinę, bo inni pacjenci byli umówieni wcześniej. Żeby oni wiedzieli jak źle się czuję pomyślałam lecz nic nie powiedziałam i grzecznie czekałam na swoją kolej. W końcu weszłam do gabinetu lekarza. Usadowiłam się na fotelu, a mężczyzna począł oglądać moje uzębienie. Co chwila robił poważne miny co wskazywało na poważny problem. Po Kiku minutach stwierdził.
Lk: Sprawa jest dość poważna. Ząb został złamany tuż u nasady i nie ma możliwości dorobienia jego fragmentu. Jedynym rozwiązaniem jest wyrwanie go i ewentualne wstawienie sztucznego. A więc jaka jest pani decyzja?
E: Proszę wyrwać i wstawić nowy. Najlepiej byłoby, gdyby zrobił to pan dziś na miejscu.
Lk: Przykro mi, ale teraz mogę co najwyżej wyrwać ząb, a ze wstawieniem sztucznego musi pani poczekać do następnej wizyty.
E: Niech będzie.- odparłam, po czym dostałam znieczulenie i zabieg sie zaczął. Siedziałam tam 45 minut. Zapłaciłam, umówiłam się na następna wizytę wyszłam. W poczekalni nadal siedział Lou, który gdy tylko mnie zobaczył od razu zbliżył się do mnie.
Ls: I jak?
E: Srak.
Ls: A można jaśniej?
E: Ależ oczywiście.. Przez 2 tygodnie będę chodziła bez jednego zęba, nie mogę mówić, a na dodatek cały czas się ślinę. Taka odpowiedź cię satysfakcjonuje..?
Ls: Oj przestań nikt tego nie zauważy. I przecież wiesz, że nie chciałem.
E: Wiem i wybacz, że jestem nie miła, ale boli mnie jak cholera.- chłopak nie powiedział nic, tylko przytulił mnie, po czym postanowiliśmy pojechać do mnie.
*Ty*
Trzy godziny lotu i znów w Londynie. Właśnie lądowaliście. Na lotnisku szybko odnaleźliście swoje bagaże i udaliście się do hali, gdzie miało czekać na nas 4/5 One Direction plus ich wybranki. Wypatrywałaś gdzieś przyjaciół, jak się okazało na marne. Zmartwiłaś się lecz nagle ktoś zasłonił ci oczy. Nie musiałaś zgadywać kto to był, gdyż te perfumy rozpoznasz wszędzie. Obróciłaś się twarzą do przyjaciółki i rzuciła się jej na szyję. Elena odwzajemniła uścisk. Następnie postąpiłaś tak z każdym kto po was przyjechał, a radości nie było końca. W prawdzie cieszyłaś się z wyjazdu, ale stęskniłaś się za tą całą zgrają. Później udaliście się do domu. Na miejscu od razu popędziłaś do waszej sypialni i zostawiłaś tam walizkę. Odświeżyłaś się i ubrałaś w to. Następnie dołączyłaś do reszty, która urządziła sobie grilla. Jedzenie przygotowywał Niall, Dan, El, Liam i Louis o czymś zawzięcie rozmawiali, Harold obserwował całe towarzystwo, a Eleny i Zayna jeszcze nie było. Podeszłaś do swojego chłopaka, usiadłaś na nim okrakiem i dałaś mu soczystego całusa w usta. On odwzajemnił pocałunek i z twoich początkowych planów szybkiego buziaka nic nie wyszło. Oderwawszy się od siebie napotkaliście spojrzenia przyjaciół. Oczywiście Lou nie mógł się powstrzymać i musiał skomentować tę sytuację.
Ls: No ładnie razem wyglądacie, ale dali być sie już spokój. Nie wystarczy wam, że cały tydzień spędziliście we dwoje..?
H: Wiesz nie wiem ja ty Louis, ale my nie spędziliśmy 7 dni w sypialni..
E: My też nie, za to mam złamany ząb..
(T.I): Co?- spytałaś zdziwiona, po czym brunetka opowiedziała cała historię. Następnie Horan oznajmił, że jedzenie gotowe, więc zasiedliście do stołu. Kilka minut później pojawił się Zayn i Elena. Oczywiście mulat zdążył się zaopatrzeń w coś mocniejszego i po chwili każde z was sączyło piwo. Zabawa cały czas się rozkręcała, aż około 2 w nocy zasnęliście na dworze.
Nowy rozdział xd
Chyba krótki :/
A to, źle, ale teraz chyba tylko takie będą..
Mnie się całkiem podoba ;)
Ciekawa jestem waszych opinii ;p
A no i dziękuje za wasze komentarze pod poprzednim postem ;*
Jesteście wielkie <333
piątek, 27 września 2013
20.Fun
Rozdział dedykuję Kindze <333
*Ty*
Obudziło cię pukanie do drzwi. Zaspana z przyzwyczajenia powiedziałaś „proszę”. Drzwi otwierały się powoli, a ty zamarłaś. Dopiero teraz pomyślałaś, że to mogła być twoja babcia. Serce zaczęło ci mocniej walić, ale na szczęście zza drzwi wyłoniła się Kasia i przywitała was radośnie, przy czym wskoczyła między ciebie, a Hazzę.
H: Kobieto ciszej..- powiedział skacowany. Nic dziwnego wczoraj nieźle zabalowali.
K: Oj cicho siedź.. A ty (T.I) ubieraj się. Jedziemy do fryzjera i kosmetyczki. Dziś mój wielki dzień. I bądź gotowa za 20 minut. A teraz lecę. Muszę znaleźć kluczyki do samochodu.- nie pozwoliła ci odpowiedzieć. Szybko wstałaś poszłaś do łazienki i ubrałaś to. Na pożegnanie dałaś Harremu całusa w policzek i wybiegłaś przed dom. Tam czekała już na ciebie Kasia, Ola (jej druhna) i niestety Aśka. Musiałaś usiąść obok tej małolaty, ale cóż. Sama się zastanawiałaś czemu byłaś taka zazdrosna. Pewnie dlatego, że widziałaś w niej konkurencje. I nic dziwnego. Joasia była długonogą blondynką z idealnym ciałem, a do tego mogła mieć każdego. Twoje rozmyślnie przerwało to, iż dotarłyście do fryzjera. Na miejscu były 3 krzesła, a was 4. Nie zważając na nic zajęłaś jedno z nich. Tym razem to Aśka musiał poczekać. Dla ciebie to było małe zwycięstwo. Fryzjerki szybko zajęły się wami. Byłyście tam do 13.00, potem wróciłyście do domu na obiad i odświeżyć się. O 14.30 przyjechała kosmetyczka i zajęła się każdą z was. Była 15.50, więc najwyższy czas, aby się przebrać. Poszłaś do siebie o pokoju i założyłaś tę sukienkę i czarne szpilki. Spojrzałaś w lustro i byłaś zadowolona ze swojego stroju i ogólnego wyglądu. Nagle do twojej sypialni wszedł Harry.
H: Pomó
ż mi założyć m…- zaciął się, gdy cie zobaczył. Patrzył na ciebie dobre trzy minuty i dopiero się otrząsnął.
H: Wow! Wyglądasz niesamowicie.- po czym przyciągną cię do siebie i złożył delikatny pocałunek na twoich podkreślonych jasnym różem ustach. Już miałaś ulec, gdy przypomniałaś sobie co powiedział wczoraj. Stanowczo, lecz delikatnie odepchnęłaś chłopaka, na co on tylko westchnął. Nie czekając na nic zawiązałaś mu muszkę i poszłaś do niego do pokoju. Tam czekałaś na niego chwilę i razem zeszliście na dół. Byli wszyscy oprócz panny młodej. Czekaliście jeszcze 15 minut i zobaczyliście Kasie. Miał na sobie tę suknię. Wyglądała przepięknie. Para młoda uzyskała błogosławieństwo od swoich rodziców i wyruszyliście do kościoła. Msza święta trwała już dość długo, ale w końcu był moment przysięgi. Kamil patrzyła na Kasię ona na niego. Chłopak włożył obrączkę swojej wybrance i ona uczyniła to samo. Potem powiedzieli sobie sakramentalne tak. Wzruszyłaś się. Widziałaś wielką miłość, która ich łączy. Z zamyślenia wyrwał cię Harry.
H: Kiedyś my będziemy na ich miejscu.- wyszeptał ci do ucha, a ty uśmiechnęłaś się. Uroczystość dobiegła końca i wyszliście na zewnątrz. Tam podeszliście do młodych i wręczyliście im prezent. Następnie wszyscy udali się do domu weselnego. Na miejscu odbył się prawdziwie Polski zwyczaj witania pary chlebem, solą i wódka. Potem przyszła pora na pierwszy taniec nowożeńców. Ola wymyśliła, że podczas tego tańca obsypiecie młodych płatkami róż i tak też zrobiliście. Parka była zaskoczona. Następnie podano pierwsze danie i opito zdrowie Kamila i Kasi. Wypiłaś 3 kieliszki wódki i miałaś dość. Dalej były tańce. Nagle Hazzę dopadły małe fanki, on grzecznie rozdał autografy, zrobił sobie z nimi zdjęcia i dały mu spokój. Przynajmniej na jakiś czas. Rozmawiałaś z Kasią, gdy nagle podszedł do ciebie pewien blondyn.
Ł: Stęskniłem się siostrzyczko.
(T.I): Łukasz!- krzyknęłaś i rzuciłaś się mu na szyję. Chłopak był twoim przyrodnim bratem. Gdy ty i rodzice wyjechaliście do Anglii on był już pełnoletni i został w Polsce. Rodzice się z nim pokłócili i nie utrzymywaliście kontaktów. A teraz stoi obok ciebie. W prawdzie słabo, go pamiętasz, ale jednak. Po chwili dodałaś. – Co u ciebie?
Ł: Jakoś leci. Za to słyszałem, że ty znalazłaś niezłą partię.
(T.I): Tak. Apropo mojej „niezłej partii” właśnie tu idzie. Łukasz poznaj to Harry mój chłopak, Harry to Łukasz mój brat.- mężczyźni podali sobie ręce i wróciliście do rozmowy. Nagle przerwało wam jakieś dziecko.
D: Tata- zamurowało cię. Łukasz jest ojcem, a ty nic o tym nie wiedziałaś.
Ł: Przedstawiam wam moje oczko w głowi, mojego skarbeczka, Donatkę.
(T.I): Cześć mała. Ile ona ma lat? I czemu nic nie mówiłeś?
Ł: Ma roczek. I rodzice wiedzieli o niej od początku. Nawet wysłałem wam zaproszenie na ślub i chrzciny. Oni ci nic nie mówili, a właśnie co u nich?
(T.I): Nie, nie powiedzieli. I właściwie nie wiem co u nich, bo nie utrzymuję z nimi kontaktu..- opowiedziałaś mu całą historię, a Hazza zajął się małą. W sumie dla niego to była przyjemność. Nie wiesz dlaczego, ale bardzo lubił dzieci. Ty przynamniej miałaś czas pogadać z własnym bratem. Skończyliście około 23.30 i wtedy
Harold porwał cię na dwór. Było już zupełnie ciemno. Szliście alejką obsadzoną po obu stronach drzewkami iglastymi, na których zawieszono białe światełka. W końcu doszliście do fontanny. Usiadłaś na ławce, a Hazza gdzieś zniknął. Po chwilę zobaczyłaś go z ogromnym bukietem czerwonych róż. Ciągle byłaś na niego trochę zła za wczoraj, ale gdy zobaczyłaś go z tymi kwiatami nie mogłaś się powstrzymać i na twoją twarz wkradł się szczery uśmiech. Chłopak uklęknął przed tobą i powiedział:
H: Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić. Wiem, czas żebym się nauczył traktować tych których kocham tak jak sam chce być kochany. Ja po prostu zachowałem się jak skończony palant, a ty mimo to mi wybaczyłaś. Wiem, że nie zasługuję na ciebie, więc chciałem ci to jakoś wynagrodzić i pomyślałem, że kwiaty to dobry pomysł.-dał ci bukiet i dodał- Jesteś moim skarbem, moim szczęściem, moim życiem. Kocham cię.- skończył, popatrzył ci w oczy. Widziałaś w nich zakłopotanie i niepewność. Ogarnęło cię dziwne uczucie. Czułaś się szczęśliwa, może dlatego, że pierwszy raz otworzył sie przed tobą. Nie wiedziałaś co masz powiedzieć. Z jednej strony to oczywiste, że kochałaś go, ale z drugiej jego wczorajsze słowa zapady ci głęboko w pamięci i bolały. Myślałaś trochę i rzekłaś.
(T.I): Przecież wiesz, że cię kocham i ci wybaczyłam. Nie chciałabym, żebyśmy się rozstali z takiego powodu.- uśmiechnęłaś się. On niepewnie zbliżył się do ciebie i delikatnie musnął twoje usta. Zatonęłaś w marzeniach. Potem siedzieliście jeszcze trochę sami i wróciliście do pozostałych gości. Zabawa na weselu była znakomita, nigdy nie bawiłaś się tak dobrze jak tej nocy. Około 4.00 nad ranem wróciliście do domu. Nie miałaś na nic siły weszłaś do swojej sypialni, zdjęłaś sukienkę i położyłaś się spać.
Wstałaś o 13.00, wykąpałaś się, ubrałaś w to i zrobiłaś lekki makijaż. Wyszłaś z pokoju i zajrzałaś do Hazzy o dziwo nie było go w jego sypialni. Zeszłaś na dół i tam zastałaś chłopaka siedzącego na kanapie. Wstał poszedł do ciebie i złożył na twoich ustach soczysty pocałunek.
(T.I): Jak widzę humor dopisuje. Ciekawa jestem tylko dlaczego?
H: Bo stoi przede mną ósmy cud świata.- zarumieniłaś, chwyciłaś go za ręka i udaliście się do samochodu, żeby jechać na poprawiny. Na miejscu zabawa już trwała. Zajęliście miejsce przy młodych i i wypiliście ich zdrowie. Potem tańce picie i znów taniec. Taki schemat trwał do 22.00 o tej godzinie wróciliście do domu. Szczerze mówiąc miałaś problemy z utrzymaniem równowagi. Na szczęście Harry był trzeźwy, bo prowadził. Wziął cię na ręce i zaniósł do sypialni. Tobie oczywiście dopisywał humor i śmiałaś się jak nienormalna. Chłopak położył cię na łóżku i zaczął cię rozbierać.
(T.I): Będziemy się pieprzyć?- spytałaś, a on tylko się zaśmiał i kontynuował. Potem pocałował cię w czoło i wyszedł.
Obudziłaś się z potwornym bólem głowy. Leniwie spojrzałaś na zegarek, była 8.00. Zdziwiło cię, że byłaś w samej bieliźnie. Chwilę później uświadomiłaś sobie, że nie pamiętasz prawie nic ze wczorajszego wieczoru. Powolnie zwlekłaś się z łóżka i poszłaś na dół. W kuchni poszukałaś tabletek przeciwbólowych i zażyłaś jedną. Potem usiadłaś przy stole i oparłaś głowę o blat. Trwałaś tak już dobre 15 minut, gdy nagle rozległo się głośne powitanie.
A: Cześć!
(T.I): Zamknij się.. głowa mi pęka..
A: Spokojnie..
(T.I): Właściwie co ty tu robisz tak wcześnie?
A: Pomyślałam, że wpadnę i zrobię Harre.. znaczy wam śniadanie.- uśmiechnęła się sztucznie, a w tobie się zgotowało.
(T.I): Słuchaj jeszcze raz zaczniesz podrywać mojego faceta, a źle się to dla ciebie skończy.
A: Ta.. co mi zrobisz?
(T.I): Jeszcze zobaczysz. I radzę ci nie próbuj mnie wkurzyć.- rzuciłaś oschle i opuściłaś pomieszczenie. Weszłaś na górę. Wykąpałaś się i założyłaś jeansowe krótkie spodenki i czarną bluzkę na ramiączka. Następnie udałaś się na taras gdzie przygotowywane było śniadanie. Pomogłaś babci nakryć do stołu i przenieść jedzenie z kuchni do ogrodu. Po około pół godzinie wszystko było gotowe. Przy stole zasiadłaś ty, babcia, Aśka i jej rodzice. Hazzy nadal nie było, ale postanowiłaś go nie budzić. Podczas posiłku panowała całkiem znośna atmosfera. Oczywiście nie mogłaś sobie odpuścić drobnych docinek pod adresem „twojej konkurencji”. Później posprzątaliście po śniadaniu i wszyscy rozeszli się. Rodzice Aśki do pracy, Aśka gdzieś zniknęła, a babcia do ogrodu zrobić przegląd grządek. Ty postanowiłaś zrobić sobie herbatę. Wstawiłaś wodę na napój. Gdy czajnik zagwizdał zalałaś herbatę, po czym zajęłaś się jej parzeniem. Nagle poczułaś, że ktoś obejmuje cię od tyłu i delikatnie całuje po szyi.
Odwróciłaś się, a Harold złączył wasze usta w pocałunku. Całowaliście się długo i namiętnie. Błądziłaś rękoma po plecach chłopaka, a on wplótł palce w twoje włosy. Żeby było ci wygodniej Hazza posadził cię na blacie i wróciliście do pocałunku. Lokowaty zdjął ci już bluzkę, gdy usłyszeliście.
A: Ludzie, błagam was to jest kuchnia, a nie sypialni! Opanujcie się!- momentalnie przerwaliście, ty poczerwieniałaś, szybko założyłaś koszulkę i zeskoczyłaś z szafki. Harry odchrząkną i zaśmiał się, a Aśka patrzyła na was ze zdziwieniem i chyba obrzydzeniem. Dziewczyna wzięła sok i wyszła z kuchni. Zielonooki wybuchł śmiechem, a tobie nadal było głupio.
(T.I): I z czego się cieszysz?
H: Przecież to było zabawne.
(T.I): Dobra, zobaczmy czy będziesz się śmiał jak ciebie ktoś obcy zobaczy prawie nago.
H: Będę, bo gdy jestem nagi czuję się wolny.
(T.I): Skoro tak to możemy się założyć.
H: O co?
(T.I): Na pierwszym koncercie jaki bedziecie mieli wystap w samych bokserkach. Jeśli wygrasz zrobię co tylko zechcesz, jeśli ja wygram sama wybiorę sobie nagrodę. To jak stoi?- chłopak zmieszał się i zamyślił. Po chwili odparł.
H: Stoi, ale zrobisz wszystko co będę chciał?
(T.I): Tak.- odpowiedziałaś i poszłaś do salonu. Siedzieliście i oglądaliście film, gdy przyszła do was babcia i oznajmiła, że jedzie z Asia na zakupy do Warszawy i wrócą z rodzicami smarkuli czyli o 20.00 . Chwilę później opuściły one dom, a Harold uśmiechnął się zadziornie. Po czym zaczął całować się po ramieniu i mówił.
H: Wiesz, że mamy cały dom dla siebie i że teraz nikt nie będzie nam przeszkadzał..- dotarł do twoich ust pocałował je namiętnie.
Nowy rozdział xd
Jak dla mnie jest w porządku ;)
Ni genialny ni do dupy.. chyba ;p
Ale spokojnie niedługo akcja się rozwinie ;D
Nie mogę się doczekać waszych opinii ;3
Dziękuje za komentarze po poprzednim postem ;*
Zapraszam do obserwowania bloga i do zadawania pytań postaciom ;>
Pozdrawiam <333
*Ty*
Obudziło cię pukanie do drzwi. Zaspana z przyzwyczajenia powiedziałaś „proszę”. Drzwi otwierały się powoli, a ty zamarłaś. Dopiero teraz pomyślałaś, że to mogła być twoja babcia. Serce zaczęło ci mocniej walić, ale na szczęście zza drzwi wyłoniła się Kasia i przywitała was radośnie, przy czym wskoczyła między ciebie, a Hazzę.
H: Kobieto ciszej..- powiedział skacowany. Nic dziwnego wczoraj nieźle zabalowali.
K: Oj cicho siedź.. A ty (T.I) ubieraj się. Jedziemy do fryzjera i kosmetyczki. Dziś mój wielki dzień. I bądź gotowa za 20 minut. A teraz lecę. Muszę znaleźć kluczyki do samochodu.- nie pozwoliła ci odpowiedzieć. Szybko wstałaś poszłaś do łazienki i ubrałaś to. Na pożegnanie dałaś Harremu całusa w policzek i wybiegłaś przed dom. Tam czekała już na ciebie Kasia, Ola (jej druhna) i niestety Aśka. Musiałaś usiąść obok tej małolaty, ale cóż. Sama się zastanawiałaś czemu byłaś taka zazdrosna. Pewnie dlatego, że widziałaś w niej konkurencje. I nic dziwnego. Joasia była długonogą blondynką z idealnym ciałem, a do tego mogła mieć każdego. Twoje rozmyślnie przerwało to, iż dotarłyście do fryzjera. Na miejscu były 3 krzesła, a was 4. Nie zważając na nic zajęłaś jedno z nich. Tym razem to Aśka musiał poczekać. Dla ciebie to było małe zwycięstwo. Fryzjerki szybko zajęły się wami. Byłyście tam do 13.00, potem wróciłyście do domu na obiad i odświeżyć się. O 14.30 przyjechała kosmetyczka i zajęła się każdą z was. Była 15.50, więc najwyższy czas, aby się przebrać. Poszłaś do siebie o pokoju i założyłaś tę sukienkę i czarne szpilki. Spojrzałaś w lustro i byłaś zadowolona ze swojego stroju i ogólnego wyglądu. Nagle do twojej sypialni wszedł Harry.
H: Pomó
ż mi założyć m…- zaciął się, gdy cie zobaczył. Patrzył na ciebie dobre trzy minuty i dopiero się otrząsnął.
H: Wow! Wyglądasz niesamowicie.- po czym przyciągną cię do siebie i złożył delikatny pocałunek na twoich podkreślonych jasnym różem ustach. Już miałaś ulec, gdy przypomniałaś sobie co powiedział wczoraj. Stanowczo, lecz delikatnie odepchnęłaś chłopaka, na co on tylko westchnął. Nie czekając na nic zawiązałaś mu muszkę i poszłaś do niego do pokoju. Tam czekałaś na niego chwilę i razem zeszliście na dół. Byli wszyscy oprócz panny młodej. Czekaliście jeszcze 15 minut i zobaczyliście Kasie. Miał na sobie tę suknię. Wyglądała przepięknie. Para młoda uzyskała błogosławieństwo od swoich rodziców i wyruszyliście do kościoła. Msza święta trwała już dość długo, ale w końcu był moment przysięgi. Kamil patrzyła na Kasię ona na niego. Chłopak włożył obrączkę swojej wybrance i ona uczyniła to samo. Potem powiedzieli sobie sakramentalne tak. Wzruszyłaś się. Widziałaś wielką miłość, która ich łączy. Z zamyślenia wyrwał cię Harry.
H: Kiedyś my będziemy na ich miejscu.- wyszeptał ci do ucha, a ty uśmiechnęłaś się. Uroczystość dobiegła końca i wyszliście na zewnątrz. Tam podeszliście do młodych i wręczyliście im prezent. Następnie wszyscy udali się do domu weselnego. Na miejscu odbył się prawdziwie Polski zwyczaj witania pary chlebem, solą i wódka. Potem przyszła pora na pierwszy taniec nowożeńców. Ola wymyśliła, że podczas tego tańca obsypiecie młodych płatkami róż i tak też zrobiliście. Parka była zaskoczona. Następnie podano pierwsze danie i opito zdrowie Kamila i Kasi. Wypiłaś 3 kieliszki wódki i miałaś dość. Dalej były tańce. Nagle Hazzę dopadły małe fanki, on grzecznie rozdał autografy, zrobił sobie z nimi zdjęcia i dały mu spokój. Przynajmniej na jakiś czas. Rozmawiałaś z Kasią, gdy nagle podszedł do ciebie pewien blondyn.
Ł: Stęskniłem się siostrzyczko.
(T.I): Łukasz!- krzyknęłaś i rzuciłaś się mu na szyję. Chłopak był twoim przyrodnim bratem. Gdy ty i rodzice wyjechaliście do Anglii on był już pełnoletni i został w Polsce. Rodzice się z nim pokłócili i nie utrzymywaliście kontaktów. A teraz stoi obok ciebie. W prawdzie słabo, go pamiętasz, ale jednak. Po chwili dodałaś. – Co u ciebie?
Ł: Jakoś leci. Za to słyszałem, że ty znalazłaś niezłą partię.
(T.I): Tak. Apropo mojej „niezłej partii” właśnie tu idzie. Łukasz poznaj to Harry mój chłopak, Harry to Łukasz mój brat.- mężczyźni podali sobie ręce i wróciliście do rozmowy. Nagle przerwało wam jakieś dziecko.
D: Tata- zamurowało cię. Łukasz jest ojcem, a ty nic o tym nie wiedziałaś.
Ł: Przedstawiam wam moje oczko w głowi, mojego skarbeczka, Donatkę.
(T.I): Cześć mała. Ile ona ma lat? I czemu nic nie mówiłeś?
Ł: Ma roczek. I rodzice wiedzieli o niej od początku. Nawet wysłałem wam zaproszenie na ślub i chrzciny. Oni ci nic nie mówili, a właśnie co u nich?
(T.I): Nie, nie powiedzieli. I właściwie nie wiem co u nich, bo nie utrzymuję z nimi kontaktu..- opowiedziałaś mu całą historię, a Hazza zajął się małą. W sumie dla niego to była przyjemność. Nie wiesz dlaczego, ale bardzo lubił dzieci. Ty przynamniej miałaś czas pogadać z własnym bratem. Skończyliście około 23.30 i wtedy
Harold porwał cię na dwór. Było już zupełnie ciemno. Szliście alejką obsadzoną po obu stronach drzewkami iglastymi, na których zawieszono białe światełka. W końcu doszliście do fontanny. Usiadłaś na ławce, a Hazza gdzieś zniknął. Po chwilę zobaczyłaś go z ogromnym bukietem czerwonych róż. Ciągle byłaś na niego trochę zła za wczoraj, ale gdy zobaczyłaś go z tymi kwiatami nie mogłaś się powstrzymać i na twoją twarz wkradł się szczery uśmiech. Chłopak uklęknął przed tobą i powiedział:
H: Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić. Wiem, czas żebym się nauczył traktować tych których kocham tak jak sam chce być kochany. Ja po prostu zachowałem się jak skończony palant, a ty mimo to mi wybaczyłaś. Wiem, że nie zasługuję na ciebie, więc chciałem ci to jakoś wynagrodzić i pomyślałem, że kwiaty to dobry pomysł.-dał ci bukiet i dodał- Jesteś moim skarbem, moim szczęściem, moim życiem. Kocham cię.- skończył, popatrzył ci w oczy. Widziałaś w nich zakłopotanie i niepewność. Ogarnęło cię dziwne uczucie. Czułaś się szczęśliwa, może dlatego, że pierwszy raz otworzył sie przed tobą. Nie wiedziałaś co masz powiedzieć. Z jednej strony to oczywiste, że kochałaś go, ale z drugiej jego wczorajsze słowa zapady ci głęboko w pamięci i bolały. Myślałaś trochę i rzekłaś.
(T.I): Przecież wiesz, że cię kocham i ci wybaczyłam. Nie chciałabym, żebyśmy się rozstali z takiego powodu.- uśmiechnęłaś się. On niepewnie zbliżył się do ciebie i delikatnie musnął twoje usta. Zatonęłaś w marzeniach. Potem siedzieliście jeszcze trochę sami i wróciliście do pozostałych gości. Zabawa na weselu była znakomita, nigdy nie bawiłaś się tak dobrze jak tej nocy. Około 4.00 nad ranem wróciliście do domu. Nie miałaś na nic siły weszłaś do swojej sypialni, zdjęłaś sukienkę i położyłaś się spać.
Wstałaś o 13.00, wykąpałaś się, ubrałaś w to i zrobiłaś lekki makijaż. Wyszłaś z pokoju i zajrzałaś do Hazzy o dziwo nie było go w jego sypialni. Zeszłaś na dół i tam zastałaś chłopaka siedzącego na kanapie. Wstał poszedł do ciebie i złożył na twoich ustach soczysty pocałunek.
(T.I): Jak widzę humor dopisuje. Ciekawa jestem tylko dlaczego?
H: Bo stoi przede mną ósmy cud świata.- zarumieniłaś, chwyciłaś go za ręka i udaliście się do samochodu, żeby jechać na poprawiny. Na miejscu zabawa już trwała. Zajęliście miejsce przy młodych i i wypiliście ich zdrowie. Potem tańce picie i znów taniec. Taki schemat trwał do 22.00 o tej godzinie wróciliście do domu. Szczerze mówiąc miałaś problemy z utrzymaniem równowagi. Na szczęście Harry był trzeźwy, bo prowadził. Wziął cię na ręce i zaniósł do sypialni. Tobie oczywiście dopisywał humor i śmiałaś się jak nienormalna. Chłopak położył cię na łóżku i zaczął cię rozbierać.
(T.I): Będziemy się pieprzyć?- spytałaś, a on tylko się zaśmiał i kontynuował. Potem pocałował cię w czoło i wyszedł.
Obudziłaś się z potwornym bólem głowy. Leniwie spojrzałaś na zegarek, była 8.00. Zdziwiło cię, że byłaś w samej bieliźnie. Chwilę później uświadomiłaś sobie, że nie pamiętasz prawie nic ze wczorajszego wieczoru. Powolnie zwlekłaś się z łóżka i poszłaś na dół. W kuchni poszukałaś tabletek przeciwbólowych i zażyłaś jedną. Potem usiadłaś przy stole i oparłaś głowę o blat. Trwałaś tak już dobre 15 minut, gdy nagle rozległo się głośne powitanie.
A: Cześć!
(T.I): Zamknij się.. głowa mi pęka..
A: Spokojnie..
(T.I): Właściwie co ty tu robisz tak wcześnie?
A: Pomyślałam, że wpadnę i zrobię Harre.. znaczy wam śniadanie.- uśmiechnęła się sztucznie, a w tobie się zgotowało.
(T.I): Słuchaj jeszcze raz zaczniesz podrywać mojego faceta, a źle się to dla ciebie skończy.
A: Ta.. co mi zrobisz?
(T.I): Jeszcze zobaczysz. I radzę ci nie próbuj mnie wkurzyć.- rzuciłaś oschle i opuściłaś pomieszczenie. Weszłaś na górę. Wykąpałaś się i założyłaś jeansowe krótkie spodenki i czarną bluzkę na ramiączka. Następnie udałaś się na taras gdzie przygotowywane było śniadanie. Pomogłaś babci nakryć do stołu i przenieść jedzenie z kuchni do ogrodu. Po około pół godzinie wszystko było gotowe. Przy stole zasiadłaś ty, babcia, Aśka i jej rodzice. Hazzy nadal nie było, ale postanowiłaś go nie budzić. Podczas posiłku panowała całkiem znośna atmosfera. Oczywiście nie mogłaś sobie odpuścić drobnych docinek pod adresem „twojej konkurencji”. Później posprzątaliście po śniadaniu i wszyscy rozeszli się. Rodzice Aśki do pracy, Aśka gdzieś zniknęła, a babcia do ogrodu zrobić przegląd grządek. Ty postanowiłaś zrobić sobie herbatę. Wstawiłaś wodę na napój. Gdy czajnik zagwizdał zalałaś herbatę, po czym zajęłaś się jej parzeniem. Nagle poczułaś, że ktoś obejmuje cię od tyłu i delikatnie całuje po szyi.
Odwróciłaś się, a Harold złączył wasze usta w pocałunku. Całowaliście się długo i namiętnie. Błądziłaś rękoma po plecach chłopaka, a on wplótł palce w twoje włosy. Żeby było ci wygodniej Hazza posadził cię na blacie i wróciliście do pocałunku. Lokowaty zdjął ci już bluzkę, gdy usłyszeliście.
A: Ludzie, błagam was to jest kuchnia, a nie sypialni! Opanujcie się!- momentalnie przerwaliście, ty poczerwieniałaś, szybko założyłaś koszulkę i zeskoczyłaś z szafki. Harry odchrząkną i zaśmiał się, a Aśka patrzyła na was ze zdziwieniem i chyba obrzydzeniem. Dziewczyna wzięła sok i wyszła z kuchni. Zielonooki wybuchł śmiechem, a tobie nadal było głupio.
(T.I): I z czego się cieszysz?
H: Przecież to było zabawne.
(T.I): Dobra, zobaczmy czy będziesz się śmiał jak ciebie ktoś obcy zobaczy prawie nago.
H: Będę, bo gdy jestem nagi czuję się wolny.
(T.I): Skoro tak to możemy się założyć.
H: O co?
(T.I): Na pierwszym koncercie jaki bedziecie mieli wystap w samych bokserkach. Jeśli wygrasz zrobię co tylko zechcesz, jeśli ja wygram sama wybiorę sobie nagrodę. To jak stoi?- chłopak zmieszał się i zamyślił. Po chwili odparł.
H: Stoi, ale zrobisz wszystko co będę chciał?
(T.I): Tak.- odpowiedziałaś i poszłaś do salonu. Siedzieliście i oglądaliście film, gdy przyszła do was babcia i oznajmiła, że jedzie z Asia na zakupy do Warszawy i wrócą z rodzicami smarkuli czyli o 20.00 . Chwilę później opuściły one dom, a Harold uśmiechnął się zadziornie. Po czym zaczął całować się po ramieniu i mówił.
H: Wiesz, że mamy cały dom dla siebie i że teraz nikt nie będzie nam przeszkadzał..- dotarł do twoich ust pocałował je namiętnie.
Nowy rozdział xd
Jak dla mnie jest w porządku ;)
Ni genialny ni do dupy.. chyba ;p
Ale spokojnie niedługo akcja się rozwinie ;D
Nie mogę się doczekać waszych opinii ;3
Dziękuje za komentarze po poprzednim postem ;*
Zapraszam do obserwowania bloga i do zadawania pytań postaciom ;>
Pozdrawiam <333
poniedziałek, 23 września 2013
19.True
(N.B)- nazwisko babci
*Ty*
Następnego dnia obudziłaś się o 10.00. Rozejrzałaś się po pokoju i spostrzegłaś porozrzucane ubrania. Uśmiechnęłaś się na wspomnienia wczorajszej nocy, nagle poczułaś, że ktoś cię całuje w szyję.
H: Dzień dobry księżniczko. Jak się spało?
(T.I): Dobrze, ale krótko. Nie wie pan dlaczego?
H: Ależ skąd…- rzekł i znalazł się nad tobą. Pocałował cię w usta, lecz ty szybko to ukróciłaś i powiedziałaś.
(T.I): Nie teraz. Musimy wracać. O 15.00 mamy odprawę.
H: Ale ja chcę tu zostać.
(T.I): To zostań, ale ja jadę do domu.- odpowiedziałaś i wstałaś z łóżka. Znalazłaś swoje rzeczy i założyłaś je. Harold po chwili uczynił to samo, potem przyjechała taxi i pojechaliście do domu. Na miejscu zastaliście komitet powitalny. Najpierw spojrzał na was potem na siebie i od razu głupie uśmieszki. Elena rzuciła ci się na szyję i zabrała cię do pokoju Zayna.
El: A teraz opowiadaj. Wszystko od A do Z. Ze szczegółami proszę.- ty zmuszona „wyspowiadałaś” się przyjaciółce, a ona patrzyła z podziwem. Nie wierzyła, że byłaś do tego zdolna. Fakt nie brak ci odwagi, ale w takich sprawach jesteś raczej nieśmiała. Następnie wzięłaś prysznic, ubrałaś się w to i baleriny. Zeszłaś na dół, wszyscy byli pochłonięci przygotowywaniem obiadu. Tobie kazali usiąść przy stole i czekać. Kilka minut później podali istnie brytyjskie danie- rybę z frytkami.
(T.I): Widzę, że tym razem dom nie ucierpiał.
H: To dzięki temu, że nimi dyrygowałem.
Ls: Jasne, bez ciebie też byśmy sobie poradzili.- zaśmiał się i zaczęliście jeść. Gdy skończyliście była 14.15. Harry poszedł po wasze walizki i „zapakowaliście” się do 2 samochodów. W jednym jechałaś ty, Harry, Elena, Zayn i Niall, a drugim Louis, Eleonor, Liam i Daniell. Na lotnisko dotarliście pięć minut przed czasem. I oczywiście co zastaliście. Tłum fanów i reporterów. To oczywiście zatrzymało was, bo chłopcy musieli rozdać autografy. Na początku nie miałaś nic przeciwko, ale gdy usłyszałaś rozmowę dwóch „fanek”, która brzmiała tak:
„1F: Bosz jak Harry może chodzić z tą dziwka?!
2F: Przecież ona jest brzydka!
1F: Właśnie. Mogę się założyć, że przeleci ja i zostawi.
2F:No baa, każda byłaby lepsza od niej.”- nie wytrzymałaś i podeszłaś do nich i rzekłaś.
(T.I): Nie oceniajcie mnie, bo mnie nie znacie! Może pomyślcie, że ludzie nie są idealni.. nawet wy nie jesteście! Choć w sumie rozumiem waszą zazdrość.. Wy możecie rozbierać go wzrokiem, a tylko ja rękoma.- rzekłaś i uśmiechnęłaś się triumfalnie. Widziałaś jak zaciesz schodzi z buziek, tych panienek. „Ja 1, pseudo fani 0.” pomyślałaś. Potem oddaliliście się od tłumu, oddaliście bagaże, poddaliście się kontroli celnej i przyszła pora na pożegnanie. Najpierw zrobiliście Horan Hug, a potem z każdym pojedynczo. Na koniec trafiłaś na Elenę. Łza zakręciła ci się w oku, na co ona odparła.
El: Tylko mi tu nie płacz, bo makijaż sobie rozmażesz.- mówiła udając twardą.
(T.I): Kocham cię i będę tęsknić.
El: Też cię kocham. No chodź tu i przytul mnie- bez wahania wykonałaś jej prośbę. Gdy się od siebie odkleiłyście, ty i Hazza musieliście już iść. Udaliście się do odpowiedniego wejścia i zajęliście miejsca w samolocie.
*Ty*
Lot nie trwał zbyt długo, bo tylko 3 godziny. Na Okręciu szybko załatwiliście formalności, zabraliście bagaże i udaliście się do hali, gdzie czekali ludzie na swoich znajomych. Po chwili wypatrzyłaś Kasię i Kamila. Wzięłaś Harrego za rękę i podeszliście do twoich krewnych. Przywitaliście się, udaliście do samochodu i ruszyliście do domu twojej babci. O dziwo nikt nie rozpoznał Hazzy, co cię cieszyło. Musiałaś to przyznać, nie radziłaś sobie z jego sławą, ale trzeba to zaakceptować, bo to cząstka jego życia, a teraz także twojego. Podróż trwała nie całą godzinę. Dojechaliście do Porządzia i cudnego domku twej kochanej babuni. Wysiedliście z auta i pierwsze co zarobiłaś to zaciągnęłaś się Polskim powietrzem. Dopiero teraz zrozumiałaś ja bardzo ci tego brakowało. Harry natomiast przyglądał się całej okolicy.
(T.I): Witaj w krainie mojego dzieciństwa. – chłopak uśmiechnął się i poszedł po walizki. Weszłaś za ogrodzenie i usłyszałaś szczekanie. Szczekanie, które dobrze znałaś i za którym tak tęskniłaś.
W mgnieniu oka pojawił się koło ciebie słodziutki z pozoru piesek. Zwierzak wybił się w powietrze i wskoczył ci na ręce. Zaczął lizać po twarzy i wesoło merdać ogonkiem. Tak to wciąż był ten sam szczeniaczek, którego przygarnęłaś. Wabił się Pimpek i był twoją prawdziwą miłością. Wypuściłaś go z objęć, bo zobaczyłaś zmierzającą ku tobie babcie. Od razu pobiegłaś do niej i ją uściskałaś. Stałyście taki i mówiła ci jak bardzo wyrosłaś i jak bardzo się stęskniła. Nagle jej wzroku utkwił w czymś za twoimi plecami. Po chwili wydusiła.
B: Tosz to Harry Styles!- ty zaniemówiłaś. „Skąd ona wie kim jest mój chłopak” pomyślałaś. Gdy ty stałaś ja słup, zielonooki podszedł do staruszki ucałował ją w dłoń i powiedział.
H: Dzien dobry. Miło pania poznac.- i znów szok, on mówi po polsku.
B: Kochanie. To jest ten młodzieniec, o który mówiła mi Kasia?
(T.I): Ta.. Tak. To on, ale skąd ty wiesz kim on jest?
B: Przy Asi nawet ja się czegoś nauczyłam…- nie dokończyła, bo zobaczyłyście „słodkiego” psa, który właśnie rzucał się na Hazzę. Mówiłaś swojemu chłopakowi, żeby się nie ruszał, ale on nie posłuchał. Zaczął uciekać i wrzeszczeć jak opętany. Źle by się to skończyło, gdyby nie Kamil, który złapał Pimpka i odniósł do boksu. Po opanowaniu sytuacji, babcia dokończyła.
B: A teraz chodźcie do środka, pokaże wam wasze pokoje.
(T.I): Pokoje? A nie moglibyśmy spać w jednym?
B: Co powiedziałaś młoda damo?- rzekła stanowczo, dając ci do zrozumienia, że nie ma takiej opcji. Zmieszana, grzecznie poszłaś za seniorką. Zaprowadziła was do pokoi. Na szczęście były obok siebie. Rozpakowałaś się i odświeżyłaś. Była 20.30, miałaś zejść na dół. Wyszłaś z pokoju i w tym samym czasie pokazał się Hazz. Chłopak nie zważając na nic przyssał się do ciebie, po czym poszliście do jadalni. Usiedliście przy stole, a w drzwiach pojawia się Aśka z szklaną miską z sałatką. Nagle rozległo się „aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa”, a potem miska znalazła się na ziemi.
A: Jak? Tu? Ty?- mówiła patrząc na Hazzę.- Żartujecie ze mnie? Ukryta kamera, tak?
(T.I): Yyyy Aśka, dobrze się czujesz?
A: Co? Ooo (T.I) jak miło, że wpadłaś. Tt..t.. Twoim chłopakiem jest Harry Styles?
H: Hello. Nice to meet you.
A: Że co.. Znaczy też miło cię poznać.- Harry wstał i uściskał ją. Z początku nie miałaś z tym problemu, ale stali tak już jakieś 5 minut. „Czas to ukrócić” pomyślałaś.
(T.I): Fajnie, że się polubiliście, ale już starczy. Harry.- chłopak puścił 16-latkę i wrócił do ciebie. Potem zaczęła się rodzinna kolacja. Było całkiem znośnie. Nawet z porozumiewaniem się nie było kłopotów. Uczta skończyła się o 22.00 i wtedy poszliście spać. Zasnęłaś. Było kilka minut przed północą, gdy nagle obudziło cię zamykanie drzwi. Gwałtownie zerwałaś się i krzyknęłaś.
(T.I): Kto to?!
H: Ciii.. To ja.
(T.I): Co ty tu robisz?
H: Stęskniłem się. - mówił wchodząc ci pod kołdrę.
(T.I): Co ty nie powiesz…- powiedziałaś, a on objął cię ręką. Nie protestowałaś. Chwilę potem ponownie zasnęłaś.
Smacznie spałaś, gdy poczułaś ze „ktoś” cię całuje szyi. Odwróciłaś się i zobaczyłaś Hazzę.
(T.I): To miłe, ale daj mi spać.. Która godzina?
H: 13.00. I też się cieszę, że cię widzę kochanie.
(T.I): To raczej ty się ciesz, bo jestem w miarę przyjemna.
H: Tak chcesz się bawić. Foch, z fanfarami i przytupem!- odwrócił się na drugi bok i udawał obrażonego. Ty po chwili zastanowienia, wyszeptałaś mu do ucha.
(T.I): Skarbie, nie gniewaj się. Potem ci to jakoś wynagrodzę.- On gwałtownie odwrócił się i uśmiechnął łobuziarsko. Ty odpowiedziałaś mu tym samym i namiętnie pocałowałaś go w usta. Chłopak zaczął ściągać z ciebie bluzkę, na co ty przerwałaś pocałunek i rzekłaś.
(T.I):Powiedziałam, że się odwdzięczę, ale nie że teraz.- wstałaś i poszłaś do łazienki. Potem ubrałaś się w to, a włosy związałaś w wysokiego kucyka. Na dole nikogo nie było, więc wyszłaś na dwór. I dobrze trafiłaś przy stole na tarasie siedziało całe towarzystwo, czyli babcia Kasia, Kamil, Aśka, rodzice Kasi i Harry. Podeszłaś do nich, przywitali cię serdecznie. Po obiedzie para młoda poszła na spacer, rodzice Aśki do domu. Na dworze zostałaś tylko ty, Harry i Joasia. Postanowiliście wykorzystać upalny dzień i poopalać się. W końcu w Londynie nie mogłaś liczyć zbyt często na taką pogodę. Na początku było fajnie, ale Asia robiła się coraz odważniejsza i zaczynała flirtować z Harrym. Co gorsza on jej na to pozwalał. Cały czas mówiła jaki to on jest umięśniony i prosiła, żeby dla niej zaśpiewał, a potem co? Oczywiście znów go chwaliła. I cały czas te sugestie
„A: Jestem wolna, wiesz?
H: Naprawdę nie wierzę. Tak ślicznotka jak ty jest sama?”.- Doprowadzało cię to do szału, a kiedy nie wytrzymałaś? Gdy ta małolata przebrała się w bikini i zaczęła przeginać się przed Hazzą. Na dodatek on wpatrzony był w nią jak w obrazek. Nie chciałaś się z nią kłócić, więc tylko gwałtownie wstałaś. Właśnie miałaś odchodzić, gdy Harold w ostatniej chwili, rzekł.
H: Gdzie idziesz? Zostań.
(T.I): Jakoś sobie poradzisz. Masz… rozebrane towarzystwo.. Znaczy dobrane towarzystwo.- odpowiedziałaś i ostentacyjnie odeszłaś. Wbiegłaś do swojego pokoju, trzasnęłaś drzwiami i położyłaś się na łóżko.
*Harry*
Kilka sekund później poszedłem do (T.I), a ona zaczęła krzyczeć.
(T.I): Wyjdź stąd!
H: Ale..
(T.I): Zostaw mnie samą!
H: O co ci chodzi?
(T.I): O gówno! Idź do swojej ślicznotki!- zaśmiałem się, a ona wyglądała jakby chciała mi przywalić, po chwili dodała.
(T.I): Tak masz rację śmiej się!
H: Przestań. Chyba nie jesteś zazdrosna o Asię.
(T.I): Asia. Jak ty ładnie ją nazywasz. Wiesz co wynoś się! Daj mi święty spokój. Idź sobie do niej. Nie wiem, przeleć TO DZIECKO czy coś. Nie zależy mi I NIE JESTEM ZAZDROSNA!
H: Serio?! Oceniasz mnie tak nisko?! Masz mnie za takiego palanta?!
(T.I): Nie wiem! Przekonajmy się!
H: Myślisz, że przespałbym się 16-latką?!
(T.I): Widzę jak na nią patrzysz! A poza tym, tylko powiedz, a zobaczysz, że da ci dupy!
H: To świetnie! Może pójdzie mi z nią szybciej niż z tobą!
(T.I): Super! Skoro tak ci brakowało seksu to trzeba było na dziwki iść, a nie czekać na mnie. I jeśli myślałeś, że teraz będę się z tobą pieprzyc na każdym kroku to się mylisz. W dupie mam co o mnie sądzisz i cieszę się, że robiliśmy to tylko raz! Chodź to może był błąd?! Błąd jak to wszystko co nas łączy!- później już nie powiedziała nic, po prostu odeszła. W ostatniej chwili złapałem ją za łokieć i powiedziałem.
H: (T.I)..
(T.I): Pieprz się!- wyrwała się i wybiegła z pokoju. Ja stałem tam i byłem w szoku. „Dlaczego ja zawsze muszę wszystko spieprzyć? Ona mi tego nie daruje. Jestem palantem” karciłem się w myślach. Chwilę potem szybko wyszedłem za nią. Rozglądałam się po całym domu. Nie było jej. Wybiegłem na dwór i zobaczyłem panią (N.B) siedział na ławce. Podszedłem do staruszki i już chciałem pytać gdzie jest (T.I), a ona wskazała mi polną dróżkę i dodała.
B: Znajdziesz ją na polanie przy rozłożystym drzewie. Mam nadzieję, że to nic poważnego. – uśmiechnęła się, a ja czym prędzej pobiegłem we wskazanym kierunku. Minąłem pole i wbiegłem do lasu. Podążając wąska ścieżką, w końcu ujrzałem wspomniane przez seniorkę miejsce. Rozglądałem się po polanie i nie dostrzegłem ukochanej. Zbliżyłem się do drzewa i usłyszałem cichy szloch. Ona płakała. Znowu płakała. Znów płakała przeze mnie. Obiecałem, że jej nie skrzywdzę i co? I nawaliłem. Dziewczyna podniosła wzrok i popatrzyła na mnie. Zatopiłem się w jej oczach, były takie piękne, a za razem przepełnione goryczą. Kilka sekund później otrząsnąłem się i wydukałem.
H: Przepraszam. Nie chciałem tego powiedzieć. Poniosło mnie.
(T.I): Może i nie chciałeś tego powiedzieć, ale tak myślałeś. I nadal myślisz. Jedno przepraszam nie wystarczy..- ton jej głosu i powaga z jaką to mówiła bolały. Ale jeszcze większe cierpienie zadawał mi jej każdy szloch, każda łza i każdy z trudem zaczerpnięty oddech. Patrzyłem na nią chwilę i powiedziałem.
H: Wiem nawaliłem.. znowu, ale obiecuję, że tym razem już tego nie zepsuję. Tylko daj mi szanse.
(T.I): Kolejną? A może to wszystko było pomyłką? Może nie powinniśmy być razem?- rzekła oschle, ciągle plącząc.
H: Nie! Nawet tak nie mów! Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało. Nie chcę cię stracić! Więc proszę daj mi szansę.
(T.I): Ostatnią..- rzekła, a ja przytuliłem ją. Nawet nie protestowała. Potem pocałowałem ją we włosy i ponownie złączyłem nas w uścisku. Teraz siedzieliśmy w cisz. Nie była ona krępująca. Po prostu, byliśmy razem i cieszyliśmy się tą chwilą. Bynajmniej ja się cieszyłem. Trwaliśmy w tym uścisku już chyba 5 minut. Następnie wstaliśmy i wróciliśmy do domu. Weszliśmy do salonu, a tam za szarlotką czekała babcia (T.I). Usiedliśmy naprzeciwko niej. Kobieta nałożyła nam ciasta i spytała jak się poznaliśmy. My opowiedzieliśmy jej całą historię, a ona powiedział nam jak poznał świętej pamięci dziadka (T.I).
Nastała 21.00. Siedzieliśmy na dworze, przy ognisku słuchając opowieści pani (I.B). Staruszka opowiadała nam o tym jak to było, gdy ona była młoda. Znaczy tak powiedziała (T.I), bo ja nie do końca rozumiałem co jej babcia mówi. Około 23.00, gdy wszyscy już spali, postanowiłem iść do mojej ukochanej. Ostrożnie wychyliłem się ze swojego pokoju, by następnie szybko przemaszerować do sypialni mojej dziewczyny. (T.I) leżała na łóżku, a ja momentalnie zająłem miejsce obok niej.
(T.I): Przecież wiesz, że moja babci kazał ci spać w innym pokoju.- rzuciła oschle.
H: Ale wczoraj nie protestowałaś, gdy przyszedłem.
(T.I): Wczoraj była inna sytuacja..- dodała i wstała. Podeszła do drzwi i powiedziała.
(T.I): A teraz wyjdź.- zaśmiałem się.
(T.I): Ja nie żartuję. Nie chcę, żebyś spał ze mną.- spoważniałem, ale nadal nie ruszyłem się z miejsca.
(T.I): Harry..- wstałem podszedłem do niej i gdy dziewczyna była pewna, że wyjdę, wziąłem ją na ręce.
(T.I): Puszczaj!
H: Cicho, bo kogoś obudzisz.- dziewczyna umilkła a ja delikatnie położyłem ja na łóżku i okryłem kołdrą. Następnie zająłem miejsce na fotelu w kacie pokoju, a ona zapytała.
(T.I): Zamierzasz tak spać?
H: Skoro nie chcesz, żebym spał z tobą na łóżku, będę spał tu.- brunetka westchnęła tylko. Jak się okazało około 3.00 nad ranem, spanie na fotelu to głupi pomysł. Czułem dokładnie wszystkie kości mojego ciała. Stwierdziłem, ze dłużej nie będę się tak męczył i położę się na łóżku. Starałem się to zrobić tak, żeby nie obudzić (T.I). Niestety nie udało mi się to.
(T.I): Co ty robisz?
H: Ten fotel jest cholernie niewygodny. Zlituj się i pozwól mi tu spać.- dziewczyna nie odpowiedziała nic, a ja wziąłem to jako zgodę. Objąłem ja ramieniem, ale ona momentalnie odtrąciła moją rękę i przesunęła się na skraj materaca. Nie próbowałem już jej objąć, chwilę później zasnąłem.
Nowy rozdział xd
W porównaniu do poprzedniego jest nudny, ale myślę, że sam w sobie ujdzie ;)
Co się tu dzieje..
Hymm..?
Niby cos a jednak nic :/
Mi najbardziej podoba się kłótnia, bo pokazuje jaki naprawdę jest Harry i jaka jest (T.I) ^_^
Ciekawi mnie co wam przypadło do gustu najbardziej? ;p
A właśnie...
Ogromnie dziękuje wam za komentarze pod poprzednim postem ;*
Jesteście kochane <333
No to by było chyba na tyle :)
Do nexta ;D
P.S Tą sukienkę miała na sb (T.I) w poprzednim rozdziale *.*
A to jej fryzura i makijaż xd
Mam nadzieję, ze się pdodba ;3
Subskrybuj:
Posty (Atom)





